fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Dwie minuty zaćmienia i zbiorowa katastrofa

Euzebiusz Smolarek zdobył bramkę, która nie dała zwycięstwa
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Słowacja – Polska 2:1. Zamiast zwycięstwa na koniec tegorocznych eliminacji było rozczarowanie. Marzenia prysły w kilkadziesiąt sekund, między 85. a 86. minutą
Właśnie wtedy Słowacy strzelili dwa gole i to oni zabrali to, co wydawało się należeć do Polski: trzy punkty i prowadzenie w grupie. Katastrofa zaczęła się od okrzyku: „Moja!”. To Artur Boruc po chwili wahania uznał, że żaden z obrońców nie wybije piłki za niego, więc ruszył do niej sam. Była 85. minuta, Polska prowadziła wówczas 1:0 po golu Euzebiusza Smolarka, a w naszym polu karnym nie działo się nic ponad miarę groźnego.
Bywało już w tym meczu gorzej, ale wtedy Boruc potrafił w porę ustalić z obrońcami, co robić. Tym razem nie. Ruszył za późno, a gdy się schylił, piłka, zamiast trafić w jego ręce, spadła na nogę, odbiła się i potoczyła w stronę Stanislava Sestaka. Jego strzału nikt już nie mógł zatrzymać.Błąd Boruca był koszmarny, ale on tylko podpalił lont. Kilkadziesiąt sekund później przed Słowakami rozstąpiła się cała polska drużyna. Rezerwowy Jan Kozak dośrodkował, a Dariusz Dudka chciał wybić piłkę, ale zamiast mocno i dokładnie, kopnął ją lekko i byle gdzie. Zanim znów spadła pod nogi Sestaka, odbiła się jeszcze od słupka i minęła zdezorientowanego Boruca. Od tej pory było jasne, że to Słowacja, a nie Polska, zacznie przyszłoroczną część eliminacji jako lider grupy 3.
[srodtytul]Futbol, cholerny futbol[/srodtytul]
Trudno o sytuacjach z 85. i 86. minuty opowiadać racjonalnie: że zawinił ten albo tamten, że ktoś był źle ustawiony. To była zbiorowa katastrofa, zaćmienie, jakich futbol widział już sporo. Można wyliczać: Milan w La Corunie, Milan w Stambule, Czesi podczas Euro 2008, Bayern w finale Ligi Mistrzów z Manchesterem. Po tym ostatnim meczu Alex Ferguson, trener zwycięzców, nazwał to zwięźle: „Futbol, cholerny futbol”. Po nim nikt już niczego lepszego nie wymyślił.
Tego, co się działo po golu na 2:1 dla gospodarzy, nie warto już pamiętać, może z wyjątkiem sytuacji rezerwowego Roberta Lewandowskiego, który tuż przed końcem meczu dość przypadkowo znalazł się sam przed bramkarzem, ale strzelił za wysoko. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Oprócz szansy Lewandowskiego były właściwie tylko przepychanki i prowokacje na granicy bijatyki. Polacy byli równie oszołomieni tym, co się stało, i bezradni jak Słowacy po stracie gola na 0:1. Tyle że rywale otrząsnęli się z szoku z polską pomocą, a piłkarze Beenhakkera nie mogli tego wieczoru liczyć na wzajemność.
Gdyby to nieszczęście spadło na Polaków na początku drugiej połowy, można by przynajmniej powiedzieć, że kusili los. To wówczas przewaga gospodarzy była najbardziej wyraźna, a dwa dalekie podania do Roberta Vittka mogły skończyć się źle dla Boruca. Potem jednak mecz szybko wrócił w utarte koleiny: niedokładne podania, złe przyjęcia piłki, chaotyczne tempo, zryw za zryw. Tak wyglądała wcześniej cała pierwsza połowa.
Na grzęzawisku w Bratysławie trudno było powtarzać akcje z sobotniego meczu z Czechami, a Kuba Błaszczykowski już nie mógł tak uciekać rywalom jak cztery dni wcześniej, choć to on miał w pierwszej połowie najlepszą sytuację. Po podaniu Rafała Murawskiego strzelił jednak ponad bramką.
[srodtytul]Fatalne wspomnienia[/srodtytul]
Gol dający Polakom prowadzenie był równie niespodziewany jak późniejsza katastrofa. Piłkarze Leo Beenhakkera nie mieli wtedy przewagi, ale wreszcie mieli pomysł. Błaszczykowski świetnie podał w pole karne do Pawła Brożka, a piłkarz Wisły, będąc kilka metrów od bramki, zrobił to, co napastnicy w takiej sytuacji robią rzadko: nie strzelał, tylko spojrzał w bok. Tam biegł Euzebiusz Smolarek i po podaniu Brożka wepchnął piłkę do pustej bramki.
Futbol czasami bywa jednak sprawiedliwy. Jeśli któryś z Polaków na tego gola zasłużył, to właśnie Smolarek. Był w tym meczu wszędzie, czasami zamieniał się nawet w bocznego obrońcę, i to bardziej zdecydowanego niż Marcin Wasilewski i Grzegorz Wojtkowiak.
Tego zdecydowania najbardziej zabrakło w 85. minucie i w eliminacjach wracamy właściwie do punktu wyjścia: po czterech meczach Polska ma tyle punktów co Słowenia, o dwa mniej niż Słowacja. Są też fatalne wspomnienia, z którymi piłkarze będą musieli zostać na zimową przerwę w eliminacjach. Gdy wychodzili wczoraj z szatni do autobusu, wyglądali tak, jakby już się tych myśli bali.
[srodtytul]Bitwa z policją[/srodtytul]
W podobnych nastrojach wracają z Bratysławy kibice. Początek był miły, a koniec bolesny. Na kilka godzin przed meczem centrum miasta było biało-czerwone i rozśpiewane, na co Słowacy patrzyli z uznaniem. Na stadionie uprzejmości się skończyły. Polacy zapalili race, policja kazała je zgasić i od tego, na 20 minut przed meczem, zaczęła się bitwa na trybunach. Policja to starcie wygrała, ale spokoju nie było, jeszcze w czasie słowackiego hymnu w stronę porządkowych poleciały race. Może dobrze, że to już na ten rok koniec eliminacji.
[ramka][b]Mówią trenerzy [/b]
[b]Leo Beenhakker, Polska[/b]
Wiedzieliśmy, że czeka nas mecz z bardzo silnym fizycznie przeciwnikiem. To, co pokazaliśmy w Bratysławie, diametralnie różni się od naszej dyspozycji sprzed czterech dni w Chorzowie. Ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że mecz jest w naszych rękach, że moi piłkarze panują na boisku i narzucili przeciwnikowi nasz styl. Gra była bardzo otwarta, ale skoro udało nam się objąć prowadzenie, nie powinniśmy go stracić. W dwie minuty straciliśmy dwa gole w konsekwencji kilku błędów. Słowakom gratuluję, jednak sam czuję się fatalnie. Od kiedy jestem trenerem, w taki sposób przegrałem może drugi, może trzeci raz. Z całym szacunkiem do rywala – robił dużo zamieszania w środku pola, ale nie było to specjalnie groźne.
Nie potrafiliśmy wykorzystać słabości Słowaków, zawiodła przede wszystkim linia pomocy, która tak dobrze spisała się w meczu przeciwko Czechom. Już nie byliśmy tak długo przy piłce, już nie byliśmy tak cierpliwi w konstruowaniu akcji. Straciliśmy punkty w Bratysławie, trzeba będzie ich szukać gdzie indziej.
[b]Vladimir Weiss - Słowacja[/b]
To był bardzo trudny mecz. Kiedy przegrywaliśmy, oczami wyobraźni zobaczyłem jutrzejsze tytuły w gazetach i zagrałem va banque. W końcówce linia pomocy została zupełnie zdezorganizowana, bałem się, że Polacy to wykorzystają. Jestem dumny ze swoich piłkarzy, że wykazali się taką wolą zwycięstwa, że ani przez chwilę nie zwątpili, iż jest to możliwe. Niektórzy świetnie weszli w rytm meczu, mimo że ostatnio w reprezentacji byli tylko rezerwowymi. Moi zawodnicy nie popełniali błędów taktycznych, trzymali się tego, co im zalecałem.
Reprezentacja Polski to bardzo silna drużyna, na pewno będzie groźna do końca eliminacji. Na razie wygraliśmy bitwę, przed nami kolejne trudne mecze, aczkolwiek zima na pierwszej pozycji w grupie na pewno będzie miłym okresem.
[i]—koło[/i][/ramka]
[ramka][b]Powiedzieli [/b]
[b]Paweł Brożek[/b]
Cieszę się, że wróciłem do reprezentacji i wreszcie strzeliłem gola, ale na pewno lepiej byłoby go nie strzelić, a zdobyć sześć punktów. Podałem do Ebiego Smolarka, bo był lepiej ustawiony. Niestety, nie potrafiliśmy powtórzyć dobrego meczu z Czechami. Próbowaliśmy różnych wariantów, staraliśmy się grać szybko piłką, ale nie wychodziło. Przegraliśmy wygrany mecz, myślę, że byliśmy lepszym zespołem.
[b]Artur Boruc[/b]
Nie wiem do końca, jak to się stało, że wpadła pierwsza bramka. Chwila zagapienia i stało się. Oczywiście czuję się za to odpowiedzialny i biorę winę na siebie, ale takie czasami jest życie. Szkoda, że padło na mnie. Druga bramka była konsekwencją tego, co stało się wcześniej, nie zdążyliśmy się pozbierać. Zabrakło trochę agresji, gry piłką. Nie sądzę, żeby wynik był sprawiedliwy.
[b]Marcin Wasilewski[/b]
Stracić w ciągu minuty dwa gole, to nie do pomyślenia. Wydawało się, że wszystko mamy pod kontrolą, utrzymywaliśmy się przy piłce, chcieliśmy podwyższyć prowadzenie. Chwila dekoncentracji kosztowało nas bardzo dużo. Nasza gra w defensywie zostawiała w Bratysławie dużo do życzenia.
[b]Mariusz Lewandowski[/b]
W meczu Szachtara z Barceloną też straciliśmy dwie bramki, więc wiem, jak to smakuje. Bramka dla Słowaków podcięła nam skrzydła, a rywalom dała wiatr w żagle.
[i]—not. koło[/i][/ramka]
Słowacja – Polska 2:1 (0:0)Bramki – dla Słowacji: S. Sestak (85, 86); (dla Polski): E. Smolarek (70). Żółte kartki: R. Zabavnik, B. Obżera (Słowacja); G. Wojtkowiak (Polska). Sędziował B. Layec (Francja). Widzów: 12 000.Słowacja: Senecky - Pekarik, Petras, Durica, Cech - Sapara (72, Jakubko), Zabavnik (83, Kozak), Sestak, Hamsik, Jendrisek (81, Obżera) - Vittek.Polska: Boruc - Wasilewski, Żewłakow, Dudka, Wojtkowiak - Błaszczykowski, Lewandowski, Murawski (65, Garguła), Smolarek - Roger (89, Lewandowski) - Brożek (84, Krzynówek).
[ramka][b]grupa 3 eliminacje mistrzostw Świata[/b]
TABELA 1. Słowacja 4 9 8:5
2. Polska 4 7 6:4
3. Słowenia 4 7 5:3
4. Irlandia Płn. 4 4 5:4
5. Czechy 3 4 2:2
6. San Marino 3 0 1:9
MECZE rozegrane
• Polska - Słowenia 1:1 • Słowacja - Irlandia Płn. 2:1 • Irlandia Płn. - Czechy 0:0 • San Marino - Polska 0:2 • Słowenia - Słowacja 2:1 • Polska - Czechy 2:1 • San Marino - Słowacja 1:3 • Słowenia - Irlandia Płn. 2:0 • Czechy - Słowenia 1:0 • Irlandia Płn. - San Marino 4:0 • Słowacja - Polska 2:1
MECZE do rozegrania
? 19.11.2008: San Marino - Czechy
? 11.02.2009: San Marino - Irlandia Płn.
? 28.03.2009: Słowenia - Czechy Irlandia Płn. - Polska
? 01.04.2009: Czechy - Słowacja
Irlandia Płn. - Słowenia Polska - San Marino
? 06.06.2009: Słowacja - San Marino
? 19.08.2009: Słowenia - San Marino
? 05.09.2009: Polska - Irlandia Płn. Słowacja - Czechy
? 09.09.2009: Słowenia - Polska
Irlandia Płn. - Słowacja Czechy - San Marino
? 10.10.2009: Czechy - Polska Słowacja - Słowenia
? 14.10.2009: San Marino - Słowenia
Czechy - Irlandia Płn. Polska - Słowacja[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA