fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Plagiat: Pharrell Williams ma zapłacić odszkodowanie za przebój roku

Pharrell Williams (w środku) zapowiada drugi, światowy koncert Live Earth na czerwiec.
AFP

W połowie marca w Stanach Zjednoczonych zapadł bardzo ważny i kontrowersyjny wyrok w sprawie plagiatu. Dotyczył on przeboju roku 2013 r., piosenki „Blurred Lines" autorstwa Robina Thicke i Pharrella Williamsa. Amerykański sąd orzekł, że Thicke i Williams muszą zapłacić 4 mln dol. odszkodowania za naruszenie praw autorskich Marvina Gaye'a do piosenki „Got to Give It Up" oraz podzielić się z rodziną nieżyjącego już Gaye'a zyskami (Thicke 1,8 mln dol., a Williams 1,6 mln dol.). W sumie 7,4 mln dol. Ogromna kwota.

Mogłoby się wydawać, że i naruszenie jest wyraźne. Ale są wątpliwości. Rzeczywiście, piosenki są podobne. Analogie można znaleźć w linii basu: podobny jest rytm oraz wznoszące się i opadające pochody dźwięków. Najwyraźniejsze jest jednak podobieństwo zestawienia basu z podobnie brzmiącymi instrumentami perkusyjnymi oraz głosem męskim (szczególnie tam, gdzie Thicke, podobnie jak Gaye, śpiewa bardzo wysoko), czyli faktury oraz brzmienia utworu. Te elementy nie były dotychczas uznawane za chronione przez prawo autorskie.

Charakterystyczny rytm jest zazwyczaj bardzo ważną cechą każdego gatunku muzycznego (formy). Tak samo wybrane barwy instrumentów, głosów lub syntetycznych brzmień.

Orzeczenie amerykańskiego sądu prowadzi do kontrowersyjnego wniosku, że za plagiat należałoby uznać każdy utwór, który kopiuje styl innego utworu i przeznaczony został na podobny skład wykonawczy. To zaś prowadzi do stwierdzenia, że ochroną prawa autorskiego objęte są styl, kolorystyka oraz faktura utworu muzycznego, które składają się, najogólniej mówiąc, na jego brzmienie. Co prawda amerykańskie prawo autorskie, jak polskie, nie wskazuje dokładnie, które elementy utworu muzycznego są chronione, ale do tej pory pod uwagę brany był przebieg melodii piosenki, jej tekst, oraz przebieg akompaniamentu.

Czy zatem brzmienie utworu powinno być chronione? To zagadnienie bardzo ciekawe, ponieważ zarówno do U.S. Copyright Office, jak i do polskiego ZAiKS nie zgłasza się nagrań piosenek, tylko zapis nutowy melodii oraz akompaniamentu (wyciąg fortepianowy albo partyturę) z tekstem. Zgłoszenie nie obejmuje zatem konkretnego brzmienia utworu, jedynie ustalone przebiegi melodii i współbrzmień, niekiedy wskazanie składu wykonawczego. W opisywanej sprawie miało to także znaczenie, bo na podstawie decyzji sędziego spadkobiercom Marvina Gaye'a nie pozwolono przedstawić przysięgłym nagrania piosenki „Got to Give It Up", argumentując, że jego prawa autorskie ograniczają się do wersji zgłoszonego do U.S. Copyright Office zapisu nutowego. Ośmiu przysięgłych miało podjąć decyzję jedynie na podstawie tego zapisu. Sędzia ostatecznie pozwolił na wysłuchanie tej okrojonej wersji piosenki.

Bardzo ważną okolicznością jest, że o tym, czy doszło do plagiatu, nie rozstrzygał sędzia, ale ława przysięgłych, czyli zwykli obywatele kierujący się raczej własnym poczuciem sprawiedliwości niż literą prawa. To do nich zwracali się prawnicy reprezentujący obie strony.

W mediach amerykańskich podkreśla się wyjątkowość tej sprawy także w tym aspekcie. Wskazuje się, że prawie wszystkie takie sprawy załatwiane są poza sądem, a zainteresowani unikają procesu, który zawsze wiąże się z ryzykiem. Magazyn „Billboard" cytuje wydawcę muzycznego, który ostrzega „Gdy oddajesz sprawę do rozstrzygnięcia ławie przysięgłych, nie masz pewności, co oni zrozumieją i wyciągną z zeznań. Możesz zebrać godziny zeznań muzykologów, a na koniec i tak nikt nie będzie wiedział, która strona jest górą".

Prawnik Gaye'ów, Richard Busch, sprytnie ustawił przysięgłych w mowie otwierającej, podważając wiarygodność muzyków: „Będą się do was uśmiechali i będą czarujący. Pamiętajcie: oni są profesjonalnymi performerami" (cytaty za „The Hollywood Reporter"). Przedstawił także opinię dwóch muzykologów, którzy opierając się na zapisie nutowym, okrojonym wykonaniu piosenki Gaye'a i fragmentach nagrania „Blurred Lines", wskazywali na podobieństwa w utworach. Podważał też wiarygodność Thicke'a, który najpierw w wywiadach twierdził, że „Got to Give It Up" to jedna z jego ulubionych piosenek, oraz że powiedział Williamsowi, by napisał piosenkę z tym samym „groove", a potem zeznawał, że tych słów nie należy brać poważnie, bo był wtedy pod wpływem Vicodinu i alkoholu.

Prawnik muzyków Howard King wskazywał przysięgłym: „Mamy zamiar pokazać wam to, co już wiecie: że nikt nie jest właścicielem gatunku albo stylu czy groove'u. Inspirowanie się Marvinem Gaye'em to zacna rzecz". On także powołał biegłych analizujących różnice oraz podobieństwa utworów. Thicke podczas zeznań wykonał składankę spornego utworu oraz piosenki U2, Michaela Jacksona i The Beatles, by pokazać, jak łatwo przedstawić różne piosenki jako brzmiące podobnie. Na próżno.

Warto podkreślić, że podobieństwa dotyczyły przede wszystkim brzmienia. Tym bardziej dziwi, że przysięgli, opierając się właściwie tylko na opinii muzykologów i zeznaniach stron, zdecydowali, że Thicke i Williams nieumyślnie naruszyli prawa Gaye'a. Widocznie prawnik spadkobierców miał większy dar przekonywania...

Wyrok może stać się niebezpiecznym precedensem w USA. Wydawca cytowany przez Billboard słusznie wskazuje: „Teraz orzeczenie przeciwko Thicke i Williamsowi może zainspirować do pozywania na podstawie gatunku i nastroju, a nie piosenki – takiej, jaka została napisana".

Nie można odmówić temu spostrzeżeniu słuszności. Jednakże opisana sprawa jest z pewnością także świetną inspiracją i materiałem do rozważań nad zasadnością ochrony brzmienia utworu jako elementu chronionego przez prawo autorskie.

Autorka jest prawnikiem, dyrygentem chóralnym, wykładowcą na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Prowadzi blog: prawomuzyki

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA