fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Chaos na korzyść Dudy

Andrzej Duda mówił wczoraj, że wyczerpał się kredyt zaufania wobec Platformy i nadszedł już czas na zmiany
PAP/Jacek Turczyk
Prezydent elekt chce się stać przeciwwagą dla pogrążającego się w kryzysie obozu rządowego.

Gdy premier Ewa Kopacz ogłaszała dymisję ministrów nagranych w restauracjach, w PiS trwało posiedzenie sztabu. Kampanijne ciało kierowane przez wiceprezes PiS Beatę Szydło wciąż działa. Odpowiada teraz za obsługę prezydenta elekta w okresie formowania jego kancelarii.

– Uderzyło nas rozedrganie głosu i płaczliwy ton. Kopacz zadziałała jak Tusk w 2009 r. po wybuchu afery hazardowej. Tyle że on ratował sondaże, a ona reaguje na ich spadek i w partii nie ma mandatu pochodzącego z wyboru – mówi nam jeden z uczestników narady.

Kontratak PiS

W PiS szybko zwołano spotkanie w węższym gronie z udziałem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, na którym rozważano, jak w nowej sytuacji ma się zachować partia. Wtedy się okazało, że prezydent elekt Andrzej Duda zamierza wygłosić oświadczenie.

– Jego decyzja jest nam na rękę. W sytuacji wycofania prezydenta Bronisława Komorowskiego to on ma narzędzia, by podkreślać, że jest najbardziej stabilnym ośrodkiem układu władzy – przekonuje inny z naszych rozmówców.

Duda krytykował w czwartek reformę wymiaru sprawiedliwości z 2009 r., w której PO rozdzieliła funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Odwołując się do swojego hasła wyborczego z kampanii, nawoływał do zmian. – Kolejne rekonstrukcje nie przynoszą żadnych pozytywnych zmian dla polskiego społeczeństwa. Pokazują, że nie tylko wyczerpał się kredyt zaufania (do władzy), ale przede wszystkim, że już dawno wyczerpały się zasoby personalne w tej partii (PO – red.) – przekonywał prezydent elekt w oświadczeniu dla mediów.

Zdaniem polityków koalicji tym samym wyszedł z roli bezpartyjnego arbitra.

– Byliśmy przygotowani na tego typu krytykę, ale w obliczu tego, co dzieje się na scenie politycznej, jest szansa zbudować wizerunek silnego przywódcy – mówi nam osoba z otoczenia Dudy.

W PiS ustalono, że jeśli PO złoży wniosek o skrócenie kadencji Sejmu, to partia nie poprze go w Sejmie. Na tym tle doszło do spięcia między partią a otoczeniem prezydenta elekta.

Tweet Szczerskiego

Chodzi o wpis posła Krzysztofa Szczerskiego, który współpracuje z Dudą. „Jedynym ośrodkiem stabilności w państwie jest dziś Prezydent elekt, po jego zaprzysiężeniu Sejm powinien się natychmiast rozwiązać" – napisał we czwartek rano na Twitterze.

– Szczerski miał rozmowę z Szydło, a my dostaliśmy SMS, by uważać w sprawie komentowania wcześniejszych wyborów w mediach społecznościowych – relacjonuje jeden z posłów.

Według planów Kaczyńskiego skrócenie rządów PO–PSL byłoby możliwe przez podanie gabinetu Kopacz do dymisji. Do jesiennych wyborów miałby administrować premier przejściowy. W PiS nie ma jednak pomysłu, by szukać większości dla takiego rozwiązania i forsować premiera technicznego (PiS robił to w tej kadencji już dwukrotnie).

Opozycja nie zamierza też popierać dymisji prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiedziała, że wraz z odrzuceniem sprawozdania z działalności prokuratury w 2014 r. do Sejmu trafi wniosek o jego odwołanie.

– Skoro sprawozdanie dotyczy poprzedniego roku, to nie rozumiem, dlaczego powodem jego odrzucenia miałby być przeciek ze śledztwa, który nastąpił w tym roku – wskazuje w rozmowie z nami szef Klubu PiS Mariusz Błaszczak.

Sprzeciw PiS oznacza, że do odwołania Seremeta nie będzie wymaganej większości.

Spór o in vitro

Prawicowa opozycja liczy też, że uda jej się pokrzyżować plany PO w sprawie rządowego projektu dotyczącego in vitro. Według planu otoczenia premier Kopacz sprzeciw PiS w tej sprawie mógłby posłużyć w kampanii przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Tym bardziej że UE upomniała Polskę za brak ustawodawstwa w tej sprawie.

Jednak w obliczu chaosu w partii rządzącej istnieje ryzyko buntu konserwatywnego skrzydła PO. Z naszych informacji wynika, że część posłów Platformy sondowała, czy znajdzie się dla nich miejsce na listach PiS. To wynik obaw o skręt partii w lewo. Już na poprzednim posiedzeniu Sejmu niemal połowa klubu dała do zrozumienia, że sobie go nie życzy. Podczas głosowania nad wprowadzeniem pod obrady projektu SLD o związkach partnerskich 45 posłów głosowało przeciw, a 23 wstrzymało się od głosu.

– Będziemy w tej sprawie prowadzić rozmowy, ale problemem jest to, że zgłosili się do nas tak późno – mówi polityk odpowiedzialny za negocjacje. Jednak część posłów PO nie uzależnia decyzji od tego typu rozmów. – Będę głosował zgodnie z własnym sumieniem – przekonuje w rozmowie z nami nieformalny lider konserwatystów w PO Marek Biernacki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA