Komentarze

Czy babcie z kołchozu potrzebują Andżeliki Borys

Prawdziwa burza oświadczeń i dementi rozpętała się po piątkowym artykule "Rzeczpospolitej" pt. "MSZ poświęca Borys?". Ale nasz tekst przyniósł bardzo ważny efekt. Premier Donald Tusk zapewnił, że prezes Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys "była, jest i będzie" pod jego "szczególnym patronatem". Czyli – nie zostanie poświęcona w imię jakiegoś rzekomo wyższego celu. To cieszy.
Niestety, wypowiedź szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego w tej samej sprawie świadczy o niezrozumieniu problemu. Minister broni swych urzędników i twierdzi, że nasze doniesienia są "wyssane z palca". To jeszcze można zrozumieć. Co jednak oznacza stwierdzenie: "my wypruwamy sobie żyły, żeby spowodować możliwość przywrócenia demokratycznych wyborów do władz Związku Polaków na Białorusi, a tutaj ktoś strzela artykułem, który to utrudnia"?
Przecież nie chodzi o to, by ZPB mógł przeprowadzić nowe wybory. Związek ma już swoje demokratycznie wybrane władze z Andżeliką Borys jako prezesem. Teraz powinniśmy zabiegać, aby te władze mogły normalnie funkcjonować. Takie było stanowisko Warszawy przez ostatnie trzy lata. Dziś się zmieniło. Radykalnie. Najlepiej widać to było podczas sobotnich obrad Rady Naczelnej ZPB. Pojawiła się – pierwotnie zgłoszona przez władze białoruskie, potem podjęta przez polski MSZ – propozycja powołania "grupy społecznej" z udziałem przedstawicieli ZPB (kierowanego przez panią Borys) oraz "konkurencyjnego", powołanego przez władze białoruskie, kierownictwa związku (z Józefem Łucznikiem na czele) – ale bez udziału obu prezesów. Grupa ta miałaby w listopadzie zwołać zjazd, który wybierze nowe, kompromisowe władze.
Polskie MSZ nie chce pamiętać, że – w świetle statutu ZPB – kadencja władz związku upływa dopiero w marcu 2009 r. Ale to w sumie drobiazg. Podstawowe pytanie jest inne: czy MSZ jest w stu procentach pewne, że taki zjazd odbyłby się na zasadach w pełni demokratycznych? I skąd wiadomo, że Mińsk przystałby z radością na ponowny wybór Andżeliki Borys na prezesa ZPB? Wacław Radziwinowicz napisał w poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej" o tajemniczym "szczurze", który rozsiewa wśród Polaków na Białorusi "podejrzenia o zdradę" polskiego premiera i szefa MSZ. Szczur "hula, wywołując zamęt", i uniemożliwia dogadanie się Warszawy z Mińskiem, które pozwoliłoby dać "ubogiej, zastraszonej i apolitycznej" Polonii to, czego ona chce naprawdę: "polską szkołę, domy Polonii, wycieczki i pielgrzymki do Polski, możliwość dorobienia u nas". Najwyraźniej według red. Radziwinowicza niezależna polska organizacja z demokratycznie wybranymi władzami "babciom z jakiegoś tam białoruskiego kołchozu" nie jest potrzebna w ogóle.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL