fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Podróżne kolaże z notatek Stasysa

Rzeczpospolita
Szkicownik Stasysa Eidrigevičiusa to nie tylko imponujący album z 400 zdjęciami, ale też dziennik
To duże zaskoczenie nawet dla tych, których Stasys wprowadza w tajemnice swego warsztatu.
O tym, że zapełnia ilustracjami dziesiątki szkicowników, gdy pracuje nad nowym tematem czy jeździ po świecie, wiadomo. Ale że nie wystarcza mu obraz i zapisał już kilkaset stron obserwacji, to nowość, którą nieoczekiwanie się dzieli. Uchyla maski, za którą zwykł się chronić jak kreowane przez niego postacie. Mimo że chwilami wątpi, czy sztuce potrzebna jest opowieść. Czy nie wystarczy zmienność linii, kształtów, kolorów. Dziennik zaczął prowadzić w 1997 roku w dużej białej księdze, którą przywiózł z wystawy na Litwie. Publikację prowadzi aż do lat 2006 – 2008. W retrospekcjach związanych z inscenizacją „Białego Jelenia” są też czasy młodości. Na okładce albumu człowiek z walizką – alter ego artysty – rusza w świat, przypominając, że Eidrigevičius w 1980 opuścił rodzinną Litwę i przyjechał do Warszawy. Od tamtej pory jego życie jest wielką wędrówką, wypełnioną pracą, wernisażami, spotkaniami ze znanymi ludźmi. Świat przed nim i jego sztuką się otworzył, a on zdaje się nie tracić ciekawości ani świeżości przeżyć. Paryż, Rzym, Ateny, Berlin, Nowy Jork, Jerozolima, Tokio, Seul, przeróżne miasta Polski zmieniają się w opisach jak w kalejdoskopie. Artystyczne olśnienia: van Gogh, Caravaggio, Lucian Freud. I rozczarowania, np. malarstwem Davida Hockneya. Spotkania ważne – z Tomasem Venclovą, Tadeuszem Różewiczem, i groteskowe, jak z Orlan, słynącą z „artystycznych” operacji twarzy.
Zacząłem pisać, bo zauważyłem, że wszystko ucieka, gdy tak ciągle biegam jak wiatr
Chwilami zdumiewa, że Stasys, chłonąc tak wiele twórczych impulsów, nadal kreuje całkowicie odrębny świat. I zastanawia, co go tak nieustannie gna. Chęć konfrontacji ze sławnymi tego świata? Poczucie, że życie trwa, dopóki strumień zdarzeń intensywnie płynie przez nas? Konieczność niwelowania samotności towarzyszącej nam jak cień? Może wszystko po trochu. Ale najważniejszy powód to, jak się wydaje, nienasycona potrzeba przestrzeni i wolności. Piętno tego systemu, w którym dorastał, „(...) socjalizmu, który odebrał mi dzieciństwo, pozostawił wszczepione cierpienie – jak pisze. – Cierpieć można z różnych powodów. Cierpię, bo mam energię i pomysły, a brak przestrzeni, żeby je realizować. Brak. Całe życie czegoś brak […] brak niezależności oraz możliwości bycia sobą. Być sobą – to uczucie, o którym marzę. Żeby nie grać, nie udawać; jak kogoś lubię – podejść i powiedzieć; kogoś nie lubię – podejść i powiedzieć”.Stasys swoje dzienniki pisze nadal. Teraz w księdze paryskiej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA