Terroryzm

Jesteśmy gotowi umrzeć, aby ocalić obcokrajowca

Akcja może mieć związek z obecnością Polski w Afganistanie i Iraku, ale są też inne prawdopodobne motywy. Porwanie to może być związane z wewnętrzną sytuacją w Pakistanie i wojną, jaką ekstremiści toczą z władzami. Celem mógł być po prostu obcokrajowiec - mówi Rasul B. Rais, politolog z Lahore.
Rz: Czy to, że porwano Polaka, to przypadek, czy właśnie on miał być celem ekstremistów?
Rasul Bakhsh Rais: Taka operacja musiała być dokładnie zaplanowana. Nie sądzę, aby się powiodła, gdyby porywacze nie dostali dokładnych informacji o tym, kto i kiedy będzie jechał samochodem. Akcja może mieć związek z obecnością Polski w Afganistanie i Iraku, ale są też inne prawdopodobne motywy. Porwanie to może być związane z wewnętrzną sytuacją w Pakistanie i wojną, jaką ekstremiści toczą z władzami. Celem mógł być po prostu obcokrajowiec. Porywając zagranicznych obywateli, ekstremiści liczą na skompromitowanie rządu w oczach świata, dostają też kartę przetargową, dzięki której mogą się domagać od władz wypuszczenia z więzień wysokich rangą przedstawicieli ekstremistycznych ugrupowań. Może to być także zwykłe porwanie dla okupu. Ekstremiści są jednak nieprzewidywalni i nie mamy żadnych podstaw, aby którąkolwiek z tych hipotez uznać za bardziej prawdopodobną od innych.
Często zdarzają się porwania obcokrajowców dla okupu? Coraz częściej. Na przykład – w sierpniu porwano chińskich inżynierów. Ale takich porwań nie dokonują zwykli bandyci, tylko ekstremiści, którzy potrzebują funduszy na finansowanie wojny. Co nietypowe, Polaka porwano w prowincji Pendżab, teoretycznie kontrolowanej przez rząd. Jest to kolejny dowód, że ekstremiści, którzy są najsilniejsi na terenach plemiennych ciągnących się wzdłuż granicy z Afganistanem, czują się coraz pewniej w całym kraju. I zapewne będą coraz śmielej atakować w odpowiedzi na antyterrorystyczną ofensywę, jaką rozpoczął nowy rząd. Co władze w Warszawie mogą zrobić, by uwolnić Polaka? Muszą wykorzystać wszystkie kontakty i naciskać na najwyższe władze w Pakistanie, bo przy odrobinie chęci i szczęścia jest możliwość dotarcia do ekstremistów. Jest też szansa, że inżyniera znajdą służby specjalne, ale w przeszłości przy próbach odbijania dochodziło do tragedii. Pamiętajmy, że Pakistańczycy są gotowi oddać życie za swoich gości. Jestem pewien, że kierowcy i ochroniarz polskiego inżyniera przeżyliby, gdyby nie stawiali oporu i nie próbowali bronić oddanego im pod opiekę obcokrajowca. Zachowali się więc z godnością, tak jak od nich oczekiwano, ale zapłacili za to najwyższą cenę. Polaka nie zabito i można mieć nadzieję, że wyjdzie cało z tej opresji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL