fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Aplikacje/egzaminy

Dobra uczelnia to ta, która dobrze nauczy absolwenta do egzaminu na aplikację

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Czy wydziały prawa powinny przygotowywać absolwentów do egzaminów naaplikacje, czy kształcić prawników - humanistów?
Dyskutowali o tym dziekani wydziałów prawa, zarówno uniwersyteckich, jaki uczelni prywatnych, na dwudniowym spotkaniu zorganizowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Okazją do dyskusji były przygotowane przez MS analizy tegorocznych wyników egzaminów na aplikacje prawnicze (czytaj w „Rz" z 18 grudnia). Egzaminy wypadły słabo. Na aplikację adwokacką i radcowską dostało się niecałe 12 proc. zdających, na notarialną – 25 proc.
[b]Najlepszą „zdawalnością" może pochwalić się Uniwersytet Jagielloński.[/b] Co czwarty zdający odniósł sukces. Za UJ uplasowały się pozostałe uniwersytety z dużych ośrodków akademickich, a dalej prywatne uczelnie kształcące prawników.
Co wynika z tego rankingu? Czy jest on dobrym miernikiem jakości kształcenia prawniczego?
Łukasz Bojarski, ekspert Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że [b]sporządzanie takich zestawień pokazujących, w jaki sposób poszczególne uczelnie przygotowały absolwentów do egzaminu na aplikację, to dobry trend.[/b]– Zdanie egzaminu państwowego podsumowującego studencką edukację jest dobrym kryterium. Pod warunkiem, że ranking poprzedzony jest wcześniejszą informacją dla uczelni, o tym jakie wymagania stawia państwo przed zdającymi – mówi – Mechanizm rankingowy może wpływać na podniesienie poziomu edukacji prawniczej, jeśli oparty jest na sensownych kryteriach weryfikacji wiedzy i umiejętności absolwentów.
[b]Nie wszyscy dziekani, zwłaszcza akademickich wydziałów prawa są przekonani, że kryterium oceny poziomu studiów powinien być odsetek pozytywnie zdających na aplikację.[/b]
– Na podstawie tegorocznych wyników nie wyciągałbym żadnych daleko idących wniosków co do jakości kształcenia na poszczególnych wydziałach.To na pewno nie był miarodajny test, bo w zeszłym roku z naszego wydziału dostało się na aplikacje o wiele więcej osób. A przecież w tym czasie nie zmienił się proces nauczania, a tegoroczni absolwenci nie mogli być wyraźnie słabsi od ubiegłorocznych uważa prof. Krzysztof Rączka, dziekan wydziału prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Jego zdaniem problem leży w braku stabilizacji poziomu egzaminów: w jednym roku jest bardzo łatwy, w drugim bardzo trudny.
[b]– Większość osób studiuje z myślą o aplikacji.[/b] Ministerstwo oczekiwałoby, że wydziały prawa uwzględnią to w swoich programach studiów. Ale uczelnie mają autonomię i standardy nauczania i nic nie będziemy im narzucać – mówi Iwona Kujawa, dyrektor departamentu nadzoru nad aplikacjami w MS.
Problem stanie się znaczący, kiedy ministerstwo wdroży nową formułę naboru na aplikacje, czyli państwowe egzaminy I stopnia. Sporą część pytań mają stanowić tzw. kazusy, czyli przykłady praktycznego stosowania przepisów w konkretnych sytuacjach. – Między standardami kształcenia a charakterem tego egzaminu nie widać pełnej spójności – przyznaje dziekan Rączka. Jego zdaniem uniwersytet powinien kształcić humanistę prawnika, a nie prowadzić studia zawodowe.
Joanna Jabłońska Bonca, prorektor ds. studiów prawniczych prywatnej Akademii L. Koźmińskiego mówi, że uczelnia dopiero od trzech lat wypuszcza absolwentów prawa – Nie prowadzimy edukacji masowej, jak uniwersytety, więc łatwiej byłoby nam przygotować studentów do egzaminu kazusowego. To może być szansa dla naszej uczelni – stwierdza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA