Biznes

Inwestycje w wino mogą być alternatywą dla akcji

Na polskim rynku pojawiła się pierwsza firma, która oferuje inwestowanie w wina. Stilnovisti liczy, że Polacy zaczną naśladować Brytyjczyków, Amerykanów i Rosjan, którzy od dawna zarabiają na tym alkoholu
Inwestycje alternatywne stają się coraz bardziej popularne, szczególnie po załamaniu się światowych giełd. Dodatkowym atutem rynku winnego jest jego duża płynność – mówi Krzysztof Maruszewski, prezes poznańskiej firmy Stilnovisti. Ona pierwsza w Polsce doradza i pośredniczy w inwestowaniu na winnym rynku. Oprócz tego zajmuje się inwestycjami na rynku dzieł sztuki.
Do tej pory świadczyła swoje usługi kilkunastu inwestorom, którzy wydali na wina łącznie kilka milionów złotych. – Najpopularniejszą i najbardziej zyskowną formą inwestycji na tym rynku jest zakup skrzynek wina, które leżakują w Wielkiej Brytanii, Francji lub Belgii – wyjaśnia Krzysztof Maruszewski. Ich cena negocjowana jest na podstawie wyceny na londyńskiej giełdzie wina Liv-ex. Zdaniem prezesa Stilnovisti kupowanie skrzynek zaczyna być opłacalne od wartości 5,5 – 7 tys. funtów. Możliwe są także bezpośrednie zakupy win notowanych na tym parkiecie. W ciągu ostatnich pięciu lat można było zyskać na niektórych ponad 400 proc.
2,8 proc. zyskał w marcu 2008 r. indeks 100 najbardziej zyskownych win na londyńskiej giełdzie Liv-ex W marcu i na początku kwietnia na Liv-eksie zyskiwały najbardziej wina z rocznika 2005, który został wysoko oceniony. W tym czasie najwięcej, bo 34 proc., zyskało na wartości wino Mission Haut Brion. Na londyńskiej giełdzie popularne są także wina z rocznika 2000. Znacznie słabiej oceniany jest ubiegły rok. Szanse zarobienia na winach z tego rocznika będą więc niewielkie. Mniej popularne od zakupu skrzynek są zakupy kontraktów terminowych na wino leżakujące w butelkach i beczkach, które dojrzeje za dwa, trzy lata. Za jedną butelkę płaci się 30 – 50 proc. jej wartości. Można także wykorzystać fundusze inwestujące w wino. Próg minimalny wynosi wówczas 50 tys. euro. Wadą tego typu inwestycji są wysokie prowizje oraz mniejsza zyskowność niż w przypadku zakupu skrzynek lub leżakujących win. Uważa się, że udział inwestycji winnych w całym portfelu nie powinien przekraczać 15 proc. Wine banking, który w Polsce dopiero raczkuje, na świecie zdobywa popularność od lat 90. XX wieku. Najbardziej aktywni na tym rynku są Brytyjczycy, Amerykanie, a ostatnio Portugalczycy, Rosjanie i inwestorzy z Dalekiego Wschodu. Dwie ostatnie grupy klientów kupują przede wszystkim szampana. W ciągu ostatnich ośmiu lat popyt na ten trunek zwiększył się tam o 70 proc.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL