fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Czas rozbić męski monopol w polityce

Przez 50 lat na stanowisku przewodniczącego Komisji nigdy nie było kobiety. A i w polskim rządzie zasiada jedynie pięć kobiet – pisze wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej
Każdego, kto zobaczy „zdjęcia rodzinne” szefów państw i rządów UE, zgromadzonych z okazji ważnych spotkań, takich jak posiedzenie Rady Europejskiej, uderzy mała liczba kobiet na zdjęciu.Jak to możliwe, że kobiety, które stanowią połowę populacji, są tak mało obecne na szczytach polityki? Dlaczego Unia Europejska musi być reprezentowana przez mężczyzn?
W przyszłym roku zostaną wybrani: nowy przewodniczący Komisji Europejskiej, nowy przewodniczący Parlamentu Europejskiego, a jeśli traktat lizboński wejdzie w życie, także przewodniczący Rady Europejskiej oraz wysoki przedstawiciel ds. zagranicznych. Ile stanowisk zajmą kobiety?
Spekulacje w mediach, jak obsadzić najwyższe stanowiska w UE, koncentrują się na potrzebie uzyskania równowagi geograficznej, równowagi między starymi i nowymi państwami członkowskimi, jak również równowagi między partiami prawicowymi, lewicowymi i centrowymi. A co z równowagą płci? Przez 50 lat na stanowisku przewodniczącego Komisji nigdy nie było kobiety, a wśród 12 przewodniczących Parlamentu Europejskiego znalazły się tylko dwie panie. Mimo to w dyskusjach na temat najwyższych stanowisk kwestia równowagi płci do tej pory się nie pojawiła!
Jestem niezmiernie zdumiona, że nikt nie podjął tematu nieobecności kobiet wśród zgłaszanych kandydatów. Niedawno namawiałam głowy państw i rządów europejskich, partnerów społecznych oraz społeczeństwo obywatelskie do zaangażowania się w aktywną kampanię na rzecz zwiększenia obecności kobiet na najwyższych stanowiskach UE.
Moje wezwanie brzmiało tak:1. Zwiększmy frekwencję kobiet w wyborach do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009 r.
2. Zadbajmy o większą obecność kobiet na europejskich listach wyborczych.3. Zapewnijmy równą reprezentację kobiet na najwyższych stanowiskach, które mają być obsadzone w przyszłym roku.
Z przyjemnością zauważam, że Europa odpowiada teraz na to wezwanie. Europejskie Lobby Kobiet (EWL) – reprezentujące ponad 4 tys. organizacji kobiet – rozpocznie jesienią kampanię mającą na celu uzyskanie większej równowagi płci w procesie decyzyjnym UE.
W wielu krajach szereg kobiet odnosi sukcesy w biznesie. Jednak w przypadku polityki kobiety nadal są niedostatecznie reprezentowane. Niektóre kraje UE mają przepisy określające minimalną liczbę lub procent pań na krajowych listach wyborczych, jednak zbyt często kobiety znajdują się na najniższych pozycjach i nie mają szans na wybór. Nie jest to kwestia braku odpowiednich kandydatek, chodzi raczej o to, że mężczyźni wybierają mężczyzn.
Musimy skończyć z tym zwyczajem i pójść śladem np. Hiszpanii i Norwegii, gdzie prawnie wiążące kwoty dla kobiet zapewniają im przynajmniej 40 proc. miejsc na listach wyborczych partii. W Hiszpanii równowaga płci stała się po raz pierwszy głównym tematem dzięki rządowi premiera Zapatero, w którym większość ministrów to kobiety. Sytuację w Hiszpanii równoważą np. Włochy, gdzie w rządzie premiera Berlusconiego wśród 21 członków są tylko cztery kobiety.
Niestety, ten drugi przykład jest bardziej reprezentatywny dla ogólnej sytuacji w Europie. Podobnie w polskim rządzie zasiada jedynie pięć kobiet, a wśród 54 polskich posłów do Parlamentu Europejskiego jest tylko osiem Polek.
Mam nadzieję, że także inne państwa członkowskie podążą śladem Estonii, gdzie wiele czołowych kobiet polityków, np. Kristiina Ojuland, była minister spraw zagranicznych, a obecnie wiceprzewodnicząca estońskiego parlamentu, ogłosiło zamiar kandydowania w przyszłorocznych wyborach europejskich.
W Holandii trwa dyskusja, jak najlepiej połączyć karierę z posiadaniem rodziny. Zastanawiam się, czy kobiety muszą rezygnować z rodziny, aby zająć najważniejsze stanowiska w polityce. I czy zawsze będą musiały pracować ciężej niż mężczyźni?
Najwyższy czas rozbić ten „męski monopol” w polityce. Kobiety i mężczyźni z ich odmienną wiedzą i doświadczeniem uzupełniają się wzajemnie. Celem włączenia kobiet w proces decyzyjny jest, ni mniej, ni więcej, demokratyczna reprezentacja.
Autorka jest wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej, przewodniczącą inicjatywy ministerialnej Rady Światowych Przywódczyń
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA