fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Krzyżak: Watykan tropi zdrajców

Tomasz Krzyżak
Fotorzepa
Stolica Apostolska szuka winnych przecieku najnowszej encykliki Franciszka. Grozi surowymi karami. To nie pierwszy raz, gdy zza Spiżowej Bramy wyciekają pilnie strzeżone dokumenty.

Długo oczekiwana i już wzbudzająca spore kontrowersje encyklika Franciszka „Laudato sii" („Pochwalony bądź"), w której papież porusza m.in. tematy związane z ociepleniem klimatu i wydobyciem węgla kamiennego oficjalnie ukaże się w czwartek 18 czerwca. Ale już w poniedziałek po południu jej tekst – według późniejszych zapewnień szefa Biura Prasowego Watykanu ks. Federico Lombardiego w wersji roboczej – ukazał się na stronach internetowych tygodnika „L'Espresso". O ujawnienie dokumentu oskarżono watykanistę tygodnika – Sandro Magistra. We wtorek w ramach kary cofnięto mu bezterminowo akredytację prasową za złamanie obowiązującego do czwartku embarga. Magister broni się i tłumaczy, że tekst encykliki przyniósł jeden z redaktorów pisma, a on jedynie napisał krótki wstęp.

Watykan stara się teraz ustalić kto mógł być źródłem przecieku. Jeśli go odnajdzie grozi mu proces, nawet do dwóch lat więzienia i pięć tysięcy euro grzywny. Znalezienie winnego będzie jednak trudne. Encyklika w ubiegłym tygodniu trafiła do tłumaczeń. Pracowało nad tym kilkuset ludzi. Krąg podejrzanych jest więc bardzo duży.

Poniedziałkowy wyciek dokumentów nie jest jednak pierwszą tego typu sprawą w obrębie murów Watykanu. Od 2006 roku Paolo Gabriele, kamerdyner Benedykta XVI, wynosił z papieskich apartamentów poufne dokumenty. Na przełomie 2009 i 2010 roku we włoskich gazetach ukazało się sporo artykułów napisanych w oparciu o „kwity" dostarczone przez Gabriele. Z kolei w maju 2010 roku wyszła książka „Jego Świątobliwość", w której znalazło się kilka ukradzionych przez kamerdynera dokumentów. Gabriele aresztowano i po trwającym zaledwie tydzień procesie skazano na 1,5 roku więzienia. Ostatecznie papież ułaskawił go i kamerdyner uniknął kary. Co ciekawe podczas procesu Gabriele mówił, że działał z natchnienia Ducha Świętego i chciał pomóc Benedyktowi XVI w oczyszczeniu kurii ze zła i zepsucia.

Kto wie czy podobne pobudki nie kierowały osobą lub osobami, które teraz dostarczyły „L'Espresso" treść papieskiej encykliki. Wydaje się, że nieprzypadkowo trafiła ona w ręce Sandro Magistra. Dziennikarz nie kryje bowiem swojego krytycyzmu wobec Franciszka, zarzucając mu m.in. działanie polityczne. Encyklika ukazuje się przecież na kilka miesięcy przed szczytem klimatycznym w Paryżu. Już dziś głośno mówi się, że głos papieża ma być formą nacisku na światowych przywódców, by skłonili się ku źródłom energii odnawialnej.

Obecna afera w Watykanie dobitnie pokazuje, że papieska kuria wymaga reformy i być może wprowadzenia też ściślejszej ochrony nad obiegiem poufnych dokumentów. Wydaje się, że samo zaufanie przestało wystarczać.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA