fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Czescy bohaterowie czy zwykli bandyci?

Senat chce odznaczyć trzech Czechów, którzy, uciekając w 1953 roku do Berlina Zachodniego, zamordowali sześć osób
– Morderca ma być osądzony; morderca jest mordercą i mordercą pozostanie. Nie zgadzam się, by byli odznaczani ludzie, którzy nie mogą się pojawić w Niemczech, bo zostaną tam natychmiast aresztowani i postawieni przed sądem – mówi „Rzeczpospolitej” przewodniczący Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSCM) Vojtech Filip.
To jeden z najostrzejszych krytyków decyzji premiera Mirka Topolanka, który podczas wizyty w USA w lutym tego roku odznaczył braci Citrada i Josefa Maszinów za walkę z komunizmem. Medal otrzymał także ich kolega Milan Paumer, który mieszka w Czechach.
Z badań opinii publicznej wynika, że ponad połowa obywateli uważa ich za przestępców. Teraz debata na temat stosunku do historii odżyła ze zdwojoną siłą, bo czeski Senat kilka dni temu zgłosił trzech mężczyzn do odznaczeń państwowych przyznawanych przez prezydenta Czech.
Do grupy, która planowała ucieczkę, należeli bracia Maszinowie oraz ich szkolni koledzy: Paumer, Vaclav Szveda i Zbynek Janota. Wszyscy chcieli z bronią w ręku walczyć z komunizmem. Uznali, że nie pozostaje im nic innego, jak wstąpić do amerykańskiej armii.
Aby zdobyć uzbrojenie, pięcioosobowa grupa dokonała w 1951 roku napadu na posterunek milicji. Dyżurnego funkcjonariusza odurzyli chloroformem i poderżnęli mu gardło. Udało im się zdobyć osiem pistoletów i sześć karabinów maszynowych.
– Oni nie szli, by zabijać. Funkcjonariusza milicji zlikwidowali, bo się bali, że ich zdekonspiruje – tłumaczy „Rz” Petr Koura z Instytutu Badań nad Totalitaryzmem.
Bracia Maszinowie twierdzą, że są krytykowani, bo wywołują wyrzuty sumienia u Czechów
Dwa lata później użyli broni podczas napadu na konwój wiozący wypłatę dla pracowników jednej z fabryk. Zrabowali milion koron. W październiku 1953 roku postanowili przedrzeć się przez terytorium NRD do amerykańskiego sektora w Berlinie Zachodnim. Ścigały ich tysiące czechosłowackich policjantów i 24 tysiące sowieckich żołnierzy. Szveda i Janota zostali schwytani i straceni.
Pozostała trójka z odmrożeniami i ranami postrzałowymi dotarła do celu. Pokonanie 320 kilometrów zajęło im nie, jak planowali, pięć dni, a cztery tygodnie. Podczas ucieczki zabili w sumie sześć osób.
– Oceniając braci Maszinów, trzeba wziąć pod uwagę, z jakiej rodziny pochodzą. Ich ojciec, zamordowany w 1942 przez Niemców, był patriotą i w takim duchu wychował synów. Uczył ich, że ze złem i z wrogiem trzeba walczyć. Kiedy w 1948 roku w Czechosłowacji nastał komunizm, bracia uważali, że sytuacja jest taka, jak w czasie wojny, i zaczęli walczyć – twierdzi historyk Eduard Stehlik.
Bracia Maszinowie, którzy na stałe osiedli w USA, twierdzą, że są krytykowani, bo wywołują wyrzuty sumienia u Czechów, którzy biernie patrzyli na komunistyczną okupację kraju. Josef Maszin zapowiada, że nie wróci do Czech, dopóki komunistyczna partia, z którą walczył, nie zostanie zdelegalizowana. – Ludzie, z którymi walczyliśmy, wciąż rządzą tym krajem. Czesi mnie zawiedli – mówi gazecie „International Herald Tribune”.
Do Czech wrócił tylko Milan Paumer. Przyznaje, że odkąd premier przyznał mu medal, ludzie krzyczą za nim na ulicy: Morderca!
– Walczyliśmy o wyzwolenie kraju spod komunizmu, a ludzie użalają się nad sześcioma zabitymi. To były ofiary wojenne i mnie ich nie szkoda. Szkoda mi tych, którzy przez 40 lat byli terroryzowani przez komunistów – mówi Paumer.
Wspomnienia Milana Paumera: www.radio.cz/en/article/52502/limit
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA