fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Nie niszczcie polskich firm!

materiały prasowe
Organy skarbowe zarzucają dzisiaj przedsiębiorcom, że struktury opcyjne niosły z sobą „zbyt wysokie ryzyko dla podatników". Zapominają, że to polski rząd opóźnił o dwa lata implementację dyrektywy MiFID – pisze wiceprezydent Pracodawców RP.

W cieniu wyborów prezydenckich rozgrywa się inna batalia, batalia o polskie miejsca pracy. Od wielu miesięcy organy kontroli skarbowej próbują wymusić nienależne budżetowi pieniądze.

Tłem kontroli jest sprawa opcji walutowych, killera setek polskich firm w roku 2009. Dzisiaj Urząd Kontroli Skarbowej próbuje dorżnąć te z firm, które przetrwały i spłaciły lub kończą spłacać zobowiązania wobec banków. W ramach akcji „Wyrwij fiskusowi bat" Pracodawcy RP starają się nagłaśniać przykłady nieracjonalnych decyzji władz skarbowych.

Pozorna przychylność fiskusa

W spółce Zakłady Magnezytowe „Ropczyce" SA kontrola Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie trwa od 07.05.2013 r. Chodzi o firmę zatrudniającą niemal 800 osób (pamiętajmy, że chodzi o województwo podkarpackie!). Za lata 2008–2014 kwota zapłaconych zobowiązań publicznoprawnych wraz z przekazanymi darowiznami przekroczyła 200 mln zł. W tym gmina Ropczyce z tytułu podatku od nieruchomości dostała prawie 14 mln zł.

Spółka jest notowana na GPW. Sprawozdania finansowe są regularnie badanie przez renomowanych audytorów i nigdy nie było z ich strony zastrzeżeń co do rzetelności rozliczania się z fiskusem. O co więc chodzi?

6 listopada 2014 r. Komisja Finansów Publicznych uchwaliła dezyderat skierowany do ministra finansów w sprawie nieprawidłowości przy prowadzeniu wspominanych kontroli. W wyniku tego resort finansów wycofał się z prób opodatkowania przedsiębiorców będących ofiarami „opcyjnego tsunami" z wykorzystaniem art. 16 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Wycofał się z absurdalnych twierdzeń, że w koszty podatkowe nie mogą być zaliczane straty poniesione na opcjach, które zostały zamknięte przedterminowo (np. na skutek ugody z bankami zawartej przed terminem zapadalności tych opcji). Dzięki postawie posłów udało się skończyć z „karaniem" firm za to, że ratowały się przed lawinowo narastającymi stratami. Radość przedsiębiorców trwała jednak krótko.

20 lutego 2015 r. minister finansów wydał niepublikowane wytyczne (DD5.8201.5.2015), na mocy których organy skarbowe kwestionują obecnie zaliczenie w koszty strat poniesionych na opcjach już nie na podstawie art. 16, lecz na podstawie art. 15. Artykuł ten pozawala organom skarbowym dokonywać de facto arbitralnej oceny „racjonalności" wydatków ponoszonych przez firmy. W sytuacji, gdy organy skarbowe „dojdą do przekonania", że działania inwestycyjne przedsiębiorcy były „nieracjonalne", poniesione straty nie są przez organy skarbowe uznawane za koszty podatkowe. Przepis ten powinien być stosowany przez fiskusa ze szczególną ostrożnością. A tak niestety nie jest.

Kara za zaniechanie państwa

Organy skarbowe zarzucają dzisiaj przedsiębiorcom, że struktury opcyjne niosły z sobą „zbyt wysokie ryzyko dla podatników (...)". Zapominają, że to polski rząd opóźnił o dwa lata implementację dyrektywy MIFID nakładającej na banki obowiązek informowania o takim ryzyku. W decyzjach dotyczących opcji walutowych organy skarbowe jak mantrę powtarzają jedno zdanie: „Ujemnymi skutkami finansowymi decyzji podatników co do zakupu opcji walutowych nie można obciążać Skarbu Państwa".

W każdym państwie prawa obowiązuje jednak zasada: „Nie można czerpać korzyści z niewykonania obowiązku". W niniejszej sprawie państwo nie może czerpać korzyści (podatków) z własnego bezprawnego działania w związku z zaniechaniami władzy państwowej związanymi z brakiem zaimplementowania w odpowiednim czasie do polskiego porządku prawnego dyrektyw MiFID.

Co ciekawe, decydenci zupełnie inaczej traktują swoje błędy. Do września 2008 r. nikt, łącznie z naczelnymi organami państwa (w tym ministra finansów) i NBP, nie przewidywał tak radykalnej zmiany kursu walut. Wszyscy uczestnicy rynku (w tym instytucje rządowe i NBP) prognozowali dalszą kontynuację umacniania się złotego. Nie przeszkadza to urzędnikom skarbowym pisać, iż „przedsiębiorcy świadomie godzili się na poniesienie nieograniczonych strat". Stosując takie kryteria UKS zarzut „nieracjonalności" powinien być również postawiony ministerstwu i NBP. Tyle że za działania rządu i NBP nikt nie ponosi odpowiedzialności.

Warto zacytować ministra finansów, który w odpowiedzi na interpelację poselską dotyczącą przyjętej w ustawie budżetowej na 2008 r. prognozy kursu walut wyjaśnił: „(...) pierwotne założenia makroekonomiczne do ustawy budżetowej na 2009 r. okazały się nadmiernie optymistyczne i musiały być kilkakrotnie korygowane (...) przyczyną tego był pogłębiający się kryzys gospodarczy (...), którego rozmiar i wpływ na polską gospodarkę trudno było przewidzieć. (...) NIK nie zgłosił zastrzeżeń odnośnie do przygotowanych prognoz. Optymizm pierwotnej prognozy mógł zostać dostrzeżony dopiero ex post (...) i to było przesłanką do jej korekty, a nie fakt, iż została ona błędnie przygotowana". Pytam więc, skąd się bierze ocena? Przecież istnieje równość podmiotów wobec prawa. Chyba że ta równość istniej tylko dla swoich?

„Państwo musi podatki zbierać, ale nie zabierać. Czasami mam wrażenie, że nie do wszystkich urzędników to dociera" – powiedziała pani premier Ewa Kopacz.

Święte słowa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA