fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Mangamania made in Japan

?Ubrania zaczerpnięte ze współczesnych japońskich komiksów opanowały ulice miast Kraju Kwitnącej Wiśni
mari okazaki/shodensha publishing co./wydawnictwo hanami
Opanowała Japonię, potem podbiła USA. Następnie zrobiła furorę w Chinach, Korei Południowej, na Tajwanie i... we Francji. Kolejny etap ekspansji - Brazylia, Meksyk, Australia. Teraz rozprzestrzenia się w całej Europie. Dotarła nawet do Polski.
Manga to japońskie komiksy, karykatury i rysunki satyryczne. W wersji ruchomej – filmy anime. Kiedyś wykonywane ręcznie, teraz – komputerowo. Komiksy najczęściej drukowane są w tomach grubych jak książki telefoniczne (od 200 do ponad 800 stron). Składa się na nie kilka – kilkadziesiąt historii. Lekturze mangi można się poświęcić praktycznie wszędzie, lecz prawdziwi znawcy udają się do manga kissa, czyli kawiarnioczytelni. Niejeden czytelnik komiksów spędza tam całe dnie i noce.
W swej ojczyźnie manga przynosi wielkie zyski – w roku 2007 ok. 3,7 miliarda dolarów. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych, gdzie powstała komiksowa krzyżówka zwana amerimanga, zarobiła ok. 200 mln dolarów.
Manga ma fanów w każdym wieku i płci. Pojawia się w różnych wariantach i odmianach. Bywa szmirowata, głupia i jarmarczna, ale też wyrafinowana, wieloznaczna. Kiedyś rysowali ją wyłącznie artyści mężczyźni, od 1969 r. za mangę wzięły się też dziewczyny poruszające w komiksach bliskie im sprawy.
Japońskimi graficznymi opowieściami zaraziła się sztuka wysoka i moda. Dziś mangę rozpatruje się jako światowe zjawisko kulturowe; pisze się o niej naukowe dysertacje i dyskutuje w mediach.
Niespełna dwa lata temu w Kyoto otwarto pierwsze na świecie Międzynarodowe Manga Muzeum, gdzie od 6 do 8 września odbędzie się 9. międzynarodowa konferencja poświęcona twórcom komiksu. Jeden z dowodów, że tendencja przekroczyła japońskie granice.
A inne? Tylko w tym roku wystawy mangi i anime prezentowano w kilku europejskich muzeach. We francuskim Angouleme można oglądać komiksy w olimpijskim duchu "Sport i manga" (do 1 lutego); w Manchesterze – "Jak manga podbiła świat" (do 27 września).
Historię gatunku można było zgłębić we frankfurckim Muzeum Sztuki Stosowanej, gdzie zorganizowano ekspozycję "Manga Mania. ComicKultur in Japan 1800 – 2008". W uzupełnieniu – we frankfurckim Muzeum Filmu zaserwowano przegląd "Anime! High Art – Pop Culture". W sierpniu zaś wyłuskiwano nowe manga talenty w Londynie.
Wśród artystów najgłośniejszym reprezentantem plastycznych wariacji na motywach mangi jest Takashi Murakami (nie mylić z pisarzem Haruki Murakamim). Radzę zapamiętać nazwisko: w 2008 roku znalazł się na liście "Time Magazine" wśród 100 najbardziej wpływowych ludzi świata.
Takashi, rocznik 1963, wykazuje wiele podobieństw z guru popartu, Andym Warholem, rocznik 1928. 35 lat różnicy, a podejście do sztuki niemal identyczne. Obydwaj wyczuli amerykański rynek i potrzeby estetyczne przeciętnego odbiorcy. Obaj też potraktowali twórczość jak przedsięwzięcie komercyjne: ważna jest produkcja, a nie unikatowe kreacje.
12 lat temu Murakami założył "Hiropon factory", pięć lat później przekształcone w przedsiębiorstwo Kaikai Kiki Co. Ltd. z siedzibami w Nowym Jorku i Tokio. Kaikai Kiki to studio, w którym na dobre imię szefa i jeszcze lepsze zarobki pracuje setka "asystentów". Japończyk króluje również na targach sztuki, na aukcjach (w maju br. w Sotheby's rzeźba onanizującego się chłopca "Lonesome Cowboy" została sprzedana za 15,2 mln dolarów), w butikach z gadżetami (figurki, pokrowce na komórki, pluszaki, smycze na klucze).
Tej wiosny Murakami triumfował jako artysta i projektant. Miał retrospektywę w Brooklyn Museum (drugą w USA, po pokazie w Los Angeles). Obok 10-metrowych rzeźb i obrazów na motywach popjapońskiego kiczu ustawił… gabloty ze skórzaną galanterią Louis Vuitton. Do współpracy z francuską marką zaprosił japońskiego artystę designer Mark Jacobs, którego zaintrygowała zbieżność pomiędzy dekoracyjnymi kwietnymi kompozycjami Murakamiego a ornamentem z inicjałami LV. Japończyk nie zawiódł nadziei, stworzył nowy wariant nadruku. I w tym sezonie eleganckie snobki zaopatrują się w białe torby z deseniem LV projektu Murakamiego.
Od 2006 roku Oficyna Hanami wydaje japońskie komiksy przełożone na polski. Egzotyka: czyta się je w kierunku przeciwnym niż w Europie, od prawej strony do lewej, od góry do dołu. Czarno-białe realistyczne rysunki (tak nakazuje tradycja – o kolorowa manga jest ukłonem w stronę Zachodu), kronika współczesnej Japonii. Można się dowiedzieć, jak młody obywatel z większych aglomeracji tego kraju zachowuje się, je, czesze się, ubiera, mieszka; w co wierzy, o czym marzy, jakich obyczajów przestrzega.
Tematy – dozwolone od lat 18. Prostytucja, pracoholizm i erotyczne potrzeby, psychiczne dewiacje, zbrodnie i balsamowanie zwłok. To tylko przykłady problemów, po które sięgają autorzy mangi dla dorosłych.
W Japonii ten komiksowy gatunek narodził się po II wojnie, w czasie okupacji amerykańskiej (1945 – 1952). Jednak fascynacja amerykańskimi graficznymi opowieściami, a zwłaszcza Disneyem (na tym gruncie wzrosła manga) nie wzięła się tam z powietrza. Do tradycji Kraju Kwitnącej Wiśni należały drzeworyty ukiyoe przedstawiające zwyczajność – zwierzęta, pejzaż, aktorów, kurtyzany. Inspirujące okazały się również szkicowniki genialnego artysty Hokusai (1760 – 1849) wydane w 15 tomach pod zbiorczym tytułem "Manga" (rok 1814). W XX wieku potraktowano je jako zaczyny komiksowych scenariuszy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA