Prawo karne

Obrona własna bez sądu

Sala rozpraw
Fotorzepa, MW Michał Walczak
Ofiara napadu, która w obronie koniecznej zabiła lub zraniła napastnika, będzie mogła uniknąć procesu. Dziś nawet latami musi udowadniać swoją niewinność
Zmiany chroniące napadniętego chce do prawa karnego wprowadzić Ministerstwo Sprawiedliwości. Obecnie osoba, która – broniąc swojego życia lub mienia – zabiła napastnika, musi liczyć się z długim procesem przed sądem.
Aż trzy lata spędził na ławie oskarżonych Piotr J., który 2 września 2005 roku kilkakrotnie strzelił do mężczyzny próbującego wedrzeć się do jego domu. Wczoraj Sąd Najwyższy ostatecznie potwierdził jego niewinność, oddalając kasację od wyroku uniewinniającego. Wcześniej sądy niższych instancji zgodnie uznały, że zachowanie Piotra J. było obroną konieczną, a napastnik, wchodząc w nocy na teren jego posesji, naruszył mir domowy. Ministerstwo Sprawiedliwości chce, by to już prokurator na etapie śledztwa mógł umorzyć sprawę broniącej się wzburzonej czy wystraszonej ofiary. Dzięki temu jej udręka może potrwać kilka miesięcy, a nie kilka lat.
Poszerzenie granic obrony jest konieczne. Prawo nie może ustępować przed bezprawiem - Piotr Kruszyński karnista, adwokat – Jestem zwolennikiem rozszerzania granic obrony koniecznej – chwali poprawkę prof. Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje, że prawo nie może ustępować przed bezprawiem. A jeśli ktoś narusza spokój i własność innego człowieka, musi się liczyć z konsekwencjami. Zmianom jest przeciwny prof. Marian Filar. – Prokuratorzy nie będą chcieli podejmować decyzji w tak trudnych sprawach i prędzej napiszą akt oskarżenia, niż taką sprawę umorzą – twierdzi karnista. W efekcie sprawa i tak trafi do sądu. – To krzywdząca dla nas opinia – odpiera zarzut warszawska prokurator Ewa Piotrowska. Przyznaje jednak, że rzeczywiście bardzo trudno ocenić współmierność użytych środków do zagrożenia. Zwłaszcza że z ponad 100 spraw dotyczących obrony koniecznej, które co roku trafiają do prokuratur, większość nie dotyczy modelowego przykładu włamywacza, ale burd i kłótni domowych, gdy żona w obawie przed kolejnym ciosem zabija pijanego męża. – Wszystko to kwestia ocenna – mówi Piotrowska.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL