fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Stracili mieszkania, które zajmowali od lat bo budynek jest teraz w remoncie

Rzeczpospolita, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Właściciel prywatnej kamienicy w Zalesiu Dolnym pod pretekstem remontu budynku kazał wyprowadzić się lokatorom. Dwójka z nich opuściła dom dobrowolnie, trzeciego właściciel przeniósł do lokalu zastępczego. Wszystkich wymeldował
– Prawo zostało złamane – mówią lokatorzy. Właściciel się broni: – Wszystko robiłem legalnie.
Sporna kamienica stoi przy ul. 11 Listopada. Przez lata należała do PSS Społem w Piasecznie. Są w niej cztery mieszkania, które spółdzielnia przekazała kilkadziesiąt lat temu swoim pracownikom. Mieszkali tam z rodzinami. – Mój ojciec urządził tu ogród, zasadził drzewa, podłączył gaz, płacąc za to duże pieniądze. Nie robiłby tego, gdyby myślał, że to nie jest jego dom – opowiada córka jednego z lokatorów.
Na początku lat 90. PSS chciało nieruchomość sprzedać. Cenę ustalono na poziomie ówczesnych 247 mln zł, ale nikt nie odpowiedział na ogłoszenie. – Lokatorzy, owszem, chcieli mieszkania wykupić, ale nie było chętnego na całą nieruchomość. A my z kolei na pojedynczy wykup lokali nie chcieliśmy się zgodzić, bo wciąż byśmy byli właścicielem części nieruchomości – mówi Anna Płocica, prezes PSS, była radna Piaseczna.
W ub. roku spółdzielnia sprzedała budynek wraz z przyległym terenem o powierzchni 2209 mkw. Nabywcy: Krystyna O., i jej syn, były radny Piaseczna, zapłacili wspólnie za nieruchomość 590 tys. zł.
– Dlaczego spółdzielnia nie poinformowała nas o tym, że chce sprzedać nieruchomość? Powinniśmy mieć pierwszeństwo w jej zakupie – mówią lokatorzy.
Anna Płocica mówi, że w budynku mieszkały starsze osoby, których nie stać by było na zakup.
– Kilkanaście lat wcześniej dostali ofertę, ale nie byli w stanie zapłacić za cały budynek, a my chcieliśmy pozbyć się nieruchomości – tłumaczy.
Lokatorzy zarzucają władzom spółdzielni także to, że nieruchomość w Zalesiu sprzedały bardzo tanio. – Za podobne domy w tej okolicy rok temu żądano 2,5 mln złotych – mówią.
Prezes Płocica tłumaczy, że ma wycenę biegłych z rynku nieruchomości, a cena sprzedaży jest od niej o 20 tys. złotych wyższa. – Poza tym proszę pamiętać, że sprzedawaliśmy dom z lokatorami, a takie transakcje nie jest tak łatwo przeprowadzić – tłumaczy.
W momencie sprzedaży nieruchomości w budynku mieszkało troje starszych lokatorów. Za swoje lokale płacili niski czynsz. Za mieszkanie o powierzchni 60 mkw. było to 140 zł miesięcznie.
Problemy mieszkańców zaczęły się kilka tygodni po zmianie właściciela. – W sierpniu otrzymaliśmy propozycję, że w zamian za dobrowolne wyprowadzenie się z budynku otrzymamy dożywotnią rentę – opowiada jeden z lokatorów.
Mieszkańcy mieli opuścić lokale do końca września 2007 roku. Nie zrobili tego. Wtedy nowy właściciel podniósł im czynsz do 600 zł. – To jest jedna trzecia stawki za wynajem podobnych mieszkań na terenie Piaseczna – tłumaczy „Rz” Marcin Otręba, współwłaściciel kamienicy.
Lokatorzy nie chcieli płacić tak wysokich stawek, ale żaden z nich nie zaskarżył decyzji o podwyżce do sądu. – Zgodnie z przepisami, skoro nie zgodzili się na nową stawkę i nie zaskarżyli jej, to znaczy, że godzili się na rozwiązanie umowy najmu z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia – tłumaczy Marcin Otręba. Najbliżsi Jerzego G., jednego z lokatorów, mówią zaś, że krewny zgodził się na proponowaną podwyżkę. – Nie powinien więc stracić prawa do lokalu. Tymczasem został zmuszony do jego opuszczenia – twierdzą.
Właściciele nieruchomości jeszcze w ub. roku otrzymali od powiatowego inspektora nadzoru budowlanego ekspertyzę, z której wynika, że budynek nadaje się do generalnego remontu, a przebywanie w nim ludzi stwarza zagrożenie dla ich życia i zdrowia. W lutym inspektor zgodził się na remont. W tym czasie mieszkał tam już tylko jeden lokator Jarosław S.
W marcu został on przeniesiony do innego lokalu. Dwupokojowe mieszkanie w Zalesiu zamienił na 15-metrową klitkę. – To nie była eksmisja. Został przeniesiony do innego lokalu, za który ja co miesiąc płacę po 500 zł, a on mi zwraca jedynie 125 zł miesięcznie – mówi Marcin Otręba.
Dodaje, że nigdzie w Warszawie czy w Piasecznie nie da się wynająć mieszkania za tak symboliczną kwotę jak 125 zł. – Za same rachunki: za wywóz szamba czy dostarczenie wody płacę więcej – dodaje Otręba.
Dwójka pozostałych lokatorów wyprowadziła się wcześniej. – Właściciele zapowiedzieli pod koniec ub. roku że będą przeprowadzać remont, ściągną dach, i kazali się wyprowadzić – opowiada córka Jerzego G.
Od końca ub. roku mężczyzna mieszka u niej w Konstancinie-Jeziornie. Inna lokatorka też zamieszkała u swoich dzieci. – Kobieta wyprowadziła się dobrowolnie. Zawarłem z nią umowę, na mocy której się zobowiązałem, że nie będę żądał zapłaty zaległego czynszu ani opłat za zniszczenie lokalu w zamian za dobrowolne rozwiązanie umowy najmu – mówi Marcin Otręba.
W marcu burmistrz Piaseczna Józef Zalewski podjął decyzję administracyjną o wymeldowaniu Jerzego G. z kamienicy przy 11 Listopada. Zrobił to na wniosek właścicieli, którzy argumentowali, że lokator nie mieszka już w Zalesiu, a w styczniu br. jego córka zwróciła im klucze do lokalu.– Potwierdziły to kontrole policji i straży miejskiej, a zgodnie z ustawą o ewidencji ludności i dowodach osobistych osoba, która opuszcza miejsce pobytu stałego na pobyt trwający ponad trzy miesiące, jest zobowiązana wymeldować się we właściwym urzędzie – napisał burmistrz w uzasadnieniu. Lokator odwołał się od tej decyzji najpierw do wojewody, a gdy ten ją podtrzymał, złożył skargę do sądu administracyjnego. Ten nie zajął się jeszcze sprawą.
Pozostali lokatorzy również zostali wymeldowani z domu przy ul. 11 Listopada. – Przepisy są brutalne i teoretycznie właściciel nie może wymeldować lokatorów, ale obchodzi się to w ten sposób, że składa się taki wniosek, gdy lokator nie przebywa w mieszkaniu. To stary numer – mówi Mirosław Szypowski, prezydent polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości.
Jerzy G. i jego córka starają się walczyć o mieszkanie. Poza skargą w sądzie administracyjnym sprawę bada też prokuratura. Śledczy sprawdzali, czy nowi właściciele naruszyli prawo, każąc wyprowadzić się mężczyźnie z powodu remontu i nie zapewniając mu lokalu zastępczego.
W maju śledczy odmówili wszczęcia postępowania. – Nie stwierdziliśmy, by doszło do czynu zabronionego. Przy tej wyprowadzce nie było ani przemocy, ani gróźb – mówi Katarzyna Szeska, rzecznik prokuratury okręgowej. Lokator zaskarżył decyzję prokuratury i czeka na dalszy rozwój wypadków.Marcin Otręba: – Ja nie mam nic sobie do zarzucenia. Nikogo nie wyrzucałem. To rodzina pana G. żądała najpierw mieszkania zastępczego, potem 40 tys. zł. To, że kupiłem dom z lokatorami, nie oznacza, że muszę im teraz mieszkania kupować – mówi.
W spornej kamienicy trwa właśnie remont. Kiedy się zakończy, nie wiadomo. Wiadomo, że w odnowionym budynku nie będzie już mieszkań, tylko przedszkole dla dzieci.
– Właściciel wykorzystał możliwości, jakie daje mu znowelizowana ustawa o ochronie praw lokatorów. Najemcy mieli wcześniej pewne możliwości walczyć o swoje – mogli na przykład zaskarżyć podwyżkę czynszu do sądu, co przedłużałoby ich stosunek najmu. A dziś te szanse są znikome.
Najemca, którego przeniesiono do lokalu zastępczego, po 12 miesiącach ma prawo powrotu do wyremontowanego mieszkania. Nawet to, że jest wymeldowany, nie wygasza stosunku najmu. Właściciel powinien przyjąć go z powrotem.
Z kolei lokator, któremu wygasła umowa najmu z powodu nieprzyjęcia podwyżki, może próbować w sądzie walczyć o swoje prawa, bowiem nie był pouczony o możliwości wygaśnięcia tej umowy na wypadek nieprzyjęcia nowych warunków czynszu. A być może wtedy jego decyzja byłaby inna.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki j.blikowska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA