Świat

Lekarze odmawiają dokonywania aborcji

70 procent włoskich ginekologów nie usuwa ciąży. Służba zdrowia ma problemy ze świadczeniem usługi, do której zobowiązuje ją prawo
Ogłoszone właśnie przez Ministerstwo Zdrowia dane wskazują, że odsetek ginekologów odmawiających dokonania aborcji z powodu przekonań wzrósł w ubiegłym roku o 10 punktów procentowych w porównaniu z rokiem 2003. Udziału w zabiegach usuwania ciąży odmawia też ponad połowa anestezjologów.
Tłumaczone jest to różnie, na przykład większą świadomością lekarzy i społeczeństwa albo naciskami i wpływami antyaborcyjnego lobby, które rzekomo wymusza takie postawy, strasząc lekarzy zaszkodzeniem ich karierze. Poza tym we Włoszech stale rośnie liczba klinik i przychodni związanych z Kościołem, w których zatrudnia się wyłącznie personel medyczny przeciwny aborcji. W rezultacie w niektórych miastach czy regionach kraju usunięcie ciąży stało się bardzo trudne, jeśli w ogóle możliwe. W Kampanii takich zabiegów nie przeprowadza 83 procent ginekologów, na Sycylii – 84 procent, w regionie Wenecji – 80 procent. Włoska służba zdrowia stanęła przed poważnym problemem, bo zgodnie z prawem jest zobowiązana świadczyć takie usługi bezpłatnie i na życzenie. Pojawiły się obawy, że Włoszki, aby przerwać ciążę, będą musiały wyjeżdżać za granicę albo korzystać z usług aborcyjnego podziemia, tak jak do 1978 roku. Wtedy została przyjęta legalizująca aborcję ustawa, która stanowi, że do 90. dnia ciąży aborcja przysługuje każdej kobiecie na życzenie. Legalizacja przerywania ciąży miała między innymi na celu likwidację aborcyjnego podziemia, które przed 1978 rokiem przeprowadzało pół miliona zabiegów rocznie. Od tego czasu aborcji było coraz mniej. W 1982 roku – 234 tysięcy, w 2006 – 131 tysięcy, a w roku ubiegłym o trzy punkty procentowe mniej. Spadek byłby większy, gdyby statystyka brała pod uwagę wyłącznie Włoszki. Ponad 30 procent kobiet, które zdecydowały się w ubiegłym roku we Włoszech na aborcję, stanowiły cudzoziemki.
Pracownik służby zdrowia może odmówić z powodu przekonań udziału w aborcji, jeśli ciąża nie zagraża życiu matki. Dotyczy to także aptekarzy. Dlatego w aptekach na dyżurze musi być zawsze ktoś, kto nie ma oporów moralnych przed sprzedaniem legalnej we Włoszech tabletki “dzień po”. Z tabletkami wiąże się jeszcze inny problem. We Włoszech sprzedawane są one wyłącznie na receptę, a nie zawsze można znaleźć na czas lekarza, który zechciałby ją przepisać. Ministerstwo Zdrowia zastanawia się, czy nie stworzyć osobnych placówek, w których pracowałyby wyłącznie osoby, którym aborcja nie nastręcza problemów etycznych, religijnych czy moralnych. Już pojawiają się sygnały o odradzaniu się podziemia aborcyjnego, szacowanego na 8 – 10 tysięcy zabiegów rocznie. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorap.kowalczuk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL