Piłka nożna

Nie odbiorą nam Euro 2012

Michał Listkiewicz podobno podjął już decyzję, że nie będzie kandydował w najbliższych wyborach prezesa PZPN. Ale chce o tym oficjalnie powiedzieć dopiero 30 września
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Michał Listkiewicz, prezes PZPN dla „Rz” o tym, dlaczego organizatorzy polsko-ukraińskich mistrzostw mogą spać spokojnie
Rz: W czwartek i piątek w Bordeaux Komitet Wykonawczy UEFA ma dyskutować na temat Euro w Polsce i na Ukrainie. Powinniśmy się bać?
Michał Listkiewicz: Nie widzę powodów. Słyszę coraz częściej alarmistyczne opinie, że komitet zbiera się wyłącznie w sprawie Euro, z podtekstem, że może nam odebrać turniej. To nie tak. Komitet Wykonawczy jest czymś w rodzaju rządu UEFA. Składa się z kilkunastu osób i zbiera raz na kwartał. Spotkanie w Bordeaux było zaplanowane od dawna, a sprawa mistrzostw jest tylko jednym z punktów obrad. Czy to są ci sami ludzie, którzy przyznali nam prawo organizacji?
Nie ma tylko zmarłego w kwietniu Holendra Mathieu Sprengersa. Członkiem tego organu jest prezes ukraińskiego związku piłkarskiego Hryhoryj Surkis. Ja nie, więc zwykle nie biorę udziału w posiedzeniach komitetu. Tym razem otrzymałem zaproszenie od Michela Platiniego. Może Platini chce osobiście i oficjalnie poinformować prezesa polskiego związku o odebraniu mistrzostw. UEFA nie zamierza odbierać mistrzostw ani nam, ani Ukrainie. To będzie rutynowe spotkanie, na które wspólnie z Surkisem opracowaliśmy polsko-ukraińską prezentację stanu przygotowań. Może się okazać, że w ogóle nie będziemy musieli jej przedstawiać. Co kwartał otrzymujemy z UEFA raporty sporządzane na podstawie naszych danych. To są te słynne już kolorowe flamastry, z czerwonym, symbolizującym najwyższe zagrożenie? Tak. Czerwony to bardzo duże ryzyko, pomarańczowy – duże ryzyko, zielony – wszystko w porządku. Mówię o tym tak lekko, ponieważ ostatni raport jest lepszy od poprzedniego, co świadczy o postępie prac. Czerwonym kolorem oznaczone są lotniska poza Warszawą i Krakowem oraz bazy pobytowe dla drużyn. Brakuje też hoteli w niektórych miastach. Chodzi głównie o hotele pięciogwiazdkowe, mające dla UEFA szczególne znaczenie, bo są przeznaczone dla oficjeli. Poza tym kolor czerwony nie powinien być powodem do popłochu. On nie dyskwalifikuje przygotowań, mówi jedynie o stanie na dziś, a nie za cztery lata. Czy pod tym względem sytuacja na Ukrainie jest podobna? Tam w kolorze czerwonym są lotniska i hotele. Akurat o tym przekonaliśmy się ostatnio przy okazji meczu we Lwowie. Ukraina wyprzedza nas, jeśli chodzi o stadiony i jakość baz pobytowych. Stadion można zbudować w rok – dwa. Przykład modernizacji lotniska na Okęciu nie daje powodów do optymizmu. UEFA wydała zgodę na tak zwane terminale tymczasowe. Wystarczy, żeby lotnisko miało odpowiednio długi i dobry pas startowy, a takich w Polsce nie brakuje. Odprawy mogą się odbywać w prowizorycznych hangarach. I to wcale nie jest decyzja podjęta w związku z mniejszymi możliwościami Polski i Ukrainy. Takie samo lotnisko było choćby w Wiedniu. Przyjmowano na nim samoloty czarterowe, a jest to na mistrzostwach Europy około 90 procent całego lotniczego ruchu pasażerskiego. Polska jest też w dobrej sytuacji ze względu na dużą liczbę lotnisk zapasowych, na których samoloty mogą pozostawać na noc. Mamy takie w Modlinie, Dęblinie, Rzeszowie, Bydgoszczy, Łodzi i Zielonej Górze. To dotyczy czarterów z zagranicy. Polak nie lata z miasta do miasta samolotem. Z badań UEFA wynika, że podczas ME podstawowym środkiem transportu na Ukrainie będzie samolot, a w Polsce pociąg. Sprawdzono, jak można najszybciej się dostać z Berlina i Wiednia do Warszawy, Gdańska, Poznania i Wrocławia – samolotem, samochodem, autokarem czy koleją. Pociąg okazał się najszybszy. Otrzymaliśmy więc pytania w rodzaju: czy można przyspieszyć przejazd na trasie Poznań – Wrocław i czy pociągi mogą się składać z większej niż obecnie liczby wagonów. To da się zrobić. Na tydzień przed spotkaniem w Bordeaux Ukraińcy otworzyli nowy stadion w Dniepropietrowsku. My mieliśmy wtedy wkopać pierwszą łopatę na budowie Stadionu Narodowego, ale się nie udało. Czy takie gesty mogą wpłynąć na atmosferę rozmów? Stadion w Dniepropietrowsku jest rzeczywiście bardzo ładny, przewyższa obiekty w Klagenfurcie czy Zurychu. Co do stanu prac w Warszawie, na UEFA zrobiło wrażenie, że usunięto wreszcie wszelkie formalne przeszkody. Jest zgoda, procedury zakończone, ekolodzy nie protestują. Można robić, a jak można, to wiadomo, że się zrobi. Także Stadion Śląski i Wisły Kraków są wciąż brane pod uwagę jako ewentualne areny turnieju. Zmieniono nawet ich status z rezerwowych na alternatywne. Ale czy i na nich odbędą się mecze, w tym roku się nie dowiemy. Kiedy zobaczyłem, jak wygląda organizacja meczu Ukraina – Polska we Lwowie, i po spędzeniu pięciu godzin na granicy ukraińsko-polskiej zacząłem poważnie wątpić, czy Ukraina jest w stanie zorganizować mistrzostwa. Moglibyśmy zrobić to sami? Nawet tak nie myślę. To jest wspólny projekt, a nie mecz, jak we Lwowie. UEFA nie ma podstaw do odbierania organizacji. A na pańskie wątpliwości odpowiem tak. Meczów nie będą organizowali Ukraińcy i Polacy, tylko UEFA. Tak samo dzieje się w Lidze Mistrzów. Martin Kallen, szef komitetu organizacyjnego mistrzostw w Austrii i Szwajcarii, zabrał niedawno żonę, żeby wspólnie objechać Polskę i Ukrainę. Nie poinformował o tym nikogo z PZPN ani z federacji ukraińskiej. Jeździli tylko pociągami, sami kupowali bilety w kasach i rezerwowali hotele. Chcieli się czuć jak zwykli kibice, którzy przyjadą do nas na mistrzostwa. Powiedział później, że ujęła go gościnność Polaków, wszędzie mu się podobało, a zwątpił tylko raz. Kiedy wracając z Ukrainy pociągiem przekraczał granicę, kazano mu wyjść z przedziału, który sprawdzali celnicy. To jeszcze nie byłoby takie dziwne, gdyby nie to, że w korytarzu zobaczył innych celników, rozkręcających sufit wagonu. Poza tym wszystko było w porządku. W roku 2012 takich sytuacji już nie będzie. Rządy obydwu krajów już o to zadbają. O Moskwie też mówiono, że nie podoła organizacji finału Ligi Mistrzów, a wywiązała się z zadania bardzo dobrze. Czy Michał Listkiewicz będzie kandydował w najbliższych wyborach szefa PZPN? – Termin zgłaszania kandydatur upływa 30 września. Tego dnia lub dzień później poinformuję o swojej decyzji, chociaż ją już podjąłem. Do tej pory oficjalnie zgłosiło się dwóch kandydatów, Grzegorz Lato i Tomasz Jagodziński – mówi „Rz” Listkiewicz. Wśród kandydatów wymienia się także Zdzisława Kręcinę, Zbigniewa Bońka i Janusza Jesionka. Wybory odbędą się 30 października. Ryszard Czarnecki, deputowany do Parlamentu Europejskiego z listy Samoobrony, poinformował, że rezygnuje z kandydowania na funkcję prezesa PZPN, ponieważ kilka dni temu wstąpił do Prawa i Sprawiedliwości. Minister sportu Mirosław Drzewiecki powiedział wczoraj w Koluszkach, że wygra kilka atrakcyjnych zakładów, bo wie, że prezesem PZPN nie będzie już Michał Listkiewicz. sts
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL