fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Oswoić bajki artystów

Rzeczpospolita
Gdy ilustrator jest pisarzem - Na świecie od blisko 40 lat autorskie książki to podstawa oferty wydawniczej dla najmłodszych. W Polsce to wciąż ewenement. Na szczęście coraz częstszy
Do księgarń trafia właśnie najnowsza bajka pierwszej damy polskiej grafiki książkowej (określenie dr. Grzegorza Leszczyńskiego, literaturoznawcy), wielokrotnie nagradzanej za ilustracje – Marii Ekier. Jej „Kocur mruży ślepia złote” jest nietypową opowiastką (pięknie wymalowaną akwarelą i złotem), ale z klasycznym happy endem. Tytułowy bohater ujawnia się powoli: pokazuje to łapę, to wąsa, jest tajemniczy. Przechodzi jednak metamorfozę – dzięki barwom otaczającego go świata zamienia się w anioła.
[srodtytul]Mamy już kilka jaskółek[/srodtytul]
„Kocur...” to typowa książka autorska – autorem tekstu, ilustracji, kompozycji strony i okładki jest jedna osoba. Jest pierwszym samodzielnym dziełem Ekier. Choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, potwierdza to jednak pozytywne zmiany na rynku książki dla dzieci.
Uparcie i z powodzeniem książki autorskie wydaje Bohdan Butenko. „Pierwszy! Drugi! Trzeci!”, „Pyś, czyli wiadukt nad chaszczami”, „Bałwanka Gapiszona”, „Gapiszon, krokodyl i...” oraz dostępna jeszcze w księgarniach „Nocna wyprawa” – to tytuły, które wyszły nie tylko spod ołówka, ale i spod pióra mistrza.
Hitami na polskim rynku są też „Jajuńciek” Pawła Pawlaka, „Smonia” Moniki Hanulak, „O wędrowaniu przy zasypianiu” Iwony Chmielewskiej, „Lila i bestia z szafy” Joanny Jung, „Świat jest dziwny” Grażki Lange, „Arcytrudny alfabet” Marty Pokorskiej czy „Pompon w rodzinie Fisiów” Joanny Olech. Również słynna „Bromba” Macieja Wojtyszki to książka autorska.
[srodtytul]Impuls z przeszłości[/srodtytul]
– Zaczynamy (wreszcie!) tworzyć książkę autorską z dwóch powodów – mówi Joanna Olech. – Impuls dały reprinty tytułów dawnych mistrzów (Stannego, Pokory). Pokazały, że warto się starać, bo prawdziwe dzieło się nie starzeje, piękna książka może cieszyć kolejne pokolenia. Po drugie, i tu będę do bólu szczera, 90 proc. tytułów proponowanych przez wydawców do zilustrowania nie zaspokaja aspiracji artystów. Taka rzemieślnicza praca, przy której nie można estetycznie poszaleć, nie przynosi frajdy. Stąd pomysły, by czasem stworzyć coś naprawdę własnego, co pokaże styl i możliwości ilustratora. Wielu decyduje się na to nawet, gdy do wydania książki trzeba w ostatecznym rozrachunku dopłacić. Poza tym na książkę autorską jest coraz większe zapotrzebowanie. Zupełnie inaczej przemawia do dzieci. Jest całościowym, spójnym dziełem, a nie tylko tekstem ozdobionym obrazkiem.
[srodtytul]Samodzielność Gapiszona[/srodtytul]
W Polsce znanymi bohaterami, których stworzył ilustrator, są Gapiszon (chłopiec w pasiastej czapce z pomponem, dziś już 40-letni!) i Kwapiszon (harcerz wkomponowany w czarno-białe fotografie polskich miast). Obaj autorstwa Butenki. Rozpoczęli żywot na łamach dwutygodnika „Miś”.
Dziś Gapiszon oczywiście się usamodzielnił – opublikowano już trzy książki z jego udziałem, niewątpliwie jednak „Misiowi” zawdzięcza swoją karierę.
– O gapiszońskich przygodach opowiadają mi często dzieciaki – przyznaje Butenko.
– Bywa, że podczas spotkań w księgarniach i bibliotekach powiedzą coś naprawdę gapiszońskiego. Ja to zapamiętuję i wykorzystuję. Nie tworzę jednak na tzw. zamówienie. Dlaczego preferuję wydania autorskie? Bo jako ilustratorowi łatwo mi porozumieć się z tekściarzem.
[srodtytul]Jajuńciek z kawiarni[/srodtytul]
Butence przytakuje Paweł Pawlak, autor „Jajuńćka”:– Na temat ostatecznego kształtu książki najłatwiej kontaktować się z samym sobą. Czuję się jak reżyser, który ma potencjometr w ręku i może decydować: ile tekstu, ile obrazu, ile ciszy, a ile krzyku, ile napięcia, ile humoru. Wszystko mogę sobie wyważyć. „Jajuńciek” powstał z powodu Wilkonia. Powiedział mi kiedyś (gdy bezskutecznie szukałem jako ilustrator pracy w Polsce, choć odnosiłem sukcesy za granicą), żebym stworzył jednolitą historię i pokazał to wydawcy. I tak zrobiłem. Pierwszy był obraz, nie słowo. Naszkicowałem zająca w kawiarni na pudełku po herbacie, a dziecko znajomych powiedziało: „O, jajuńciek!”. Potem dopisywałem mu historię. Teraz pracuję nad kolejną bajką. Będzie o słońcu i księżycu.
[srodtytul]Krokodyla wolą Francuzi[/srodtytul]
Niektórych naszych twórców książki autorskiej ciągle bardziej cenią za granicą. Monika Hanulak, autorka nagradzanej „Smoni”, po udanym debiucie kolejny tytuł – „Jak krokodyl rzekę wzbogacił” – opublikowała we Francji. – To nietypowe wydanie – mówi. – Ilustracje powstały z wycinanek i nie towarzyszy im tekst. Historię opowiada obraz. To wymaga od dziecka zupełnie innego patrzenia na bajkę. Francuzi cenią takie książki-albumy, niektóre wydawnictwa specjalizują się we wprowadzaniu na rynek bajek bez słów. W Polsce na to za wcześnie. To ciągle książki dla koneserów.
– Moje historie kupują i zamawiają Koreańczycy – mówi Iwona Chmielewska, autorka „O wędrowaniu przy zasypianiu”. – Zachwyciła ich np. moja książka „Myśl”, która ma pobudzić dzieci do rozważań o tym, co to takiego myśl. Ale w Polsce, choć szkice i projekty się podobają, podchodzi się do nich z dystansem. Moje książki są dziwne, usłyszałam kiedyś. Może dlatego, że wbrew temu, co mówię swoim studentom, pracę nad bajką zaczynam często od obrazu, a nie od tekstu.
[srodtytul]Aparat zamiast pędzla[/srodtytul]
Książką autorską może być album fotograficzny. Udowodniła to Magdalena Beyer „Szczurkiem Du”. Złożyła ją ze zdjęć swego synka i jego ulubionej maskotki – szczurka (który sfotografowany w ogrodzie i różnych miejscach domu opowiada zabawną historię). Książkę wydało specjalnie utworzone w tym celu wydawnictwo Długa Noga.
Ten przykład pokazuje, że tak naprawdę każdy może stworzyć sobie książkę autorską. Może wówczas bardziej docenimy dzieła najlepszych.
[ramka][b]Za granicą[/b]
Najbardziej znanym na świecie współczesnym twórcą książki autorskiej dla dzieci jest fińska pisarka Tove Jansson, autorka serii o Muminkach. Jansson, która była również doskonałą malarką, nie tylko opisała, ale i narysowała całą muminkową rodzinę. Sama też zaprojektowała ich błękitny dom.
Dziś międzynarodowe sukcesy odnosi niemiecki artysta Wolf Erlbruch, o którym mówi się, że tworzy albo prześmiesznie („O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę”) albo filozoficznie („Wielkie pytanie”, „Śmierć, gęś i tulipan”). Erlbruch wydawany jest na całym świecie, w Polsce przez Hokus-Pokus.
Z kolei zdaniem jurorów konkursu Bologna Ragazzi Award (odbywającego się podczas Międzynarodowych Targów Książki Dziecięcej we Włoszech) jednym z najciekawiej zapowiadających się dziś twórców jest Norweg Stian Hole. Otrzymał główną nagrodę tych targów za książkę „Garmanns sommer”.
—m.j.-l. [/ramka]
[ramka]Agnieszka Glińska - reżyser, mama 5-letniej Janki
[b]Bromba musi tak wyglądać[/b]
Niezwykłą spójność tekstu z obrazem doceniam w książkach dla starszych dzieci. Absolutnie fantastyczna jest tu Małgorzata Musierowicz, która odmalowała na kartach powieści swoich bohaterów tak, że już inaczej nie umiem ich sobie wyobrazić. Podobnego cudu dokonał rysunkiem Maciek Wojtyszko, tworząc Brombę. Nie do pomyślenia jest dziś, by Bromba mogła wyglądać inaczej. Co do wydań książek bez tekstów: raczej jestem im przeciwna. Na przykładzie swojej córki widzę, że dzieci, choć nie umieją czytać, próbują sobie wyobrazić, co kryje się w słowie. Tak więc piękna ilustracja – owszem, ale tekst też jest ważny.
—m.j.-l. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA