fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Lupa Boskim Komediantem

"Factory 2" w krakowskim Teatrze Starym
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Spektakl "Factory 2" w reżyserii Krystiana Lupy zdobył Krakowską Nagrodę Teatralną Boskiego Komedianta. Przedstawienie, nagrodzone na zakończonym w piątek w Krakowie Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym "Boska Komedia", zostało przygotowane przez Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie.
W uzasadnieniu jury można przeczytać, że nagrodę przyznano "jako wyraz uznania dla połączenia niezwykłej wizji reżyserskiej, wybitnych innowacji scenograficznych oraz umiejętności aktorskich w uchwyceniu i zgłębieniu znaczenia, istoty oraz metod sztuki".
Zwycięski teatr otrzymał 100 tys. zł na dofinansowanie przyszłorocznej premiery spektaklu, który zaprezentuje na drugiej edycji krakowskiego festiwalu.
Podczas trwającego tydzień festiwalu widzowie mieli okazję obejrzeć 31 przedstawień przygotowanych przez teatry z Polski, Indii, Iranu, Kolumbii, RPA. Obejrzało je łącznie prawie 3,8 tys. widzów.
W konkursie na najlepsze polskie przedstawienie roku, nagrodzone Boskim Komediantem, uczestniczyło 11 spektakli: "Sprawę Dantona" Jana Klaty, "Reportaż o końcu świata" Piotra Tomaszuka, "Odpoczywanie" Pawła Passiniego, "Wesele" Anny Augustynowicz, "Odprawa posłów greckich" Michała Zadary, "Lulu" Michała Borczucha i "Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł" Moniki Strzępki, "Galgenberg" Agaty Dudy-Gracz, "Othello" Macieja Sobocińskiego, "Poważny jak śmierć, zimny jak głaz" Tomasza Obary i zdobywca głównej nagrody "Factory 2" Krystiana Lupy.
Jury przyznało też kilka nagród, po 10 tys. zł każda, m.in. w kategoriach: reżyser (Jan Klata za "Sprawę Dantona"), scenograf (Mirek Kaczmarek za "Sprawę Dantona"), aktorka (Iwona Bielska za rolę Brigid w spektaklu "Faktory 2"), aktor (Piotr Skiba za rolę Andy'ego Warhola w "Factory 2").
Organizatorzy "Boskiej Komedii" są zadowoleni z pierwszej edycji imprezy. Podkreślają, że prócz przeglądu najważniejszych spektakli, festiwal odegrał też rolę integrującą rodzime środowisko teatralne, a Kraków stał się miejscem spotkań ludzi teatru.
"Nagle okazało się, że jednak jest coś takiego, co można by nazwać rodziną teatralną. Mam wrażenie, choć nie daję za to głowy, że środowisko teatralne poczuło wagę imprezy i widzi w niej wielką nadzieję na to, że będzie ona bardzo korzystnie oddziaływała na teatr w Polsce" - powiedział w piątek, na konferencji prasowej podsumowującej imprezę dyrektor artystyczny festiwalu, Bartosz Szydłowski.
Podkreślił, że festiwal zaczął odgrywać też rolę w promocji polskiego teatru za granicą. "Po naszym festiwalu osiem spektakli zostanie zaproszonych na duże międzynarodowe festiwale" - poinformował.Festiwal "Boska Komedia" był częścią projektu kulturalnego "6 zmysłów", którego inicjatorem jest Urząd Miasta Krakowa.
[ramka]Recenzja: Genialna groteska o truciźnie popartu
„Factory2” to mistrzostwo reżyserii i aktorstwa, wielki finał wcześniejszego „Zaratustry” o eksperymencie nietzscheańskiego człowieka, który pogrzebał Boga i ubóstwił sam siebie. Pokazuje, że przekraczanie granic moralnych i obyczajowych zaprowadziło nas na śmietnik popkultury, gdzie każdy może się czuć bogiem przez 15 minut. Talent nie jest potrzebny, wystarczy być ekshibicjonistą i szokować. Fałszywość tej sytuacji odkrył, ale i wykorzystywał cynicznie w swoich popartowskich prowokacjach, Andy Warhol. Dlatego właśnie jego twórczość Krystian Lupa poddał demaskatorskiej analizie.
W poszukiwaniu prawdy o korzeniach współczesności wykroczył poza stylistykę teatru. Przez ponad siedem godzin bierzemy udział w transowej improwizacji, magnetyzującym współistnieniu aktorów i widowni według błyskotliwego scenariusza, którego mogliby pozazdrościć Almodóvar i Tarantino. Teatr Kameralny stał się postindustrialną przestrzenią „Fabryki”, słynnym srebrzystym atelier Warhola – z ekranem ponad sceną. Projekcje eksperymentalnych filmów stylizowanych na warholowskie produkcje ogniskują uwagę zarówno zespołu Lupy, jak i widowni. Widzowie stają się współbohaterami obserwowanymi przez kamery i aktorów, którzy tak jak Andy, chcą nas uwieść, wmówić, że jesteśmy gwiazdami i moglibyśmy zabłysnąć swoimi osobowościami tak jak oni.
Lupa spowolnił dramaturgię zdarzeń, wprowadził do spektaklu sceny ciszy i milczenia, po to by jego zespół przekroczył granicę konwencji. Bez wstydu opowiedział o marzeniach i cierpieniach, tak jak przyjaciele Warholowi. Szokujący jest jego film pokazujący twarz przeżywającego orgazm, lecz ważniejszy zagrany w kontrze do niego monolog nagiego Piotra Polaka. Lupa przekonuje wtedy, że nagość i seks nie są drogą do poznania tajemnicy człowieczeństwa, a bez głębszych uczuć stają się kolejną maską. Obnażając kontrkulturowy mit wolnej miłości, reżyser pokpiwa z szaleńców, wykolejeńców i ciot nawiedzających „Fabrykę”. Kpi z hipisowskiej multikulturowości, mieszania religii Wschodu z narkotykową jazdą na maksa. Śmieszny jest sam Warhol grany przez Piotra Skibę. Przed wywiadem tłumaczy dziennikarzowi, że musi zrobić siusiu, a z toalety wraca wystrojony jak paw. To skrywający się za peruką i okularami szarlatan. Mówi nieśmiałym głosem, jakby był zażenowany swoją perwersyjną grą z przyjaciółmi. Ale nie może też dłużej skrywać prawdy o ludziach. Lupa demaskuje go co chwilę, a bywalcy „Fabryki” krytykują za to, że jest wampirem i stworzył ściek awangardy. Buntują się, odchodzą, ale wracają. Na początku śmiech Lupy nie jest okrutny, tylko oczyszczający. Reżyser z wyrozumiałością traktuje ofiary rozbitych i toksycznych rodzin, moralnej i obyczajowej katastrofy XX wieku, a także najbardziej ekstremalne próby poszukiwania szczęścia i prawdy. Niesamowita scena tybetańskiego tańca pokazuje, że nawet w nafaszerowanym dragami ludzkim ciele kołacze dusza. Buntuje się, wierzga pod skórą i szuka drogi do wolności.
W finale Lupa nie ma jednak wątpliwości, że Warhol zapoczątkował erę pornograficznych reality show. W fenomenalnie granych przez Katarzynę Warnke, Urszulę Kiebzak, Sandrę Korzeniak, Iwonę Bielską, Adama Nawojczyka i Bogdana Brzyskiego dialogach pokazuje koszmar współczesności, której bohaterami stały się warholowskie kreatury. Największy dramat polega na tym, że nawet utalentowani artyści pop – np. oglądamy na scenie aktorkę upozowaną na Amy Winehouse – są zanurzeni po uszy w szambie narkotyków i ekshibicjonizmu. Nasza kultura jest zatruta.
[/ramka]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA