fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Lekcja sowieckiej polityki

Łukasz Kamiński
Fotorzepa/Rafał Guz
Siedemdziesiąt lat temu Stalin pokazał Polakom, jak rozumie stosunki międzynarodowe. Warto to przypomnieć, gdy na Kremlu coraz bardziej widoczny jest neostalinowski kurs w relacjach z sąsiadami – pisze historyk, prezes IPN.

Dwudziestego siódmego marca 1945 r. w zajętej przez NKWD willi w podwarszawskim Pruszkowie pojawili się zaproszeni na rozmowy ostatni dowódca AK gen. Leopold Okulicki, wicepremier i delegat rządu na kraj Jan Stanisław Jankowski oraz przewodniczący podziemnego parlamentu Kazimierz Pużak. Stopniowo zdawali sobie sprawę, że zaproszenie było podstępem i że zostali uwięzieni.

Wszelkie wątpliwości zostały rozwiane następnego dnia, gdy samolotem wywieziono ich do Moskwy, gdzie trafili do więzienia NKWD na Łubiance. Również 28 marca w pułapkę wpadła pozostała część polskiej delegacji.

Aby zrozumieć, w jaki sposób przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego znaleźli się w rękach Sowietów, musimy cofnąć się o kilka tygodni.

W cieniu Jałty

W lutym 1945 r. podczas konferencji w Jałcie Churchill, Roosevelt i Stalin zdecydowali o dalszych losach Polski. Wielka trójka uzgodniła, że Polska utraci połowę przedwojennego terytorium na rzecz Związku Sowieckiego, w zamian za co obiecano „istotne powiększenie terytorium na północy i zachodzie". Komunistyczny Rząd Tymczasowy miał stać się podstawą dla utworzenia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Nadzieję mogła wzbudzać obietnica wolnych wyborów, do których jednak nigdy nie doszło.

Reakcja polskich władz na uchodźstwie była jednoznaczna. Rząd przyjął oświadczenie, w którym odrzucił ustalenia jałtańskie jako gwałcące zasady zawartych sojuszy, a także postanowienia Karty Atlantyckiej. Ten podstawowy dokument koalicji antyhitlerowskiej przewidywał między innymi, że skutkiem wojny nie mogą być zmiany granic podjęte bez zgody zainteresowanych państw. Postanowienia konferencji jałtańskiej w kwestii granicy wschodniej nazwano „nowym rozbiorem Polski, tym razem dokonanym przez sojuszników".

Protest przeciwko decyzjom wielkiej trójki jako narzucającym Polsce „nowe niezmiernie ciężkie i krzywdzące ofiary" ogłosiły także władze państwa podziemnego. Jednocześnie Rada Jedności Narodowej stwierdziła, że jest „zmuszona zastosować się do nich". Skupieni w tej formie podziemnego parlamentu przedstawiciele głównych sił politycznych uznali, że w sytuacji kraju znajdującego się i tak pod sowiecką kontrolą postanowienia jałtańskie stwarzają możliwość „ratowania niepodległości Polski", uniknięcia dalszych strat i prowadzenia w przyszłości „samodzielnej polityki polskiej".

W imieniu Polski podziemnej RJN zgłosiła gotowość do negocjacji nad utworzeniem nowego rządu. Stalin nie zamierzał jednak dopuścić do udziału w rozmowach przedstawicieli polskiego podziemia.

„Zaproszenie" gen. Sierowa

Na przełomie lutego i marca 1945 r. w Moskwie zapadła decyzja o uwięzieniu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Jej wykonanie Ławrientij Beria powierzył jednemu ze swoich zastępców, operującemu na ziemiach polskich gen. Iwanowi Sierowowi. Początkowo operacja nie przynosiła większych sukcesów, aresztowano jedynie jednego z liderów Stronnictwa Narodowego Aleksandra Zwierzyńskiego.

W tej sytuacji Sierow zdecydował się na przeprowadzenie typowej czekistowskiej prowokacji. Do wicepremiera Jankowskiego i gen. Okulickiego wystosowano list z zaproszeniem na rozmowy z przedstawicielem władz sowieckich, rzekomym „generałem Iwanowem". Polakom złożono nie tylko gwarancje bezpieczeństwa, ale obiecano także możliwość kontaktu z władzami Rzeczypospolitej w Londynie.

Przywódcy polskiego podziemia zdawali sobie sprawę, że zaproszenie może być pułapką. Ich obawy osłabiał jednak fakt, że wstępne rozmowy z przedstawicielami sowieckimi nie zakończyły się represjami. Uznawali ponadto, że ich stawiennictwa na negocjacje wymaga polska racja stanu. W ten sposób w rękach NKWD znaleźli się, obok delegata rządu, dowódcy AK i przewodniczącego RJN, także liderzy ugrupowań politycznych.

Proces moskiewski

O przygotowaniach do rozmów informowano władze polskie w Londynie. Już po kilku dniach od uprowadzenia szesnastu Polska Agencja Telegraficzna wydała komunikat o ich zaginięciu. Informowano w nim o sowieckim zaproszeniu, rozpoczęciu rozmów, składzie polskiej delegacji i braku wieści o jej losie po 28 marca.

Władze sowieckie początkowo twierdziły, że nic nie wiedzą o losie zaginionych. Dopiero podczas konferencji założycielskiej ONZ w San Francisco Wiaczesław Mołotow, szef sowieckiej dyplomacji, mimochodem stwierdził, że zostali oni aresztowani za „działalność dywersyjną". Dwa tygodnie później głos zabrał sam Stalin: „Panowie ci zostali aresztowani na mocy ustawy o ochronie Armii Czerwonej przed dywersantami, analogicznej z ustawą angielską o ochronie państwa".

Protesty złożone przez amerykańskiego i brytyjskiego ambasadora w Moskwie pozostały bez echa. Jedynym „ustępstwem" Stalina było ostateczne dopuszczenie do rozmów o utworzeniu TRJN Stanisława Mikołajczyka, jedynego realnie niezależnego ich uczestnika. Sowiecki dyktator zadbał jednak o odpowiednią „oprawę" tych negocjacji.

Równolegle do rozmów o powołaniu nowego rządu toczył się proces szesnastu uprowadzonych przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Był to klasyczny sowiecki proces pokazowy. Służył on przede wszystkim propagandzie. Taki też cel miały postawione w akcie oskarżenia zarzuty. Związane były one zarówno z działalnością AK, jak i rzekomymi zamiarami współpracy z Niemcami.

Celem procesu były nie tylko poniżenie bohaterów polskiego ruchu oporu i próba stworzenia fałszywego obrazu polskiego podziemia. Stalin zmusił także Zachód i Mikołajczyka do faktycznego uznania upokarzających zarzutów i wyparcia się własnych sojuszników. W przypadku byłego premiera byli to niedawni podwładni.

Wyrok ogłoszono w tym samym dniu, w którym zakomunikowano o powstaniu TRJN. Kary, jak na warunki sowieckie, były umiarkowane – do dziesięciu lat więzienia, trzy osoby uniewinniono. Gen. Okulicki, wicepremier Jankowski i minister Stanisław Jasiukowicz nigdy nie powrócili jednak do kraju, zmarli w więzieniu w do dziś niewyjaśnionych w pełni okolicznościach.

Wydawać by się mogło, że losy szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego stanowią już zamknięty rozdział tragicznych dziejów Polski w XX wieku. Tymczasem kilka tygodni temu rosyjska federalna agencja archiwalna Rosarchiw opublikowała w internecie spreparowany zbiór dokumentów archiwalnych. Publikacja ta ma rzekomo dowodzić, że Armia Krajowa mordowała czerwonoarmistów (a nie walczyła z nimi w samoobronie), a także że de facto była sojusznikiem Niemców. Są to zarzuty żywcem przeniesione nie tylko z sowieckiej propagandy z 1945 r., ale wręcz z aktu oskarżenia przywódców Polski podziemnej. Co więcej, część z zaprezentowanych dokumentów była sporządzona właśnie na potrzeby procesu!

Stare klisze

Publikacji towarzyszył wywiad z szefem Rosarchiwu Andrijem Artizowem zamieszczony w rządowej „Rossijskiej Gaziecie". Już jego tytuł był symptomatyczny – „Strzał w plecy", podczas gdy prokurator w czerwcu 1945 r. używał sformułowania „cios w plecy". Niestety nie można tych działań traktować jako naturalnego sporu o historię i jej interpretację. Powrót do starych klisz stalinowskiej propagandy ma konkretne współczesne cele. Służy nie tylko legitymizacji dawnych sowieckich roszczeń do kontroli nad Europą Środkową, lecz także do uzasadniania dzisiejszych aspiracji i działań Rosji. Jest też w jakimś stopniu działaniem odwetowym za polskie wsparcie dla Ukrainy.

Tym bardziej warto pamiętać o lekcji, jakiej światu udzielił w 1945 r. Józef Stalin. Wykorzystując słabe strony zachodnich przywódców, zdołał on w Jałcie narzucić im swoje propozycje w kwestii przyszłości Polski. Następnie wyeliminował potencjalnych uczestników rozmów o utworzeniu nowego rządu, po czym zmusił świat do przyjęcia kłamstw na ich temat. Jedynego realnego partnera negocjacji, Stanisława Mikołajczyka, skłonił do upokarzającego wyparcia się dawnych podwładnych. Wszystko to osiągnął, wygrywając dwie karty – militarną kontrolę nad polskim terytorium oraz pragnienie świata do choćby przejściowego ustabilizowania sytuacji i uniknięcia kolejnej konfrontacji. Cała operacja przyniosła Sowietom ponad czterdzieści lat kontroli nad Polską i całym regionem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA