fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Lot nad bezdusznym światem

Hanami
Baśń o potędze miłości i pragnieniu wolności w międzynarodowym ujęciu. Ilustracje do "Ikara" wykonał znany rysownik japońskiej mangi Jiro Taniguchi wedle fabuły Moebiusa, klasyka francuskiego komiksu
Siedemdziesięciolatek Jean Giraud, pseudonim Moebius, twierdzi, że nie wymyślił fabuły "Ikara". Którejś z tysiąca nocy ta historia mu się przyśniła. Pozostawało znaleźć właściwego artystę, który odda poetycko-fantastyczny klimat opowieści, a jednocześnie uwiarygodni ją realistyczną formą. Wybór padł na popularnego japońskiego twórcę komiksów Jiro Taniguchiego (rocznik 1947).
Czarno-biała manga sprawdziła się znakomicie. Taniguchi czuje klimat baśni, ale jest powściągliwy, unika infantylizmów. Operuje niezwykle precyzyjnym rysunkiem. Gdy trzeba, stosuje twardą, niemal techniczną kreskę; innym razem staje się liryczny i czuły. Ma dar przekonującego charakteryzowania postaci – jego bohaterowie są jak żywi aktorzy.
Ale o jakości "Ikara" przesądziła nie tylko strona wizualna. To wyborny koktajl kulturowy złożony z wielu ingrediencji. Surrealistyczna metoda (pomysł ze snu), grecki mit (o Dedalu i Ikarze) oraz cytaty z amerykańskiego filmu wyreżyserowanego przez Czecha. Gwoli ścisłości chodzi o "Lot nad kukułczym gniazdem" Formana wedle powieści Kena Kesseya.
To nie wszystko – rzecz dzieje się w przyszłości, na planecie Ziemia w okolicach Tokio. Rządzą kobiety pod wodzą pięknej i męskiej Pani Generał, która trzyma na krótkiej smyczy wszystkich samców, bo to sztuczne istoty, z probówki. Kolejne skojarzenia, tym razem polskie – kłania się "Seksmisja", choć wątpię, żeby Moebius znał film Juliusza Machulskiego. Po prostu miły dla nas zbieg okoliczności.
Któregoś dnia męskie klony tracą pokorę i ruszają do ataku na kwaterę główną. Ale Pani Generał ma przeciwko nim tajną broń: Ikara. Człowieka, którego matka sfrunęła z gwiazd i przekazała synowi tajniki sztuki latania. Chłopak, choć obdarzony nadludzkimi umiejętnościami, ma z nich niewiele pożytku. Dorasta samotnie w klatce, pod okiem naukowców, którzy poddają go niekończącym się eksperymentom. Jedyną osłodą są spotkania z Yukiko, młodziutką początkującą badaczką. Nietrudno się domyślić, że nastąpi romans.
Uczuciu staje w poprzek zła królowa, czyli Generał. A także bezduszny naukowiec planujący operację na mózgu Ikara. Do kulminacyjnego zwarcia dochodzi tuż przez zabiegiem. Latający człowiek wyrywa się na wolność wraz z klatką. Scena, kiedy zrywa kable (jest podłączony do różnych chemikaliów) i przebija swym miniwięzieniem stropy, jest niemal żywcem przeniesiona z "Lotu…".
Po raz pierwszy w swym dwudziestoletnim życiu Ikar robi użytek ze swych właściwości i… woli. Jak Wódz wyrywa się z katatonii i aresztu. Kolejna paralela: Ikar porywa ukochaną, aktualnie omdlałą i niezdolną do podejmowania decyzji. Tak jak Wódz, który "ratuje" nieprzytomnego przyjaciela.
Ikara z uśpienia obudziło uczucie. Więcej, dopiero miłość prawdziwie go uskrzydliła. Przedtem umiał latać – po nic. Czy ocali siebie i Yukiko? Finał historii niknie w chmurach, zakochana para też. Ale wiadomo, że fruwający chłopak nie przetrwa bez serum, Yukiko nie pożyje długo w powietrzu. Jednak w ostatniej scenie widzimy ich szczęśliwy wzlot w przestworza. Mimo wszystko zakończenie bardziej optymistyczne niż w greckim oryginale.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA