fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Gowin ignorant? Klaus i Cohn-Bendit siebie warci?

Gowin ignorant – w tym tytule „Gazeta Wyborcza” dla podkreślenia swojego ataku używa dziś – co rzadko się jej zdarza – czerwonej, bijącej w oczy czcionki. Sławomir Zagórski wzywa w nim premiera by odsunął z zajmowanego stanowiska Jarosława Gowina, posła PO i szefa komisji do sprawa ustawodawstwa z dziedziny bioetyki.
„Pan poseł notorycznie popisuje się niewiedzą, żeby nie powiedzieć, że kłamie” - wali na odlew Zagórski i podaje trzy przykłady – wypowiedz na temat czasu życia zamrożonych zarodków, kwestii używania zarodków dla potrzeb przemysłu kosmetycznego i uzyskiwania dzieci z rozmrożonych komórek jajowych.
Zagórski sypie określeniami bzdura, ironicznie pyta dlaczego poseł „nie krzyczał” wcześniej skoro wie ponoć, co wyprawiają koncerny kosmetyczne i poucza Gowina jak wygląda postępowanie z zarodkami w innych krajach.
Nie specjalizuję się w kwestii bioetyki, więc nie jestem w stanie z marszu ocenić prawdziwości zarzutów Zagórskiego. Ale na kilometr odstrasza mnie styl pisania w rodzaju „Panie pośle, po kilku miesiącach pracy w komisji mógłby pan wreszcie przyswoić sobie porcję elementarnej wiedzy o in vitro. A do tego czasu zgodnie z zasadą, że "ignorantia non est argumentum" powinien pan powstrzymać się od pouczania Polaków.”
Po co ten prokuratorski ton?
Pan Zagórski ze swojej gazetowej działki też poucza Polaków i też wybiera na poparcie swoich tez akurat tego a nie innego lekarza.
Gdybym nie czytał parę miesięcy temu „demaskatorskiego” tekstu Mirosława Czecha o Gowinie - strasznym krakowskim zaprzańcu z obozu „kościoła otwartego”, który uległ konserwatywnym pokusom – może bym uwierzył w naukowe przesłanki sporu. Ale wczytując się w komentarz Zagórskiego zaczynam podejrzewać, że chodzi o światopogląd a nie o fakty.
„Gazeta” nie przepada za Gowinem, jako tradycjonalistą, ale woli swój postulat dymisji ubrać w strój rzeczowości.
W „Dzienniku” Cezary Michalski komentuje przedrukowywane- także i na lamach „Rzeczpospolitej” - stenogramy ze spotkania Prezydenta Vaclava Klausa z delegacją Parlamentu Europejskiego na czele z jego przewodniczącym Hansem-Gertem Poetteringiem i m.in. Politykiem „Zielonych” Danielem Cohn-Benditem.
Michalski pisze: „Z taśm Klausa, które publikujemy w Dzienniku, a które wcześniej prezydent Czech zawiesił w Internecie, żeby pokazać, jak liderzy Unii Europejskiej źle go potraktowali, dowiadujemy się jednego. Faceci w Unii zachowują się tak samo jak faceci w polskiej polityce. Wartości nie schodzą im z ust, ale w gruncie rzeczy liczy się tylko ich własne ego. A to mają rozrośnięte do rozmiarów wieży Eiffla”. Michalski wskazują jak agresywny i arogancki jest Cohn-Bendit, ale wskazuje tez drugiego negatywnego bohatera tej historii
„Vaclav Klaus też nie jest pozytywnym bohaterem opowieści o liberalnej, zintegrowanej Europie, bo on zjednoczonej Europy nie znosi. Właśnie dlatego ujawnił swoje taśmy, żeby dodatkowo podstawić nogę integracji. Klaus faktycznie wspiera najbardziej ponurych eurosceptyków i jest przez nich wspierany.”
W puencie Michalski wskazuje, że postacie typu Cohn-Bendita jak i Klausa są równie groźne.
„Taśmy Klausa są fatalnym świadectwem wystawionym samym sobie zarówno przez euroentuzjastów, jak i eurosceptyków. Jeśli to Cohn-Bendit i Klaus okażą się reprezentatywni dla dzisiejszej Unii Europejskiej, to żadnej zjednoczonej Europy nie będzie”.
No cóż akurat z tej rozmowy – wyniosłem wrażenie, że obrażany w swoim gabinecie Klaus broni swojej godności i prawa do zabierania głosu w kwestii sposobu integracji niż wdaje się z lubością w słowną bijatykę z adwersarzami.
Teoria, że jeden jest wart drugiego akurat do dyskusji na Hradzie nie pasuje.
To raczej próbka arogancji grupy oficjeli z europarlamentu, którzy uważają, że mogą Klausa przywoływać do porządku koszarowym stylem, bo to oni decydują o kształcie Europy. I to jest akurat w kontekście tej rozmowy najbardziej szokujące.
Drogi Czarku! Krytykuj Klausa, gdy wyskoczy z jakimś swoim aroganckim wystąpieniem w Pradze czy Warszawie. Ale w tej rozmowie to on był obrażanym gospodarzem, a nie równorzędnym uczestnikiem słownej bijatyki.
Klausa nie trzeba kochać, ale obrona jego prawa do swobodnego udziału w eurodyskusji nie jest kwestią sympatii, ale troski o standardy w naszym europejskim „szklanym pałacu”.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA