fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Dlaczego „Wyborcza” rozstała się z Maleszką

Kierownictwo redakcji niezwolnienie w 2001 roku Lesława Maleszki z pracy tłumaczyło względami humanitarnymi i socjalnymi. Dzisiaj nie wprost przyznaje, że był to błąd, bo Maleszka się nie zmienił
6 listopada 2001 roku „Rzeczpospolita” zamieściła list otwarty działaczy krakowskiego SKS oskarżający Lesława Maleszkę o współpracę z SB. „Gazeta Wyborcza” nie chciała go opublikować.
Decyzję w sprawie przyszłości swojego redaktora ogłosiła tydzień później, wydając specjalne oświadczenie. Zgodnie z nim Maleszka pozostawał pracownikiem „Gazety”, ale nie mógł publikować w niej tekstów i pracować w redakcji.
Swoją decyzję naczelni „GW” uzasadniali względami humanitarnymi i socjalnymi oraz tym, że każdy człowiek, nawet były agent, ma prawo do poprawy.
Nikt ze środowiska „Gazety” nie znał prawdziwej przeszłości Leszka Maleszki. Znaliśmy kogoś innego. Dzisiaj musimy się zmierzyć z faktem, że przez wiele lat cieszył się w zespole autorytetem znakomitego redaktora i autora, ogłaszał na naszych łamach teksty, do których publikowania – dzisiaj już to wiemy – nie miał tytułu moralnego. Leszek Maleszka stracił w naszych oczach wiarygodność i szacunek. Jego nazwisko musi na długie lata zniknąć z łamów „Gazety”, bo to nazwisko wprowadzało nas i czytelników w błąd. Czy można się podnieść z moralnego upadku? Czy człowiek może wrócić z tak dalekiej podróży? Czy możemy i powinniśmy mu w tym pomóc? Nie wiemy. Ale byłoby okrutną pychą z naszej strony wykluczyć pozytywne odpowiedzi.
Stanowisko redaktorów naczelnych „Gazety”, 13 listopada 2001 roku
Zgodziliśmy się natomiast, by mógł on wykonywać niektóre prace redakcyjne dla „Gazety” w ograniczonym zakresie i poza siedzibą redakcji. Decyzja ta była wtedy trudna do przyjęcia dla naszego zespołu, podjęliśmy ją wyłącznie ze względów humanitarnych i socjalnych. Z chwilą gdy Lesław Maleszka postanowił wystąpić o rozwiązanie stosunku pracy, zaakceptowaliśmy to.
Oświadczenie redaktorów naczelnych „Gazety”, 20 czerwca 2008 roku
Wygląda na to, że Maleszka czynną miał w mózgu tylko tę część, która odpowiada za wiedzę i sprawne posługiwanie się informacją. Natomiast coś, co człowiekowi dzwoni w głowie, kiedy robi świństwo albo nawet tylko może je zrobić, u Maleszki się nie uaktywniło. Przynajmniej sądząc po filmie i tekście „Byłem „Ketmanem”” opublikowanym przez Maleszkę w „Gazecie” z 13 listopada 2001 r.
Ewa Milewicz, 23 czerwca 2008 roku
P raca Maleszki miała polegać wyłącznie na redakcyjnym opracowywaniu nadesłanych mu e-mailem tekstów. Maleszka – ze zwykłej ludzkiej wielkoduszności – otrzymał szansę pracy w cieniu. Wysoka była cena tej wielkoduszności. (...) Była tym większa, że wystawiała „Gazetę” na tyleż łatwe, ile fałszywe i formułowane ze złą wolą ataki, że niewyrzucenie Maleszki z pracy jest jakoby wyrazem „chronienia agentów”. Wciąż odzywa się teza, że przypadek Maleszki to dowód, że Polska jest ubekistanem, a „Ketman” wyznacza linię najważniejszego polskiego dziennika. Ma o tym świadczyć scena rozmowy telefonicznej, w której Maleszka uzgadnia z redaktorem opinii lead jednego z tekstów. Powtórzmy więc: wielkoduszność wobec Maleszki nigdy i w żadnym stopniu nie była wyrazem akceptacji dla jego zdrady. Film „Trzech kumpli” skłonił kierownictwo redakcji do powtórnego przemyślenia ówczesnej decyzji. (...) I oto znów zobaczyliśmy człowieka, który nie potrafi wyjaśnić również sam sobie, dlaczego dopuścił się zdrady. (...) Zespół „Gazety” przez siedem lat okazał Maleszce dobrą wolę. Nie było to łatwe.
Jarosław Kurski, Piotr Pacewicz, Piotr Stasiński, Paweł Ławiński
26 czerwca 2008 roku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA