Sztuka

Samobójcy mają wisielczy humor

"Wisielec" (1986), akwaforta i akwatinta barwna
MNK
Retrospektywa Jacka Sroki „Opisanie świata” jest 12. pokazem z cyklu „Graficy z Krakowa” zorganizowanym przez tamtejsze Muzeum Narodowe
To podsumowanie ćwierćwiecza twórczej aktywności Jacka Sroki, jednego z najoryginalniejszych artystów pokolenia, które debiutowało w czasie stanu wojennego (rocznik 1957).
Artysta należy do niezwykle płodnych: przez ostatnie 25 lat wykonał prawie 2 tysiące obrazów i około 800 grafik. Z tego wybrano „tylko” 200 prac: płótna, grafiki, rysunki. I jeszcze przydałaby się selekcja. Bo to sztuka agresywna wizualnie i ekspresyjna w przesłaniu. Stłoczenie działa na jej niekorzyść. Najatrakcyjniej wypadła część poświęcona grafikom i rysunkom. Sroka już na studiach specjalizował się w akwafortach. Znakomitych warsztatowo, przy tym jadowitych, przewrotnych i jędrnych. Swego czasu odbieranych jako aluzje do sytuacji i systemu. Jako deklaracja „antyczerwonej” postawy.
Dziś grafiki Sroki nabrały uniwersalnych znaczeń. Przeobraziły się w metafory ludzkiego losu. Takie smutno-rubaszne graficzne przypowieści, jak gawędy Colasa Breugnona. Poważne, filozoficzne treści kamuflowane są pod maską niby-karykaturalnej, ekspresyjnej formy. Artysta rzadko kiedy ukazuje człowieka w sytuacjach heroicznych. Częściej – w przyziemnej, nieporadnej małości. Dopuszcza do głosu głupców, straceńców, zwyrodnialców; wyciąga na światło dzienne brudy egzystencji. Ma niezwykłą umiejętność jednoczesnego ukazywania nastrojów przeciwstawnych – wzniosłości i żenady, miłości i zbrodni. Mało kto potrafił tak oddać mroczne zaplecze geniuszu jak Sroka w akwaforcie „Scherzo” (1992). Demoniczny maestro interpretuje utwór na skrzypce. Na oko uosobienie męskości: byczy kark, masywne umięśnienie, łysa czacha. Ale chude nóżki wystające spod czerwonego chitonu obute są w pantofelki na wysokich obcasach… Almodóvar w wersji rodzimej. Równie wieloznaczny jest „Wisielec” (1986). Krotochwilny samobójca – dynda zaczepiony jedną nogą u powały, drugą opiera się na ścianie, podczas gdy głową sięga podłogi. Pozycja może niezbyt wygodna, lecz nie grozi zejściem. Za to twarz denata to makabra: jak rażona piorunem. Patrząc na to płótno, nie mam pewności – chodzi o zamach na życie czy wisielczy stan ducha? „Mayerling” wedle Sroki przybrał formę tragedii antycznej. Nieakceptowany związek austriackiego arcyksięcia z rodu Habsburgów z ukochaną baronową popycha parę do wspólnego samobójstwa. Książę w orderach, z twarzą już zniekształconą kulą. Oko jak u Picassa na wysokości ust tryskających atramentowymi kleksami. Artysta znakomicie pokazał stan zawieszenia pomiędzy życiem a śmiercią; między wzniosłym uczuciem a groteskowym gestem. Spoiwem jest tu współbrzmienie emocjonalne. Artysta miesza ironię z rozpaczą, depresję z banałem codzienności. Niesamowity jest nastrój „Ulicy na Kazimierzu”. Niewielkie szkicowe przedstawienie dwóch typów czających się w bramie w oczekiwaniu na akcję. Postaci cherlawe, ale jakie mordy! Wielkie, przerażające, zezwierzęcone. Ludzkie brytany. Specjalność Sroki to oscylowanie między twarzą a pyskiem, między ludzką podobizną a wyobrażeniem baśniowych stworów. Popatrzmy na „Sytuację dziewczynki pięcioletniej” (2004). Z jednego kąta płótna wyłazi tytułowa dziewczynka. Czy to naprawdę dziecko? Paskudny karzeł, wyzuty z wdzięku i niewinności. Góruje nad nim ogromny czarny małpolud. Wcale nie wydaje się groźny, raczej zdezorientowany. Może to tylko projekcja dziewczynki? Naczytała się bajek o Czerwonym Kapturku i marzy jej się zakosztowanie podobnych wrażeń. Typowe dla panienek w wieku różnym. I charakterystyczne dla Jacka Sroki niedopowiedzenie sytuacji. Muzeum Narodowe w Krakowie, wystawa czynna do 4 maja
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL