fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Irytacja Nicolasa Sarkozy'ego

Jeszcze nie tak dawno jeden prezydent Francji pouczał nas, żebyśmy siedzieli cicho. Teraz drugi poucza nas, żebyśmy nie chowali się za innymi krajami. Wbrew pozorom sprzeczności między tymi pouczeniami nie ma: mamy siedzieć cicho, jeśli mamy zdanie odmienne od stanowiska Francji, a nie bać się wypowiadać zdecydowanie, stanowisko to popierając.
Dobrze przynajmniej, że Nicolas Sarkozy nie próbuje, jak to czynią zachodnie media, obsadzać prezydenta Polski w roli hamulcowego blokującego traktat lizboński, lecz tylko domaga się odcięcia od przeciwników tej nieco przeredagowanej eurokonstytucji. Wie przecież, że podpis prezydenta jest tylko sprawą techniczną i symboliczną. Wie też, iż podpis ten, wedle umowy, jaką zawarł prezydent z premierem, jest uzależniony od przyjęcia przez Sejm ustawy kompetencyjnej.
Wszystko wskazuje jednak na to, że Donald Tusk uznał, iż zgodził się na zbyt wiele; liczy, że prezydent i tak będzie zmuszony traktat podpisać, i nic mu za to nie trzeba dawać. Sarkozy o tym wie – nie zwrócił się do przywódców Polski z apelem o porozumienie w tej kwestii, opowiedział się jasno po jednej stronie, wtrącając się w nasze wewnętrzne sprawy. To sprzeczne z kanonami dyplomacji.
Dlaczego Sarkozy je łamie? Jego wyraźna nerwowość nie jest odosobniona. W parze z nią idzie przecież skandaliczne zachowanie europosłów w Czechach, coraz bardziej brutalne sugestie pod adresem Irlandczyków i wszystkich, którym brakuje entuzjazmu dla przedstawianej jako bezalternatywna Lizbony. Świadczy to o kompletnym braku pomysłu eurokracji na pogodzenie swych pomysłów z wolą europejskich narodów i prowadzi do niesłychanej w demokracjach arogancji.
Problemem Europy nie jest wynik referendum w Irlandii, problemem jest to, że gdziekolwiek by takie referendum zorganizowano, jego wynik byłby prawdopodobnie ten sam. Tymczasem jedynym pomysłem było zakrzyczeć Irlandczyków, zarzucając ich ratyfikacjami z innych krajów. Nie udaje się. Stąd złość popychająca do zachowań niemożliwych do zaakceptowania.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2008/12/11/w-szkolce-francuskich-prezydentow/]Skomentuj[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA