fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Rozważania o gruczołach jadowych

Wojciech Stanisławski
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Fascynuje mnie lektura blogu Tomasza Jastruna, nie mogę oderwać się od nawiedzających go wizji, które jak u wielkich mistyków, Williama Blake'a czy Anioła Ślązaka objawiają się w środku dnia i rozsadzają rzeczywistość.

Dość spojrzeć, co przytrafiło się poecie choćby 16 maja: „Ze stacji Stadion, kolejką do domu, bardzo luksusowo. Pociąg przyjechał, gdy wszedłem na peron, piękny nowoczesny skład. W wagonie ładna dwunastoletnia dziewczynka, pięknie ubrana, do biletomatu dojeżdża na czerwonej hulajnodze. Jest jakiś dostatek i wolność w tej scenie, musimy walczyć, by różne «dudy» nam tego nie zatruły. Aż im pulsują gruczoły jadowe".

Jest to wizja, która pozostaje pod powiekami nawet, gdy uda już nam się znów nabrać powietrza. Można się chyba cieszyć, że Jastrun nie podjął nigdy współpracy z Hansem Gigerem, twórcą wizerunku kosmity z „Obcego – ósmego pasażera Nostromo": mało kto zniósłby spotkanie dwóch tak mrocznych wyobraźni. A zarazem – jak to bywa z onirycznymi wizjami – jest ona niejasna w szczegółach. Czym jeszcze, prócz jadu, zagraża światu stwór, którym straszy nas poeta? Czy ma – prawie na pewno ma – szpony? A skrzydła, czy potrafi latać? Czy pokryty jest łuską, czy raczej parzącym śluzem? Jakie są jego obyczaje, czy najpierw atakuje dziewczynki, czy hulajnogi? I skąd w ogóle pojawił się na przystanku kolejki?

Poeta doznał wizji wracając ze studia TVP, gdzie komentował wyniki wyborów, można więc przypuszczać, że jego wizja powiązana była jakoś ze zmaganiami kandydatów na urząd Prezydenta RP, ale na próżno zachodzę w głowę, który z nich mógłby wzbudzić podobne skojarzenia: pewien mogę być najwyżej, że nie ten, którego tygodnik „Newsweek" w ramach sympatycznego flekowania uznał za „budynia". Budyniowi rzadko pulsują gruczoły jadowe, to jedna z jego istotnych cech.

Czego można być pewnym po lekturze wizji Jastruna, to wysokiego poziomu lęku. Współczesny, niełatwy świat przyniósł nam tuziny fobii, a ich komponowane na bazie greki nazwy bywają deską ratunku dla redaktorów „kolumn z ciekawostkami": o agorafobii słyszał każdy, myrmekofobia Telimeny przyniosła kilka miłych chwil panu Tadeuszowi, ale przecież jest i kumunofobia, czyli lęk przed guzikami, i pogonofobia, dopadająca niektórych na widok brody, choć nic nie przebije heksakosioiheksekontaheksafobii, czyli trwogi na myśl o liczbie „666".

Nie wiadomo do końca, skąd biorą się fobie, w końcu nie każdy, komu wrzucono pająka za koszulę, zostaje zdeklarowanym arachnofobem. Zwykle bywa tak, że nieokreślony lęk nagle „krystalizuje się" wokół na dobrą sprawę przypadkowego motywu, a prawdziwy problem zaczyna się, kiedy niepokój zaczyna kiełkować w wielu umysłach naraz, odwołując się przy tym do archetypów.

Podczas nawiedzających nowożytną Europę fal paniki na stosach i w studniach masowo ginęły czarne koty, podejrzewane o konszachty ze Złym, ale przecież nie tylko takie okrucieństwa ludzkość ma na sumieniu. Rudzi, kulawi, garbaci przez stulecia doświadczali rozmaitych upokorzeń, których i tak mogliby im pozazdrościć Ormianie, czarownice z Salem czy Żydzi nadreńscy czasów drugiej krucjaty. Konstrukcja takiego wyobrażenia jest zawsze ta sama: lękowe przekonanie, że „oni", tak inni od nas, a przez to odrażający i fascynujący zarazem, nienawidzą nas, czyhają na nasze posady, żony i córki, knują i szepcą, szerzą ateizm albo obskurantyzm, pijaństwo i tyfus plamisty.

Na taki stan rzeczy niewiele można poradzić i pulsujące gruczoły jadowe mogą jawić się Tomaszowi Jastrunowi wszędzie, w Sejmie, w wagonie kolejki i w wiejskim sklepiku. Można mieć tylko nadzieję, że stawać będzie przeciw nim z odwagą i urokiem Sigourney Weaver, nie uszkadzając przy tym zarazem zbyt wielu biletomatów i koszy na śmieci. Oraz wiatraków.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA