fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Wybory napędzą wzrost PKB

Fotorzepa/Grzegorz Psujek
Dynamika wzrostu PKB może w tym roku osiągnąć nawet poziom 4 proc. Ożywieni mogą napędzić zwiększone przedwyborcze wydatki publiczne - mówili ekonomiści podczas Sympozjum GAP w Zakopanem.

- Polska ma solidne tempo wzrostu gospodarczego i wygląda na to, że utrzyma je w bieżącym i przyszłym roku. Z drugiej strony dzisiaj za wysoki wzrost uważamy ten na poziomie 4 proc. PKB rocznie. W latach 90. XX w. było to 7 proc. To, że przyrost PKB będzie wolniejszy, jest nieuniknione. Pytanie tylko czy nie wytracamy tej mocy rozwojowej zbyt szybko. Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale mamy powód do niepokoju – mówił prof. Hausner.

Jego zdaniem, jeżeli chcemy, aby za kilka lat nie mówić, że poziom wysokiego wzrostu PKB to dla nas 3 proc. rocznie, a za dekadę 2 proc., to powinniśmy przejść do innego modelu gospodarki.

- Należy postawić na innowacje, inwestycje, bo udział inwestycji w naszym PKB jest zbyt niski i po trzecie oszczędności krajowe, które powinny być źródłem inwestycji tak, aby nie polegać wyłącznie na kapitale zagranicznym – mówił prof. Hausner.

Prof. Hausner zwrócił uwagę na konieczność rozwoju firm, by jak najwięcej mikro przedsiębiorców stawała się małymi przedsiębiorcami, jak najwięcej małych firm stawało się średnimi, a ci z kolei stawali się międzynarodowymi graczami.

- Ilość polskich firm, które weszły na rynki międzynarodowe, jest nadal niewystarczająca, aby zmienić model wzrostu gospodarczego. Dzisiaj nie wystarczy, aby polskie firmy eksportowały. Firmy muszą też być aktywne kapitałowo za granicą, to znaczy nie tylko eksport do różnych sieci pod cudzymi markami, ale sprzedaż pod własnymi markami, bo są firmy ulokowane w tych rynkach – przekonywał prof. Hausner.

Hausner podkreślił, że są sektory w polskiej gospodarce, które mają wysoką wartość dodaną w eksporcie - to żywność; są też sektory, które mają bardzo niską wartość dodaną w eksporcie – to jest motoryzacja.

Andrzej Sławiński, szef Instytutu Ekonomicznego NBP zauważył, że to co cieszy to fakt, że gospodarka jest zrównoważona. Poprawa w bilansie handlowym jest wynikiem długofalowego trendu.

- My to nazywamy wynurzeniem trendu. Przyczyną tego jest zwiększający się potencjał eksportowy - mówił Sławiński. Zdaniem ekonomisty to co może niepokoić to że nasz wzrost gospodarczy brał się stąd, że firmy z zachodniej europy przenosiły produkcję do polski. Ale to co jest u nas wytwarzane idzie niemal wyłącznie na sprzedaż na rynki europejskie.

- Przy czym trzeba zwrócić uwagę, że owszem napływ inwestycji zagranicznych zwiększa produkcję w Polsce, ale usługi biznesowe, dzięki którym ta produkcja przenoszona do krajów tańszych jest możliwa, kraje rozwinięte zostawiają u siebie - zaznaczył Sławiński.

Były minister finansów dr Mirosław Gronicki zwrócił uwagę, że oszczędności w Polsce są jedne z najniższych w Europie. - Pomimo tego rozwijamy się w przyzwoitym tempie, ale nie ma możliwości, aby się rozwijać bez końca – mówił.

Gronicki podkreślił, że kraje, które osiągnęły sukces gospodarczy, jak np. Niemcy, opierały swój rozwój na generowaniu pokaźnej ilości oszczędności. - Nie ma w Polsce mechanizmów, które zachęcają do oszczędności, my się wręcz cieszymy, że gospodarstwa domowe nie oszczędzają, bo konsumują, dzięki czemu napędzają gospodarkę, ale napędzają w krótkim okresie – zaznaczył.

Gronicki zwrócił także uwagę, że kolejnym przejawem słabości polskiej gospodarki jest system edukacji, który wymaga zmian - od szkoły podstawowej do wyższych uczelni. - Bez tych zmian nie będzie szybszego rozwoju gospodarczego - zakończył.

Ekonomista Zbigniew Liptak zwrócił uwagę, że w Polsce potrzebna jest digitalizacja systemu podatkowego i wprowadzenie centralnych serwerów obsługujących system podatkowy. - W dalszym ciągu opieramy się na systemie podatkowym, w którym rządzi papier i faktura, przepływ informacji jest opóźniony i niewydolny. Wprowadzenie centralnych serwerów to wielkie wyzwanie – mówił.

Sympozja naukowe "Współczesna Gospodarka i Administracja Publiczna" to wyjazdowe spotkania odbywające się dwukrotnie w ciągu roku. Biorą w nich udział najzdolniejsi studenci kierunku Gospodarka i Administracja Publiczna na Uniwersytecie Ekonomicznym (UEK) w Krakowie, pracownicy tej uczelni, a także zaproszeni prelegenci i goście. Pomysłodawcą i gospodarzem każdej z konferencji jest prof. Jerzy Hausner, założyciel Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej UEK.

Rzeczpospolita objęła wydarzenie patronatem medialnym

Komentarz dla "Rzeczpospolitej"

Gospodarka przyspieszyła: w I kwartale PKB urosło o 3,5 proc.

Jerzy Hausner,

3,5 to jest tak jak się spodziewałem. To poziom zbliżony do potencjału. Gdyby dynamika była wyższa rodziło by to szybciej napięcia makroekonomiczne. Dla mnie to dobry sygnał. Możemy oczekiwać zwiększonej puli wydatków publicznych żeby poprawić wynik w wyborach. To może doprowadzić do zwiększenia dynamiki do poziomu 4 proc. Z tego względu tym bardziej bałbym się silniejszej dynamiki wzrostu już teraz. Nic w naszej gospodarce nie wymaga działań interwencyjnych, jedynie w poszczególnych branżach. Natomiast teraz jest czas żeby zastanowić się co zrobić dalej, jak podnieść nasz produkt potencjalny.

Mirosław Gronicki,

Już od 4-6 kwartałów mamy w Polsce wzrost między 3-3,5 proc. Jeśli oczekujemy wyraźnego ożywienia to wynik 3,5 proc. I kwartale 2015 nie napawa optymistycznie. Można się spodziewać, że dynamika popytu krajowego jest niższa niż te 3,5 proc. Deflacja napędziła nam konsumpcję lecz prawdopodobnie równocześnie wskaźniki akumulacji wypadają nieciekawie – ich dynamika nie odpowiada wzrostowi gospodarczemu.

Andrzej Sławiński: Wynik jest kontynuacją ożywienia, które w Polsce trwa od jakiegoś czasu. Zupełnie niepotrzebnie czekano 5 lat z programem QE w Europie. Gdyby ono nastąpiło nie byłoby potrzeby tak restrykcyjnej polityki fiskalnej. Bardzo ważną kwestią jest to, żeby wzrost był stabilny, dlatego trzeba zwiększyć skalę budownictwa. Jak zdążyliśmy już chyba zauważyć, czynnikiem destabilizującym gospodarki jest sprzężenie zwrotne pomiędzy wzrostem kredytów hipotecznych udzielonych przez banki a wzrostem cen domów. To w Polsce się nie dzieje. Miażdżąca większość kredyty banków to kredyty dla gospodarstw domowych, a te z kolei są w większości hipotecznymi. Musimy więc zwracać się w stronę masowego budowania mieszkań na wynajem.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA