fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pan „Nie” czyta traktat

AFP
Zwolennik UE przyprawiający eurokratów o mdłości. Przedsiębiorca szukający zysku w krajach najtrudniejszych do prowadzenia biznesu. Polityczny intrygant występujący przeciw własnej partii. Declan Ganley, który doprowadził do klęski traktatu lizbońskiego, to człowiek pełen sprzeczności
Kampania przed referendum w Irlandii wchodzi w decydującą fazę. Przez ulice Dublina mknie autobus Libertasu, antylizbońskiej organizacji biznesmena Declana Ganleya. Jej szef, wyluzowany i ironiczny, co chwilę rzuca dowcipem, działacze się śmieją. Choć jest gorąco, a Ganley od rana prowadził na ulicach kampanię, nie wygląda na zmęczonego. Siada wśród sterty ulotek, tłumacząc polskiemu dziennikarzowi, dlaczego agituje przeciw Lizbonie.– Europa powinna być rządzona demokratycznie, a nie przez brukselską elitę, której nikt nie wybiera. Nie chcę narzuconego z góry prezydenta i ministra spraw zagranicznych Europy, co przewiduje traktat z Lizbony.– A gdyby powstał traktat zakładający ich wybór w ogólnoeuropejskim głosowaniu powszechnym? – pada pytanie.– To by mi zaczęło przypominać demokrację! – w oku Ganleya pojawia się błysk. Człowiek, który stał się w wielu krajach ikoną eurosceptyków, na każdym kroku podkreśla swoje prounijne poglądy. – Ni...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA