fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prawo jest jak sztafeta - prof. Adam Opalski mówi jak został prawnikiem

Prof. Adam Opalski
Fotorzepa, Rafał Guz
Jak zostałem prawnikiem... dla „Rzeczpospolitej”: Prof. Adam Opalski z Katedry Międzynarodowego Prawa Prywatnego i Handlowego uw, radca prawny

Rz: Podobno przez „Misia" Barei prawie zrezygnował pan z kariery prawnika i tradycji rodzinnych?

Adam Opalski: Rzeczywiście pochodzę z rodziny o tradycjach prawniczych. Gdy byłem dzieckiem, moja mama była radcą prawnym w warszawskiej Wytwórni Filmów Dokumentalnych. Kręcono tam „Misia" Stanisława Barei. Do mamy przychodzili pracownicy żywcem wyjęci z filmu. Ja na czas udzielania porad uwielbiałem chować się w szafie. Po którejś z wizyt kategorycznie oświadczyłem mamie, że wiem wprawdzie, jak rozwiązać problem prawny, ale nigdy nie zostanę prawnikiem, bo to okropna praca.

Później jednak przekonałem się, że życie potrafi pisać barwne scenariusze także dla prawnika. Do dziś, kiedy oglądam „Misia", czuję klimat tego miejsca. Jest to film o silnych wątkach prawnych: rozwód i podział wspólnego majątku, prawo do dysponowania zagranicznym kontem bankowym, zniszczony paszport czy niegospodarne, słomiane inwestycje.

Czy był pan dobrym studentem?

Podczas studiów prześladowała mnie historia prawa. Nie znając jeszcze prawa współczesnego, nie umiałem logicznie powiązać jej z otaczającym światem. Moją odskocznią i pasją było wówczas pisanie programów komputerowych. Prawdziwa przygoda z prawem zaczęła się w dalszych latach studiów. Słabość do przedmiotów ścisłych ułatwiła mi jednak zrozumienie prawa spółek, gdzie umiejętności matematyczne są pomocne.

Skąd wzięło się zainteresowanie prawem spółek?

W czasie studiów udało mi się wyjechać na stypendium do Niemiec, co w połowie lat 90. było rzadkością. Żeby przetrwać, pracowałem dorywczo przy dystrybucji prasy, a prawnicze książki kupowałem w antykwariatach. Zafascynowała mnie wówczas monografia o prawie koncernowym, które w Polsce mało kto wówczas rozumiał. Książkę trzymam do dziś jako talizman. Jej pierwszym właścicielem był... koncern Thyssen Stahl. Mogę więc twierdzić, że niemiecka stal wydała pozytywne owoce nad Wisłą...

Studiował pan prawo w Stanach Zjednoczonych. Czy studia tam znacząco różnią się od polskich?

Tak. Opierają się zawsze na dialogu wykładowcy ze studentami. Bardzo ważne jest też studiowanie orzecznictwa. Studenci muszą pracować systematycznie, co na polskich uczelniach nie zawsze jest wymagane.

Jak to się stało, że został pan na uczelni?

Trudno mi było rozstać się z Uniwersytetem Warszawskim, gdzie spędziłem tak wiele lat, i zamknąć w ogródku praktyka. Bardzo przypadł mi do gustu profil mojej przyszłej katedry. Łączy ona prawo prywatne międzynarodowe i prawo handlowe. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Jest pan profesorem na Uniwersytecie Warszawskim i praktykującym prawnikiem. Lubi pan pracę dydaktyka?

Tak, lubię pracę ze studentami i doktorantami. Z kolei praca naukowa pozwala nabrać dystansu do życia. Jest jak bieg sztafetowy. Kiedyś pałeczkę trzeba będzie przekazać młodszym. Uniwersytet jest jednak magicznym miejscem, można czuć się tutaj młodym bez względu na wiek.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA