fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Kryzys a spółki paliwowe

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
- Kryzys finansowy to jest czas próby także dla zarządów firm oraz menedżerów, którzy będą zmuszeni jeszcze skuteczniej kontrolować koszty – pisze Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos
Sporo niepewności zostało, ale mam nadzieję, że najgorsze mamy już za sobą. Jestem podbudowany szybkością i siłą reakcji rządów USA oraz głównych państw europejskich. Źle, że do krachu dopuszczono, dobrze, że natychmiast podjęto akcję ratunkową. To nie jest powtórzenie kryzysu z 1929 roku. Jedno jest pewne – po październiku 2008 świat finansów i gospodarki nie będzie już taki sam. Mam wielką nadzieję, że będzie lepszy, że będą nim rządzić rozsądek i odpowiedzialność, a nie wirtualny pieniądz.
To nie jest kryzys globalnej gospodarki rynkowej, tylko jej dramatyczna i brutalna korekta. Zachwiane zostały proporcje między odpowiedzialnością i rzetelnością a chęcią osiągnięcia zysku za wszelką cenę. Obowiązujące prawo okazało się za słabe, żeby tym dysproporcjom zapobiec. To jest poważna nauka na przyszłość.
Aktywność banków w tworzeniu nowych produktów finansowych wymknęła się spod kontroli. Czytamy obecnie w prasie międzynarodowej jadowite komentarze atakujące chciwość, zaślepienie i nieuczciwość bankowców, w szczególności reprezentujących banki inwestycyjne. Sprzedawali oni derywaty i produkty strukturyzowane, wiedząc, że ich wartość opiera się na przeszacowanych wycenach aktywów i nierealnych oczekiwaniach wzrostu cen. W języku zwykłych ludzi taka operacja nazywa się oszustwem.
Szczególnie dobrze widać to na przykładzie kredytów subprime, czyli pożyczek hipotecznych udzielanych ludziom, którzy nie mieli szans ich spłacić. Obfitość taniego pieniądza doprowadziła do krachu kredytowego. Ci, którzy brali kredyty, kupowali drożejące z dnia na dzień domy. Ci, którzy ich udzielali, dostawali potężne premie. Prezes zbankrutowanego banku inwestycyjnego Lehman Brothers otrzymał ogromną premię za zarządzanie, które doprowadziło bank do katastrofy.
Chęć osiągnięcia zysku jest motorem gospodarki rynkowej i nikt rozsądny nie może tego zjawiska potępiać. Często słyszymy dziś ostre ataki na „żądnych zysku” bankierów, którzy wpędzili globalny świat finansów w tarapaty. Skłonność do maksymalizacji zysków za wszelką cenę musi ograniczać prawo i etyka biznesowa. Oba te hamulce, niestety, puściły. Skutki widzimy teraz wszyscy na własne oczy.
Nie jestem zwolennikiem bezpośredniego udziału państwa w zarządzaniu gospodarką, ale mocno popieram skuteczne regulacje prawne tworzące precyzyjne i jasne dla wszystkich reguły gry. Szczególnie ważne jest to w sektorze finansowym. Inwencja wybitnych umysłów napędzana ogromnymi pieniędzmi, którymi zarządzają, jeśli wyjdzie spod kontroli, może wywołać skutki podobne do wybuchu bomby atomowej.
Rynki finansowe muszą mieć swobodę rozwoju, ale nie mogą tworzyć skrajnych zagrożeń, niemożliwych do kontrolowania. Te rynki powinny być ściśle kontrolowane zewnętrznie (przez prawo i nadzorujące instytucje) oraz przez wewnętrzne regulacje samego sektora. To – podkreślam – musi być najściślej regulowana sfera gospodarki jako całości.
Nowoczesna technika informatyczna daje ogromne możliwości tworzenia tzw. produktów finansowych. Niektóre są tak skomplikowane, że ich mechanizm rozumieją tylko ci, którzy je zaprojektowali i sprzedają. W takich warunkach jakakolwiek kontrola jest iluzoryczna. Pozostaje nadzieja, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem i zasadami zdrowego rozsądku. Niestety, takie myślenie nie zdało egzaminu.
Obecna sytuacja zmusza do postawienia konkretnych pytań prawnych, etycznych i zawodowych. Jak to było możliwe? Jakie będą kary dla tych, którzy zmarnowali setki miliardów dolarów? Wreszcie, co zrobimy, aby za kilka lat ta sytuacja się nie powtórzyła?
Gospodarka, a zwłaszcza instytucje finansowe, będzie inna po październiku 2008. To powinien być punkt zwrotny w myśleniu o wzroście ekonomicznym, jego mechanizmach i regulatorach. Mam nadzieję, że skończył się mit „łatwych pieniędzy”, tworzonych za pomocą wyrafinowanych operacji bankowych.
Musimy powrócić do mechanizmów i wartości podstawowych. Operacje finansowe powinny dostarczać kapitału (czyli paliwa) dla operacji materialnych czy usług budujących wartość. Wirtualne pieniądze mogą być w wirtualnym świecie. W prawdziwym muszą się odnosić do rzeczywistych wartości.
To zjawisko narastało przez ostatnie ćwierć wieku, eksplodowało wraz z udoskonaleniem techniki przetwarzania danych. Produkcje i usługi materialne uznano za „starą gospodarkę”, niektóre nowe technologie, a przede wszystkim operacje finansowe, za „nową”. Stara gospodarka miała być zepchnięta na wstydliwy margines, pieniądze i przyszłość miała mieć tylko nowa gospodarka.
[wyimek]Nie cofniemy czasu, konieczne jest jednak otrzeźwienie. Osiem lat temu pękła bańka internetowa. Teraz skończył się świat operowania pieniędzmi oderwanymi od realiów życia[/wyimek]
Takie myślenie miało poważną lukę – ignorowało rzeczywistość. W USA, gdzie te procesy były szczególnie widoczne, rozsypuje się infrastruktura, zawalają mosty, dziurawe są drogi, zatkane lotniska, powtarzają się przerwy w dostawach energii. Teraz trzeba powrócić do podstaw. Produkować, budować, świadczyć usługi – zająć się prawdziwą gospodarką, a nie wirtualną grą komputerową.
W kontekście tego, co wydarzyło się na globalnym rynku finansowym, z satysfakcją spoglądam na program inwestycyjny, jaki realizujemy w grupie Lotos. Prace postępują zgodnie z harmonogramem, terminy dostaw materiałów są precyzyjnie dotrzymywane. My nie tworzymy wartości wirtualnych, tylko rzeczywiste. Inwestujemy dziś po to, żeby dobrze zarobić jutro. Mamy to jak w banku, chociaż lepiej chyba powiedzieć „jak w Lotosie”.
[wyimek]Kapitalizacja grupy Lotos wynosi blisko 2,2 mld zł. W żaden sposób nie oddaje to wartości aktywów koncernu, które szacuje się na ok. 10 mld zł[/wyimek]
Po pęknięciu bańki spekulacyjnej tworzącej wirtualne pieniądze przyszedł czas na nas. Czas producentów kluczowych dla rozwoju gospodarek towarów, nowoczesnych technologii, precyzyjnie skonstruowanych strategii rozwoju. Liczymy bardzo na to, że „wychodzenie” z kryzysu, mające na celu tworzenie wartości w oparciu o realne działania i realny pieniądz, wyeliminuje na trwałe spekulantów i zwolenników nieuczciwej gry rynkowej. Mówimy: teraz Lotos. Dlaczego? Z kilku względów. Tworzymy sprawną firmę w kluczowym sektorze gospodarki. Czynimy to ze środków własnych i z kredytu komercyjnego. Dla państwa i innych właścicieli budujemy solidną, trwałą i rzeczywistą wartość. Będą z niej korzystać Polacy, w tym dziesiątki tysięcy emerytów, w których portfelach emerytalnych są nasze akcje. Współtworzymy bezpieczeństwo energetyczne Polski. Dobrze robimy to, co do nas należy.
Staramy się, żeby to, co jest dobre dla Lotosu, było dobre dla Polski. Uważam, że mamy prawo oczekiwać poparcia i ułatwień w realizacji strategii rozwoju koncernu.
Ostatnie reakcje giełd, związane z zaburzeniami światowego systemu bankowego, są pełne emocji. Kapitalizację grupy Lotos określono na blisko 2,2 mld zł. W żaden sposób nie oddaje to wartości aktywów koncernu, które szacuje się na ok. 10 mld zł. Sama marka Lotos też jest sporo warta i jej wycena ciągle zresztą rośnie. Gdzie więc logika w poziomie notowań cen akcji grupy Lotos? Niewidzialna ręka rynku wyraźnie działa bardzo nerwowo i po omacku.
Choć polska gospodarka wydaje się dobrze zabezpieczona przed wstrząsami, jej sytuacja nie jest już tak komfortowa jak w okresie sprzed przełomu. Tempo wzrostu w przyszłym roku na pewno spadnie. Jak oceniam, może to być nawet poniżej 4 proc., ale mam nadzieję, że kryzysu nie będzie. Musimy jednak być bardzo skoncentrowani i uważni. Przede wszystkim szybko i efektywnie reagować na zmiany. Konieczna będzie przyjazna pomoc państwa – wprowadzenie uproszczonych przepisów i procedur, ułatwienia dla zarządów, wsparcie działalności polskich firm działających za granicą.
Koncepcje przejmowania czy łączenia firm naftowych w dzisiejszych warunkach niepewności na międzynarodowym rynku finansowym wymagają głębszych niż dotychczas analiz ryzyka różnego rodzaju. Nie można do niestabilności zewnętrznej dołączać zakłóceń w funkcjonowaniu podmiotów realizujących trudne programy inwestycyjne, konsolidujące swoje struktury organizacyjne. Najpierw trzeba je wprowadzić na drogę stabilnego rozwoju, wdrożyć własne programy inwestycyjne.
To jest czas próby dla wszystkich. Przede wszystkim dla zarządów firm oraz menedżerów, którzy będą zmuszeni jeszcze skuteczniej kontrolować koszty i sprawniej działać na trudniejszym rynku. Związki zawodowe muszą zrozumieć, że wszyscy płyniemy w tej samej łodzi i nie wolno jej kołysać. Rząd, który dotychczas postępował przezornie, powinien przejść od fazy uspokajania do czynnej pomocy biznesowi. Potrzebne są zmiany prawa, sprawne i przyjazne jego stosowanie, zrozumienie, że działalność ekonomiczna, którą prowadzimy, decyduje o rozwoju narodowej gospodarki i dobrobycie nas wszystkich.
Nie cofniemy czasu, konieczne jest jednak otrzeźwienie. Osiem lat temu pękła bańka internetowa, sześć lat temu padł w aferze Enronu mit wielkich korporacji. Teraz skończył się świat operowania pieniędzmi oderwanymi od realiów życia. To były niezwykle kosztowne lekcje, jednak mam nadzieję, że wszyscy wyciągniemy z nich konkretne wnioski na przyszłość. Wtedy, z perspektywy lat, minione kryzysy uznamy za wydarzenia, które zmieniły światową gospodarkę na lepsze.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA