fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pedagog Aleksander Nalaskowski o słabościach współczesnej szkoły

By dobrze uczyć matematyki, trzeba znać Wańkowicza, przeczytać „Krzyżaków”, chodzić do teatru, mieć pojęcie o filmie... Trzeba parę rzeczy wiedzieć, nie wystarczy znajomość słupków i całek
Archiwum
Ta Anglia, która promuje każde wariactwo pedagogiczne, ma pięć czy sześć szkół, w których uczniowie noszą fraki, słomiane kapelusze, i nikomu nie daje ich ruszyć. Bo tyle szkół potrzeba, by kształtować prawdziwe elity. Tam, gdzie naprawdę chodzi o najlepszą edukację, przybiera ona model XIX-wieczny - mówi Aleksander Nalaskowski, pedagog.

Co najbardziej podoba się panu w polskiej szkole?

Trzydzieści procent nauczycieli. Mniej więcej tylu jest oddanych i dobrze przygotowanych do zawodu, nie traktuje swojej pracy w kategoriach typowo komercyjnych, nie patrzy na nią przez pryzmat stałej pensji, długich wakacji i w zasadzie braku rozliczenia z efektów pracy. Krótko mówiąc, to tacy nauczyciele, jakich ja miałem w dzieciństwie. Co ciekawe, wśród tych 30 procent przynajmniej połowa to ludzie młodzi, przed trzydziestką. Prawdziwy festiwal poświęcenia, pomysłowości, profesjonalizmu i miłości do dzieci widzimy w nauczaniu początkowym, czyli w klasach od pierwszej do trzeciej.

Trzydzieści procent dobrych nauczycieli to dużo czy mało?

Mało. Przed wojną podobno było zupełnie inaczej, ale i selekcja była dużo ostrzejsza. By zostać nauczycielem, trzeba było być najlepszym z najlepszych, a po wstępnej selekcji przez pierwsze trzy lata pracy było się na widelcu. U młodego nauczyciela wychodziły wtedy wszystkie...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA