Sport

Zawsze już będziemy pływać ze złotą gwiazdą

AP
Mateusz Kusznierewicz, mistrz świata w żeglarskiej klasie Star, wspólnie z Dominikiem Życkim zdobył ten tytuł w czwartek w Miami
Rz: To pierwszy złoty medal w klasie Star dla Polski. Dociera już to do panów?
Mateusz Kusznierewicz: Ledwo żyjemy. Ciężko mi było wstać i nie chodzi wcale o zmęczenie po fetowaniu zwycięstwa. Jestem wykończony. Kiedy odpłynęła adrenalina, nagle poczułem, jak bolą mnie wszystkie mięśnie, jak dużo zdrowia kosztowały mnie te mistrzostwa. Dominik z powodu emocji też miał problemy ze spaniem. W końcu udało się zasnąć, a jak się obudziłem, powiedziałem sobie: Niesamowite! Jesteśmy mistrzami świata. Powoli zaczyna do mnie to docierać. Co powiedzieliście sobie z Dominikiem zaraz po ostatnim wyścigu?
Spojrzałem na niego i krzyknąłem: Hej, mistrzu świata! Jak zareagował wasz trener Andrzej Zawieja? Popłakał się. To był niesamowity widok. Powiedział, że tak długo czekał na taki sukces i emocje wzięły górę. Jak świętowaliście mistrzostwo? Była radość, szampan, piękna ceremonia zakończenia regat. Później impreza przeniosła się do miasta w Miami. Niektórzy balowali nawet do rana. Tuż po zawodach usłyszeliśmy wiele ciepłych słów od naszych przeciwników, a kibice, wśród których byli również żeglarze, mówili, że miło im się oglądało, jak płynęliśmy. Który moment regat był najtrudniejszy, czy ten, jak wypadł pan z łódki? Upadek z łódki w czwartym wyścigu to techniczny błąd. Nigdy, nawet podczas bardzo szybkiego zwrotu, nie zdarzyło mi się nie trafić stopą pod pas balastowy. Tym razem nie trafiłem i głową do tyłu wpadłem do wody. Na szczęście nic się nie stało, złapałem się lin i wskoczyłem na burtę. Najtrudniejszy był ostatni wyścig. W tak dużej stawce zawodników łatwo o jakąś wpadkę, a nad drugą załogą, Włochami Diego Negrim i Luigim Viale, mieliśmy tylko osiem punktów przewagi. Musieliśmy bardzo uważać. Dwa pierwsze wyścigi wygraliście, a w trzecim... dopiero 44. miejsce. Co się stało? To był bardzo smutny moment w regatach. Nie chcieliśmy się z tym pogodzić. Ja popełniłem błąd na początku wyścigu. Nie zorientowałem się, w którą stronę wieje wiatr, i przez to dużo straciliśmy. Szybko jednak wyciągnąłem wnioski i w kolejnym dopłynęliśmy już na trzecim miejscu. Symbolem klasy Star jest czerwona pięcioramienna gwiazda, która znajduje się w górnej części żagla. Polakom źle się to kojarzy. Wy teraz nie będziecie już musieli pływać z tym znakiem... Jako mistrzowie świata już zawsze mamy prawo pływać ze złotą gwiazdą. Po ostatnim wyścigu Francuz Xavier Rohart, dwukrotny mistrz świata z 2003 i 2005 roku, wręczył nam złote gwiazdy do przyklejenia na żaglu. Razem z nim podeszli inni byli mistrzowie i powiedzieli: witajcie w rodzinie. Po poprzednich mistrzostwach świata triumfatorzy, Brazylijczycy Robert Scheidt i Bruno Prada, zaproponowali wam wspólne treningi. Czy skorzystacie z tej propozycji przed igrzyskami? To ciekawa sprawa, ale trzy miesiące temu wspólnie z Robertem i Włochem Diego Negrim ustaliliśmy, że na początku maja wspólnie potrenujemy we Włoszech. Tylko nasze trzy załogi. Wówczas nie wiedzieliśmy, jak zakończą się mistrzostwa. A tu proszę. My wygraliśmy, Włosi na drugim, a Brazylijczycy na trzecim miejscu. Przed igrzyskami trójka medalistów mistrzostw świata będzie razem trenować. Wspólne zgrupowanie mamy od 7 do 18 maja. Czy forma nie przyszła za wcześnie, najwyższa miała być dopiero na sierpniowe igrzyska? Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Mówiliśmy o pierwszej ósemce, miejsce w piątce byłoby super. A tu złoty medal. My po prostu dobrze żeglowaliśmy. Ale za trzy dni zapomnimy o tym i zabieramy się do ciężkiej pracy. Akwen olimpijski w Qingdao jest zupełnie inny. Teraz wszystko świetnie zagrało, ale my wciąż popełniamy błędy. Przed igrzyskami mamy jeszcze wiele elementów do przećwiczenia. Jest dobra forma, mamy ułożony plan przygotowań i będziemy się go trzymać. Jakie są najbliższe plany? Ja prosto z Miami lecę na Sardynię, gdzie mam regaty na dużej, ośmioosobowej łódce Organica klasy 44. Do Polski wrócę dopiero za tydzień. Dominik wraca już w niedzielę. Później mamy chwilę odpoczynku, a na początku maja odbieramy nową łódkę, którą będziemy testować we Włoszech. Pod koniec maja są zawody Pucharu Świata w Holandii, w czerwcu startujemy w Chorwacji i Niemczech, w lipcu lecimy na dwa tygodnie do Chin. A później już igrzyska. W programie igrzysk od 1932 roku. Jedynie w Montrealu (1976) zastąpił ją jacht Tornado. Pierwsze łódki zbudowano w roku 1911 w USA. O ile przez lata zmieniały się żagle, okucia, osprzęt, o tyle kształt łódki pozostał prawie niezmieniony. Klasa ta jest jedną z najtrudniejszych, głównie ze względu na wielkość łódki, której prowadzenie wymaga dużej sprawności fizycznej. Dotychczas zbudowano 8250 jachtów tej klasy. Załogę stanowią dwie osoby. Ze względów ekonomicznych po igrzyskach 1980 nasi żeglarze przestali pływać w tej klasie (dziś jacht bez osprzętu kosztuje ok. 400 tys. euro). Dopiero pod koniec 2005 r. Star odrodził się w Polsce. Znalazł się sponsor – sieć Era, a załogę utworzyli znakomici żeglarze, niegdyś rywalizujący ze sobą w jednoosobowej klasie Finn – Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki. Od razu wygrali regaty Kieler Woche. W mistrzostwach świata w 2006 r. byli na ósmym, a przed rokiem na szóstym miejscu. W czwartek zdobyli złoty medal. lechu
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL