fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Od aborcji lepsza jest adopcja

Wojciech Pytel, prezes Fundacji Rodzin Adopcyjnych w Warszawie
Rz: Głośna stała się sprawa 14-letniej dziewczyny z Lublina, która będąc w ciąży, nie może się zdecydować, czy chce urodzić dziecko, czy nie. Czy nie należałoby jej zaproponować oddania dziecka do adopcji tuż po jego narodzinach?
Wojciech Pytel: W tym wypadku to wybór najlepszy z możliwych, jeśli dziewczyna rzeczywiście nie chce tego dziecka. Znane są mi przypadki dziewczyn zwykle nieco starszych – 15-, 16-letnich – które zgłaszają się same do ośrodków adopcyjnych, bo są zbyt młode, by samodzielnie wychować dziecko, a nie chcą dokonywać aborcji.
Adopcja kojarzy się ze skomplikowanymi procedurami, masą dokumentów. To pewnie odstrasza.
Wystarczy zgłosić się do ośrodka adopcyjnego. To wszystko. Resztą zajmuje się ośrodek. Potem przez cały okres ciąży dziewczynie towarzyszy psycholog, który pomaga jej przetrwać okres przyspieszonego dojrzewania. Po urodzeniu dziecko na sześć tygodni zostaje umieszczone w placówce opiekuńczej. I chociaż matka zrzeka się praw rodzicielskich (jeśli jest nieletnia, jej decyzję muszą potwierdzić rodzice lub opiekunowie) od razu po urodzeniu dziecka, przez tych sześć tygodni ma jeszcze czas na zmianę decyzji. Może się rozmyślić i zabrać dziecko do domu. Jeśli się nie rozmyśli, to po upływie tego czasu sąd rodzinny może podjąć decyzję o powierzeniu dziecka nowej rodzinie.
Pewnie zdarzają się sytuacje, że dziewczyna, która mając kilkanaście lat, oddała dziecko do adopcji, w wieku, powiedzmy, 25 lat, powodowana wyrzutami sumienia, chce odnaleźć i odebrać swoje dziecko.
Nie znam takiego przypadku. Chociaż chyba każda kobieta, która kiedyś oddała dziecko, miewa takie myśli. Mimo wszystko mniejszym bólem jest chyba wspomnienie, że powierzyło się komuś dziecko, niż świadomość, że dokonało się aborcji. Poza tym odebranie dziecka adopcyjnej rodzinie po kilku czy kilkunastu latach jest po prostu prawnie niemożliwe. Dopiero samo dziecko, kiedy dorośnie, będzie miało prawo poprosić o swoje dokumenty i nawiązać kontakt – jeżeli będzie chciało – z naturalnymi rodzicami.
Dla nastolatki, która jest w ciąży, aborcja pewnie wydaje się łatwiejszym rozwiązaniem. Wszystko dzieje się anonimowo, mała jest szansa, że w ogóle ktoś się o ciąży dowie. A przed adopcją musiałaby ciążę donosić i podpisać wszystko własnym nazwiskiem i potem wysłuchiwać komentarzy, że jest wyrodną matką.
Możliwe jest oddanie dziecka w sposób anonimowy, czyli bez ujawniania danych. Wtedy nastolatka może zostawić noworodka w szpitalu, a także podpisać dokument, że nie życzy sobie powiadamiania rodziców czy kogokolwiek o tym, że właśnie urodziła dziecko. Oczywiście pozostaje wysiłek dziewięciu miesięcy donoszenia ciąży.
Ale czy można nazwać wyrodną matką dziewczynę, która zamiast dokonać aborcji na swoim dziecku, postanawia oddać je pod opiekę komuś, kto zapewni mu lepszy byt?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA