Telewizja

Trudne rozliczenia z przeszłością

Filmcontract
„Rysa” Michała Rosy. Wiosna 2000 r. W krakowskim mieszkaniu Joanny Kocjan, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, trwa urodzinowe przyjęcie. Goście – w większości koledzy z pracy – czują się się doskonale. Jan, mąż Joanny, także pracownik naukowy uczelni, zabawia towarzystwo swobodną rozmową.
Nocą, w pustym już domu, Joanna przegląda prezenty. Między kolorowymi albumami i obrusami znajduje kasetę wideo. Zaintrygowana wsuwa ją do magnetowidu. Na taśmie zarejestrowano program jednej z polonijnych telewizji, dotyczący działań PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa. Historyk Mirski opowiada między innymi o inwigilacji znanego przedwojennego polityka Jerzego Kocjana — ojca Joanny. Według historyka Jan pracował przed laty w SB i związał się z panną Kocjan po to, by móc donosić na teścia. Tak zaczyna się nowy film Michała Rosy „Rysa”.
Ten reżyser opowiadał już o cieniach przeszłości, które mogą wpływać na nasze życie. W „Ciszy” pokazał historię kobiety i mężczyzny, których losy zapętliły się w dziwny sposób. Przed laty to on, w czasie nieodpowiedzialnej zabawy, spowodował wypadek, w którym zginęli jej rodzice. Jako dojrzały człowiek, ogarnięty obsesyjnymi wyrzutami sumienia, pomaga dziewczynie odkryć własną przeszłość. Teraz znów miniony czas puka do drzwi bohaterów „Rysy”. Reżyser porusza temat drażliwy i bolesny. Mówi o rozliczeniach lustracyjnych, ale w sposób nieszablonowy. Przypomina, że ujawnienie współpracy z SB dotyka rodziny donosicieli. Żony, mężowie, dzieci osób oskarżanych muszą zweryfikować swoje myślenie o najbliższym człowieku. Muszą w oskarżenia uwierzyć lub nie. Przebaczyć lub nie. — Opowiadam tę historię — twierdzi Michał Rosa — bo chcę zrozumieć Jana: dobrego ojca, wiernego męża, pełnego dystansu do świata moralistę, a być może, donosiciela i oportunistę. Joannę: damę i spełnionego naukowca, a przecież kobietę, która na podstawie poszlak i wątłych dowodów decyduje się na upokorzenie najbliższej sobie osoby. Chcę ich zrozumieć. Dlatego obserwuję ich zachowania, daję czas na wyjaśnienia i obronę dobrego imienia. Ale także prawo do niewybaczenia. Miłosierdzie wszak nie jest obowiązkowe.
Od czasu, gdy powstał scenariusz „Rysy”, minęło blisko dziesięć lat. Szkoda, że do jego realizacji nie doszło wcześniej, bo wówczas film mógłby spełnić rolę polskiego „Życia na podsłuchu”. Choć prawdą jest też, że z wraz z upływem czasu projekt Michała Rosy stawał się coraz bardziej aktualny. Trudno uwierzyć, że tak dokładnie autor przeczuł to, co przyniosły następne lata, zamieniając życie wielu ludzi w tragedię. — To, co działo się w Polsce wokół lustracji w ostatnim czasie, przydało filmowi nowych kontekstów — przyznaje reżyser. — Ale ja staram się od tego odejść. Nie opowiadam o polityce, tylko o ludziach. Zdjęcia powstały w Krakowie. Za kamerą stanął Marcin Koszałka, scenografię i kostiumy przygotowała Jagna Janicka. W rolach głównych wystąpili aktorzy, który stworzyli znakomite kreacje w poprzednim filmie Rosy „Co słonko widziało”. Profesor Kocjan gra Jadwiga Jankowska-Cieślak, jej męża — Krzysztof Stroiński. — Od chwili gdy spotkałem Jadwigę Jankowską-Cieślak, wiedziałem, że zaproponuję jej główną rolę w „Rysie”. Natomiast odtwórcy Jana szukałem bardzo długo, rozmawiałem z wieloma aktorami — mówi Michał Rosa i zaraz dodaje, że zarówno z Jankowską-Cieślak, jak i ze Stroiński ma znakomity kontakt: — Lubię piosenki, które znam. Jestem wierny aktorom, a oni bardzo wiele mi z siebie oddają. W pozostałych rolach zobaczymy m.in. Ewę Telegę, Mirosławę Marcheluk, Teresę Marczewską, Ryszarda Filipskiego, Stanisława Radwana, Jerzego Schejbala, Jerzego Nowaka oraz Kingę Preis. Muzykę skomponuje Stanisław Radwan. Obecnie trwa udźwiękowienie. „Rysa” powstaje w studiu Filmcontract, a jej producentami są Henryk Romanowski i Dariusz Sidor. Zdjęcia Filmcontract
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL