Publicystyka

Kto mieczem wojuje...

Grzegorz Schetyna
Rzeczpospolita, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Trudno już atakować PiS za śmierć Barbary Blidy, odkąd „reżim” PO ma swoją ofiarę – sędziego z Garwolina, który powiesił się po przeprowadzeniu u niego w biurze rewizji przez ABW – pisze publicystka „Rzeczpospolitej”
Od trzech tygodni kolejne pracownie badania opinii publicznej wskazują na spadek poparcia dla PO i liczby pozytywnych ocen rządu. Po raz pierwszy tę tendencję wychwyciło SMG/KRC w sondażach dla „Forum” TVP: w ostatnich dniach marca poparcie dla PO spadło o 8 procent. Inne ośrodki – jak kilka dni temu PBS, która przeprowadziła badania dla „Gazety Wyborczej” – wskazują nie tylko spadek PO, ale znaczny wzrost poparcia dla PiS. Tym samym dystans między obydwiema partiami, choć wciąż duży, znacznie się zmniejsza.
To z pewnością daje do myślenia specjalistom od propagandy Platformy Obywatelskiej. Spadek poparcia dla PO i rządu (o 17 proc. ocen pozytywnych mniej w sondażu SMG/KRC) i wzrost poparcia dla PiS, a zwłaszcza dla prezydenta (wzrost o 7 proc. w tym samym badaniu w ciągu trzech tygodni) są zapewne spowodowane przebiegiem dyskusji dotyczącej ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Wbrew tezom publicystów, nawykłych do potępiania i prezesa PiS, i prezydenta, wyraźne zaznaczenie wątpliwości wobec sposobu ratyfikacji i postulowanie mocnych zabezpieczeń dla uzgodnionych w Brukseli warunków traktatu okazało się opłacalne.Być może jednak ta zmiana w sondażach jest też elementem zniecierpliwienia i znużenia uprawianą przez polityków PO i jej specjalistów od marketingu, opisywaną już przeze mnie kilka razy grą w anty-PiS. Miotanie kolejnych oskarżeń o różne „zbrodnie” i „poważne naruszenia prawa”, z których potem niewiele się potwierdza w postępowaniu prokuratorskim, zaczyna wywoływać efekt przeciwny do zamierzonego. Gdy słychać oskarżenia rzucane przez Zbigniewa Chlebowskiego (teraz na przykład na zarząd TVP), to jeśli się wspomni ten sam ton, tembr głosu i oskarżycielskie sformułowania wobec CBA, które jak wiadomo okazały się humbugiem, wzruszenie ramionami może być coraz powszechniejszą reakcją.Zwłaszcza że szef Klubu PO nawet nie zna audytu, jaki został przeprowadzony w TVP, a który według niego wykazuje „ogromne nieprawidłowości”. Nie zna tego dokumentu, bo jest on utajniony, a jeśli jest utajniony, to – powtarzam wywód logiczny polityka PO – trzeba zawiadomić prokuraturę, bo wynika z tego, że audyt jest utajniony właśnie dlatego, że wykazał nieprawidłowości. Wprawdzie w ujawnionym przez ministra skarbu fragmencie raportu na temat działania TVP nie ma mowy o nadużyciach i przestępstwach, tylko takie np. sentencje: „w spółce brak jest sformalizowanej kompleksowej informacji zarządczej na temat realizacji projektów, co rodzi ryzyko dublowania projektów”, ale to nie zbija polityków PO z tropu. Powtórzę jednak: wydaje się, że po kampanii niepotwierdzonych oskarżeń różnego kalibru coraz trudniej opinii publicznej wierzyć politykom PO na słowo i dzielić z nimi oburzenie. Szczególnie że ich uwagę zajmuje kwestia tak trzeciorzędna z punktu widzenia interesów przeciętnego Polaka jak losy zarządu TVP lub rozważanie czy prezydent choruje na alzheimera. Ale nie tylko znużenie i zniecierpliwienie metodą może sprawić, że kontynuowanie strategii oskarżania rządów PiS o „poważne przestępstwa” może się okazać dla polityków PO niekorzystne, a przynajmniej niezręczne. Wydaje się, że wraz z upływem czasu pod rządami PO oskarżenia miotane na poprzednią ekipę mogą się zadziwiająco szybko obrócić przeciw politykom PO. Rozliczanie rządów PiS ma coraz krótsze nogi, bo im dłużej rządzi PO, tym więcej jest przykładów podobnych „zbrodni” nowej władzy. I nie chodzi tylko o „zawłaszczanie państwa”, jak chętnie opisywali to politycy PO, gdy byli w opozycji. Teraz równie chętnie (tylko znacznie ciszej) dzielą się z koalicjantem, według czysto partyjnego klucza, stanowiskami nie tylko w ministerstwach, agendach rządowych, województwach oraz służbach specjalnych, ale też – co niestety stało się normą w naszym systemie politycznym – stanowiskami w spółkach Skarbu Państwa. Na dodatek stanowiska te obejmują nie tylko „swoi” działacze partyjni, ale i, jak udowadnia to w zarządzie Ciechu Marcin Dobrzański, także ich rodziny. Chodzi również o stosowane mechanizmy władzy, które za rządów PiS miały wprowadzać „państwo policyjne”, a które teraz, tu i ówdzie pokazują się całkiem znajomo. Trudniej będzie stosować teraz tę samą poetykę oskarżeń o zbrodnie władzy w przypadku wyjaśniania śmierci Barbary Blidy, gdy „reżim” PO ma swoją ofiarę w osobie sędziego z Garwolina, który powiesił się po przeprowadzeniu w jego biurze rewizji przez ABW. Kłopotliwie jest mówić o bezwzględnym i niehumanitarnym w swej surowości systemie sprawiedliwości, jaki usiłowało wprowadzić PiS, gdy w krakowskim areszcie zagłodził się na śmierć obywatel Rumunii w proteście przeciw niesłusznemu jego zdaniem zatrzymaniu. Trudniej będzie powtarzać tezy o „areszcie wydobywczym”, gdy ktoś przyjrzy się sprawie zatrzymania Janusza Filipiaka, prezesa Cracovii. Zatrzymano go w sobotę o godzinie 13 na lotnisku, skuto kajdankami, zawieziono do aresztu, by… o 3 nad ranem przesłuchać. Dlaczego o 3 nad ranem? Czemu miałoby to właściwie służyć? Filipiak złożył zażalenie na sposób zatrzymania i przesłuchania, a ja z niecierpliwością czekam na tekst choćby Jacka Żakowskiego o aresztach wydobywczych ministra Ćwiąkalskiego i „zbrodniach” systemu. Oczywiście raczej się nie doczekam, bo to nie rządy PiS, tylko PO – PSL, a wobec nich taryfa jest zupełnie inna. Tyle że opinia publiczna zacznie te różnice w taryfie coraz wyraziściej dostrzegać. Wiarygodność oskarżeń wobec PiS będzie więc tym mniejsza, im więcej podobnych przypadków zdarzy się ekipie PO. A jak wiadomo, zdemaskowanie hipokryzji rządzących jest jednym z najskuteczniejszych sposobów na spadek poparcia. Pomyślałam też o hipokryzji, gdy widziałam w studiu TVN 24 Adama Szejnfelda z PO, który wraz z Januszem Zemkem z SLD oskarżał prezesa PiS o naruszenie prawa, gdyż otrzymał on od prokuratora dokumenty z przesłuchaniami świadków w sprawie mafii paliwowej. Jarosław Kaczyński, wówczas prezes rządzącej partii, zapewne żadnego formalnego prawa (prócz dopuszczenia do tajemnicy państwowej i zasiadania w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego) nie miał, ale z ostatnich tygodni mamy całkiem dobry przykład podobnej sytuacji. Rozliczanie „zbrodni” PiS ma coraz krótsze nogi, bo im dłużej rządzi PO, tym więcej jest przykładów podobnych „zbrodni” nowej władzy Grzegorz Schetyna, wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji, także najwyraźniej miał dostęp do informacji z przesłuchań świadków w postępowaniu prokuratorskim wobec prezydenta Olsztyna. Musiał znać szczegóły, skoro nie tylko komentował sprawę w mediach, ale też w TVN 24 poinformował opinię publiczną, która kobieta, a konkretnie żona którego radnego (z nazwiska!), była przez prezydenta molestowana i wniosła oskarżenie. Wówczas bardzo istotna była sprawa zachowania anonimowości świadczących przeciw prezydentowi kobiet i to, że po tej informacji podanej przez wicepremiera nie wybuchł medialny skandal z powodu ujawnienia szczegółów śledztwa przez członka rządu, a politycy opozycji od rana do wieczora nie mówili o poważnym uchybieniu ministra, można tłumaczyć słabością i mediów, i opozycji. No i osobistą sympatią, jaką niewątpliwie umie budzić Schetyna. Być może dlatego Janusz Palikot tak gorąco znów włączył się do gry, że ostatnie sposoby „trzymania PiS na smyczy”, jak ujął to ktoś w jednej z debat, nie bardzo się udają. Stąd grubiańskie pytania o schorzenia prezydenta i domaganie się oficjalnego podania do wiadomości informacji o jego stanie zdrowia. Palikot liczył zapewne, że wprawi Pałac Prezydencki w zakłopotanie, i zapewnił zarazem, że premier informacje o swoim stanie zdrowia poda, nie czyniąc z tego żadnego problemu. Polityk PO ciut się przeliczył. Prezydent bowiem stwierdził „czemu nie”. Skoro z pamięci wygłasza przemówienia, to raczej alzheimera nie ma. Powiedział także, co niechybnie stanie się z takimi informacjami – stan zdrowia polityka stanie się narzędziem walki politycznej. Bo zabieg Palikota może obrócić się też przeciw Platformie, choć do tego trzeba by równie grubiańskiego polityka opozycji. Otóż gdyby w PiS albo w SLD był odpowiednik Palikota, mógłby on rzec – w tym samym brutalnym stylu – że nie jest dla nikogo tajemnicą, iż Donald Tusk w przeszłości w znacznych ilościach używał alkoholu. Że do tego typu kłopotów przyznał się w jednym z wywiadów. A jego bliski kolega z czasów antykomunistycznej opozycji Mirosław Rybicki, członek Ruchu Młodej Polski, tak opisywał czas malowania kominów w Spółdzielni Pracy Robót: „Gdy pracowaliśmy w spółdzielni, piło się sporo. Donald też za kołnierz nie wylewał. Przeciwnie. Pamiętam, że kiedyś się razem zastanawialiśmy, czy przypadkiem nie przesadzamy. Myślę, że byliśmy gdzieś na granicy, od której zaczynają się problemy z alkoholem” („Newsweek” z 30 października 2005 r.). Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. To tylko kwestia czasu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL