Styl życia

Sposób na nadmiar

Forum
Dostałaś w prezencie perfumy, których nie znosisz, albo cień do powiek, w którym wyglądasz jak widmo? Możesz się ich pozbyć w swapie!
W szafie są spódnice, dżinsy i swetry, co do których nie masz przekonania? Nie lubisz ich, nie nosisz, znudziły ci się, źle się w nich czujesz? Weź udział w swap fashion. Opróżnisz swoją szafę, a może zamienisz ciuchy na fajniejsze. Wszystko bezdewizowo, a w dodatku w połączeniu ze spotkaniem towarzyskim. Swap fashion to zjawisko, które robi karierę zarówno w życiu, jak i w Internecie.
Monika Jurczyk, stylistka i personnal shoperka (straszne słowo, ale specjalistka ds. zakupów brzmi jeszcze gorzej) z Krakowa, w listopadzie na krakowskim Kazimierzu w barze Miejsce wraz z jego właścicielami Przemkiem Krupskim, Agą Szklarz i Bartkiem Kiezunem zorganizowała pierwszą edycję swap party. Przyszło ponad 50 osób. Przeważnie dziewczyny, chłopcy nosili jedynie siatki. Ubrania trzeba było przynieść czyste i pachnące. Generalnie wszystko było na wymianę, chociaż można było też coś oddać za „walutę”. Pod warunkiem, że nie drożej niż za 99 złotych. Co zaś do wymiany barterowej, to trzeba było się dogadać. Czy za sukienkę dostaje się spódnicę? Ile par dżinsów wart jest kaszmirowy sweterek? Czy fajny pasek ma siłę nabywczą równą innemu paskowi czy może większą? Negocjacje przebiegają jednak w przyjemnej atmosferze, bo wszyscy przecież przyszli tu dla przyjemności. Przy okazji można zawrzeć nowe znajomości. Swap odbywa się nie tylko w czasie i miejscu rzeczywistym, jak ten w Krakowie. W Internecie jest wiele stron, gdzie można zgłosić akces do wymiany ciuchowej. Schudłaś i musisz wymienić garderobę, a nie masz kasy? Możesz to zrobić w swapie. Ten zaimprowizowany handel wymienny jest jedną z oddolnych inicjatyw, reakcją na to, co w ciągu ostatnich dziesięciu lat wydarzyło się na rynku mody. Olbrzymia podaż ubrań, fast fashion, presja na zmianę sprawiają, że w każdej szafie jest ich coraz więcej. Kupujemy więcej, niż potrzebujemy. Nie dlatego, że zniszczyłyśmy starą sukienkę albo brak nam ciepłego płaszcza. Kupujemy dla przyjemności, pod wpływem impulsu, reklam, dlatego że chcemy wyglądać jak gwiazda z telewizji, bo namówiła nas koleżanka, bo chcemy sobie poprawić nastrój nową torebką... Powodów jest tysiąc. Niestety, powierzchnia do składowania pozostaje wciąż ta sama. Najpopularniejszą formą recyklingu ubrań pozostają wciąż sklepy z używaną odzieżą. Wyroiły się tysiącami po 1989 roku i na biedzie pokryzysowego społeczeństwa wypasły niejedną fortunę. Każdy zagraniczny ciuch, bez względu na markę, jakość i wygląd, był w latach 90. atrakcją. Ale gdy na rynek weszły tanie ubrania z Chin oraz supermarkety, lumpeksy straciły na atrakcyjności. Jeśli w Auchan można kupić nową kurtkę za 20 zł, jaki sens szukać jej w szmateksie? Wzrosły ambicje i zamożność, rozwinął się rynek mody. Na wsi i w małych miastach ludzie chcą być tak samo eleganccy jak w mieście dużym. Wysyp szmateksów (na wschodzie Polski były nawet szmateksowe centra handlowe) skończył się parę lat temu. Ale zostało ich jeszcze sporo. Być może, kiedy będziemy już bogatym krajem, staną się u nas tym samym, czym są za granicą. Punktami, gdzie za darmo oddaje się czyste, porządne ubrania, a dochód z ich sprzedaży idzie na cel dobroczynny: Armię Zbawienia, Fundację Sue Ryder, badania nad rakiem itp. Christiane, dziennikarka mieszkająca w północnym Londynie, czasem kupowała coś w tych sklepach na Muswell Hill, zwłaszcza po tym, gdy urodziła jej się córeczka. – Kiedyś sweter, który im zaniosłam, zobaczyłam na pani w supermarkecie. To nieduża dzielnica, wszyscy znają się z widzenia. Czasem sama coś tam kupowałam i po kilku miesiącach oddawałam z powrotem. Ponieważ wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli u nas coraz więcej mody światowej klasy A, rozwojowa wydaje mi się formuła second handu klasy A. Jest on stacją przesiadkową między jednym właścicielem a drugim. Pierwszy jest niebiedny i oszczędny, drugi też głodem nie przymiera, ale rzecz dobrej jakości lubi kupić taniej. Zwiedziłam niedawno centrum eleganckich second handów Reciproque (po francusku znaczy wzajemny) w Paryżu. Zwiedziłam, może wydawać się zbyt dużym słowem, bo to w końcu nie Luwr, ale trzeba przyznać, że wizyta tu jest bardziej interesująca niż w sklepie z nowymi ciuchami. Reciproki są trzy w jednym miejscu. Ich położenie przy rue de la Pompe, w burżuazyjnej XVI Dzielnicy, mateczniku bogatych pań, jest jak najbardziej uzasadnione. Trzeba się przepychać między ciasno ustawionymi stojakami. Podzielone są między projektantów. Jest tu creme de la creme światowej mody, z przewagą francuskiej: Dior, Chanel, Chloe, Prada, Lacroix, Gaultier. Spódniczka z jedwabnej żorżety Thierry’ego Muglera kosztuje 120 euro, tweedowy żakiet Chanel – 600 euro (nowy pięć razy tyle), tyle samo czarna suknia wieczorowa Lanvin. Sporą część zajmują suknie wieczorowe. Widać, że imprez miejscowej ludności nie brakuje, a więc wymiana musi kwitnąć. –Największa rotacja jest w strojach wieczorowych i ślubnych – potwierdza Sandrine, ekspedientka. Panie nie wkładają tych rzeczy więcej niż raz, czasem dwa razy, a nie chcą ich trzymać w szafie. Osobne pomieszczenie sklepu zajmują dodatki. Eleganckie i przeznaczone raczej nie do chodzenia buty – Manolo, Blahnik, Louboutin, Chanel. Ceny od 150 do 400 euro w zależności od stopnia zniszczenia. Większość szpilek jest prawie całkiem nowa. Podklejone papierową taśmą stoją posłusznie w rzędach, czekając na występ na następnym ślubie lub bankiecie. Torebki – pikowane Chanel, Hermes, Tods. Balenciaga motorcycle bag, model sprzed dwóch lat, prawdę mówiąc niezbyt udany, oszacowano na 400 eurosów. Plecak Louis Vuitton w niezłym stanie, ale 550 euro – czy to rzeczywiście okazja? Tyle że cenę można negocjować. Polskim odpowiednikiem Reciproque mógłby być komis Perpetuum Mobile przy ulicy Bałuckiego w Warszawie, elegancki second hand, który prowadzi Małgorzata Kościelska. Inspiracją do założenia go był właśnie Reciproque, w pobliżu którego Małgorzata w Paryżu mieszkała kilka lat. W Perpetuum można kupić włoską kurtkę z epilowanych norek za 1500 zł, torby Tods i Chloe, suknię wieczorową Jean Paul Gaultiera. Małgorzata przyznaje, że jej klientkami są kobiety zamożne, zarówno te, które wstawiają towar, jak i kupujące. Wiek – na ogół 30 do 40, chociaż zdarzają się klientki sporo starsze. – Do nas w piątek panie wstawiają te ubrania, które kupiły w środę – żartuje Kościelska. Niektóre przyznają, że nie wchodzą do sklepów, w których jest za tanio. Nie widać tu nic zniszczonego, niektóre rzeczy mają nawet metki. Czasem wpadają mężczyźni i dziwią się, dlaczego nie ma nic dla nich. – Panowie, jak coś kupią, to noszą to do zdarcia – tłumaczy Małgorzata. Jej zdaniem, chociaż w komisie jest sporo kreacji wieczorowych, największym zainteresowaniem cieszą się rzeczy praktyczne, codzienne. Nie podobają się natomiast ubrania zbyt ozdobne, złote, w panterki. Osobną grupę stanowią stroje na wesela. Sezon ślubów zaczyna się w czerwcu. – Nie mogą być ani białe, ani czarne, nie ekstrawaganckie, w pastelowych kolorach. Allegro, królestwo okazji, podróbek i podejrzanych złotych interesów, to także sposób na upłynnienie niechcianych ubrań. Staje się coraz bardziej popularny. – Co pewien czas robię przegląd szafy. Odkładam to, czego nie noszę, układam w dobrym świetle i robię zdjęcia, by sprzedać je na eBayu po 25, 30 dolarów – mówi Anna, Polka mieszkająca w Nowym Jorku. – Jedyny kłopot, że trzeba potem chodzić z tym na pocztę. Ale w Stanach poczta świetnie działa. Nie ma z tym problemu. Pozbywam się rzeczy i mam pieniądze. Na następne.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL