fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Kosztowny błąd Petra Cecha

Reuters
Stefan Szczepłek
Turcja - Czechy 3:2. Czesi prowadzili już 2:0, ale pech ich bramkarza i ambicja Turków sprawiły, że przegrali i odpadli
To największa do tej pory sensacja Euro. Czesi uważani byli za jednego z faworytów, na Turków mało kto stawiał. Po pierwszym, przegranym spotkaniu z Portugalią można było nawet zaryzykować twierdzenie, że będzie to jeden z najsłabszych uczestników Euro. Po zwycięstwie nad Szwajcarią więcej użalano się nad gospodarzami, niż chwalono zwycięzców.
Turcja zaczęła mecz jak zwykle słabo. Obrońcy koncentrowali się na obrzydzeniu gry Janowi Kollerowi. Popychali go, uderzali i kopali na zmianę Servet Cetin i Emre Gungor. Pozostali Czesi też nie mieli lekko, nic więc dziwnego, że w pierwszych dziesięciu minutach arbiter ze Szwecji Peter Frojdfeldt (Grzegorz Gilewski był sędzią technicznym) ukarał dwóch Turków żółtymi kartkami.
Marek Matejovsky trzy razy strzelał obok bramki, Turcy się bronili. Kiedy w 34. minucie po dośrodkowaniu Zdenka Grygery z prawej strony Jan Koller strzelił głową na 1:0 (do górnej piłki wyskoczyło dwóch Czechów i Turcy nie wiedzieli, któremu przeszkodzić), wydawało się, że wreszcie zaczęto realizować początek dawno napisanego scenariusza.
Tym bardziej że bilans meczów Turcji z Czechami był do wczoraj mniej więcej taki jak nasz z Niemcami - jedno zwycięstwo i dziesięć porażek. Po godzinie gry Jaroslav Plasil wykorzystał dośrodkowanie Libora Sionki i strzelił z trudnej pozycji drugiego gola. Można było zrobić sobie w kuchni herbatę, mając pewność, że nic się w tym czasie nie stanie.
Nic bardziej błędnego. Ostatnie pół godziny to seria wydarzeń, które będą latami wspominane w obydwu krajach. Najpierw w roli głównej wystąpił sędzia. Po strzale Jana Polaka piłka odbiła się od słupka, a kiedy Polak chciał ją dobić, został kopnięty w głowę przez Emre Gungora. Arbiter stał kilka metrów od tej sytuacji, a mimo to nie podyktował rzutu karnego. Pozbawienie szansy na prowadzenie 3:0 może przeszłoby bez echa, jak wiele innych sędziowskich błędów, gdyby nie to, że trzy minuty później Turcy zdobyli kontaktową bramkę. Poprzedziła ją bardzo ładna akcja kilku zawodników. Arda Turan miał szczęście, bo piłka po jego strzale odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Szczęście polegało też na tym, że Libor Sionko został na połowie przeciwników i Ardy nikt nie pilnował.
Ku zaskoczeniu Czechów, którzy od pewnego czasu myśleli tylko o utrzymaniu wyniku, sprawy zaczęły się wymykać z ich rąk. Nie dać im wyjść ze swojej połowy nie jest łatwo, ale Turkom się to udało. Obrońcy zaczęli się gubić, nie wiedzieli, gdzie są przeciwnicy, i niewiele brakowało, żeby Sanli Tuncay i Servet Cetin doprowadzili do wyrównania. Trener Karel Bruckner dobrze wiedział, że to się może źle skończyć, wprowadził więc na boisko dwóch nowych zawodników - Michala Kadleca i Stanislava Vlcka. Może by ich wejście poprawiło sytuację, gdyby nie to, co stało się dwie minuty przed końcem.
Czesi ani kibice Chelsea nie pamiętają takiej pomyłki Petra Cecha. Błąd, jaki jeden z najlepszych bramkarzy świata popełnił wczoraj, nie zdarzył mu się chyba nigdy, a na pewno żaden nie miał tak poważnych konsekwencji. Po prostym dośrodkowaniu Hamita Altintopa Cech wypuścił piłkę, którą miał już w rękach. Nikt bramkarza nie asekurował, bo w tak prostych sytuacjach nigdy dotychczas nie było takiej potrzeby. Ledwo piłka spadła na trawę, Nihat Kahveci kopnął ją do pustej bramki. Zegar pokazywał 88. minutę gry.Po chwili głowy spuścili już wszyscy Czesi. Najpierw fatalnie zaczęli grę na swojej połowie, stracili piłkę, a źle ustawieni obrońcy (wszyscy z Serie A!) nie upilnowali wychodzącego do prostopadłego podania Nihata Kahveciego.
Turecki bohater to Nihat Kahveci – strzelec dwóch decydujących goli w 87. i 89. minucie
Grający w Villarreal napastnik biegł przez kilkanaście metrów sam z piłką, a następnie przymierzył z linii pola karnego tak dokładnie, że piłka, ocierając się o poprzeczkę, wpadła do bramki.
Czerwona kartka za faul dla Volkana Demirela, pomocnik Tuncay Sanli przez kilkadziesiąt sekund w roli bramkarza - to już niczego nie zmieniło. Turcja pierwszy raz awansowała do ćwierćfinału Euro. Czechy przegrały kolejny turniej. Trener Bruckner odchodzi.
W październiku Polska gra z Czechami w eliminacjach mistrzostw świata 2010.
Fatih Terim | trener Turcji
Po meczu zwróciłem się do narodu tureckiego: „Wyjdźcie na ulice, świętujcie to zwycięstwo, korzystajcie z chwili”. Mówiłem już po wygranej ze Szwajcarią, że jeszcze nas zapamiętają. Powtarzam to i teraz. Piłkarska Europa będzie o nas pamiętać. Co do meczu - źle go zaczęliśmy. W pierwszej połowie nie graliśmy swojego futbolu. W drugiej było dużo lepiej. Nawet gdy przegrywaliśmy 0:2. Jestem dumny, że prowadzę drużynę, która nigdy się nie poddaje. Pokazaliśmy, na co nas stać.
Karel Brűckner | trener Czech Gdybyśmy przy prowadzeniu 2:0 wykorzystali chociaż jedną z okazji na podwyższenie wyniku, byłoby po meczu. Moi gracze nie wytrzymali presji w końcówce. Problem polegał na tym, że nie potrafiliśmy przejąć inicjatywy i niepotrzebnie cofnęliśmy się do obrony. Druga bramka dla Turcji padła po indywidualnym błędzie Cecha. Trzecia – to już była katastrofa, nie potrafię tego wyjaśnić. To niesamowite, przegrać w ten sposób.
Nihat Kahveci | kapitan Turcji
Zapisaliśmy się w historii i na tym nie poprzestaniemy. Gramy słabo i wygrywamy, jak dzisiaj, więc co będzie, gdy zagramy dobrze. Wierzę, że przeciwko Chorwacji stać nas na podobny wyczyn i awans do półfinału.
m.c.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA