fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

W Rosji przemocy domowej nie ma

Paweł Astachow, zdjęcie z 2011 r. (Fot. Dmitry Rozhkov)
Wikimedia Commons
Nie ma, bo takiemu pojęciu w ogóle sprzeciwia się rzecznik praw dziecka. I nie chce, by w przemocy domowej w ogóle wspominać.

W komentarzu opublikowanym w weekend na Instagramie rosyjski rzecznik praw dziecka Paweł Astachow napisał, że "ciągłe i nadmierne używanie sformułowania >przemoc domowa< służy zastraszaniu i zombifikowaniu rodzin i rodziców".

Zdaniem znanego z konserwatywnych poglądów rzecznika "większość przemocy zdarza się w miejscach publicznych, a naszym obowiązkiem jest chronić rodzinę".

Rosja od dwóch lat nie publikuje danych o przemocy w rodzinie. W ub.r. rządowa "Rossijsakaja Gazieta" napisała, że każdego dnia ofiarami przemocy psychicznej lub fizycznej pada w Rosji 36 tys. kobiet.

Kilka dni temu rosyjskie media opisywały spotkanie Astachowa z szefem komisji Patriarchatu Rosji ds. rodziny i dizeci. Narzekał on, że często wyrażeniem "przemoc domowa" obejmuje się kary cielesne wymierzane dzieciom przez rodziców, a te nie powinny być potępiane.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA