Wiadomości

Czabański: są naciski, żeby mnie odwołać

Krzysztof Czabański
Fotorzepa, Danuta Matloch
Politycy rządzący w tej chwili Polską nie ukrywają, że chcą z mediami publicznymi zrobić, jak to nazywają, porządek - mówi "Rz" Krzysztof Czabański, prezes Polskiego Radia.
Podobno rada nadzorcza chce pana odwołać jutro ze stanowiska prezesa Polskiego Radia.
Krzysztof Czabański: Posiedzenie rady jest jutro i w sobotę. Niewątpliwie do takiej próby dojdzie.
Co ma być powodem? Z podaniem powodu może być kłopot. Adam Hromiak, zastępca przewodniczącego rady rekomendowany przez Samoobronę, używa dwóch argumentów. Jeden to rzekome sfałszowanie przeze mnie protokołu z posiedzenia zarządu. Sprawa została prawdopodobnie właśnie po raz drugi już umorzona, więc nie brzmi to wiarygodnie. Drugi argument: że skorygowałem budżet radia na 2008 rok i założyłem w nim deficyt. Wynika to z faktu, że po deklaracjach rządu o likwidacji abonamentu gwałtownie spadły wpływy. Brakuje nam ponad 30 mln. A w 2009 r. będzie jeszcze gorzej. Na razie przejadamy pieniądze zaoszczędzone w poprzednich latach z przeznaczeniem na nowe technologie. Czy próba odwołania oznacza, że uformowała się w radzie nadzorczej PR nowa koalicja? Myślę, że po prostu jest bardzo potężny nacisk zewnętrzny na niektórych członków rady nadzorczej. Zewnętrzny, czyli skąd? Ministerialno-rządowy. Podejrzewam, że minister skarbu Aleksander Grad jest naciskany przez kolegów z PO i sam może naciskać na niektórych członków rady. Drugim rodzajem nacisków mogą być te czysto biznesowe. Sądzimy się teraz z Telekomunikacją Polską SA o nienależne opłaty za emisję programów radiowych przez należącą do niej spółkę TP EmiTel. Również jako członek rady nadzorczej TVP staram się, by telewizja zrobiła to samo. Chodzi o 600 – 700 milionów zł. Dlaczego ktoś mógłby nie chcieć, żeby radio wygrało taki proces? To przecież duży zysk. Politycy rządzący w tej chwili Polską nie ukrywają, że chcą z mediami publicznymi zrobić, jak to nazywają, porządek. Albo je zlikwidować, albo zmarginalizować przez działania ekonomiczne. Mówią o tym założenia do nowej ustawy medialnej: wziąć media publiczne na bardzo krótki postronek zależności politycznej, finansowej i sterowania ręcznego. Platforma chce zlikwidować obecne spółki i powołać nowe. Mówi, że tańsze i apolityczne. Czyli we wtorek wszyscy zatrudnieni w telewizji i radiu przestają być tymi pracownikami. W środę powstają nowe spółki i nowe władze przyjmują nowych pracowników – kogo chcą. To jest całkowita czystka w TVP i Polskim Radiu. Dobór tylko takich ludzi, których chcemy dobrać. Projekt firmują eksperci ministra kultury. Przypomina mi się stare powiedzenie bolszewików o "pożytecznych idiotach". Eksperci na zamówienie władzy politycznej robią projekt, który jeszcze wyprzedza marzenia tej władzy. I daje jej sprytny argument, bo rząd może potem powiedzieć: to nie my, to eksperci tak wymyślili. Więc właśnie mamy takie komisje pożytecznych idiotów, którzy przedstawiają to, co przedstawiają. W mediach komercyjnych pracują fachowcy. I te media poparły pomysły PO. Niektóre media komercyjne od wielu miesięcy uprawiają czarny PR wobec mediów publicznych. A teraz z radością poparły projekt naszego osłabienia, bo im się to opłaci. Myślę, że są tu motywy i polityczne, i biznesowe. Na przykład zakładana w tezach PO likwidacja Programu 4 PR oznacza, że na rynku pojawi się ileś wolnych częstotliwości. Praktycznie we wszystkich większych miastach, ok. 30 proc. powierzchni kraju. Teraz będzie można je przejąć. Dla wielu stacji komercyjnych i wielu koncernów, jak np. Agora, która ma własną sieć radiową, to jest bardzo łakomy kąsek. Komercyjne telewizje i radia niecierpliwie czekają, by w wyniku likwidacji publicznych mediów przejąć nasz udział w rynku, zyski z reklamy itd. Ale rzecz jasna głównie chodzi o cyfryzację i osłabienie naszej pozycji w tym procesie. Kto jest szykowany na prezesa Polskiego Radia, jeśli rada nadzorcza pana odwoła? Nie wiem, czy i kto jest szykowany, ale domyślam się, kto chciałby rządzić w radiu. To wspomniany Adam Hromiak, czyli ten członek rady nadzorczej, który wykonuje wszystkie ruchy mające doprowadzić do mojego odwołania. Łącznie z nierzetelnym informowaniem mediów. Proszę sięgnąć do ostatniego wydania "Newsweeka" czy "Gazety Wyborczej". To niebywałe, że członek rady nadzorczej rozpowszechnia nieprawdziwe, dwuznaczne, a niekorzystne dla radia czy dla zarządu informacje. Wygląda na to, że miałby tu ochotę bezpośrednio zarządzać. Może tego od niego ktoś oczekuje.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL