Literatura

Komiks Za żelazną kurtyną

Andrzej Klimowski, Danusia Schejbal, Za żelazną kurtyną, Timof Comics, Warszawa 2015
Rzeczpospolita
„Za żelazną kurtyną” to obraz PRL kreślony z perspektywy londyńczyków polskiego pochodzenia.

Andrzej Klimowski, wybitny grafik, ilustrator, plakacista, do niedawna pedagog w słynnym Royal College of Art, i jego żona Danusia Schejbal, malarka i scenografka, to z urodzenia i zamieszkania londyńczycy, lecz poznali się w kraju przodków. Mają na koncie kilka komiksów, w tym „Mistrza i Małgorzatę" według Bułhakowa i „Robota" opartego na powieści Lema. Tym razem opowiedzieli swoją historię z czasów, gdy uczyli się w Warszawie.

Uwielbiam komiksy autobiograficzne, jako że w sposób szczególny pokazują, wręcz obnażają główne postaci. Już sam charakter rysunku wiele mówi o autorze. Do tego forma zapisu, wybór wątków, rozmieszczenie dialogów – to kopalnia informacji.

Klimowscy sportretowali siebie bez nadmiernej dbałości o realizm, ale na tyle wiernie, że są łatwo rozpoznawalni (album zamyka seria fotek z domowego albumu, można z nimi porównać rysunki). Bez trudu daje się też rozróżnić znane postaci Henryka Tomaszewskiego czy Józefa Szajny.

Podoba mi się oszczędne, ale zawsze znaczące użycie koloru w biało-czarno-szarych kadrach. Są też „cytaty" z rzeczywistości: certyfikat Danusi, że uczęszczała na zajęcia u Szajny; reprodukcje zaprojektowanych przez nią kostiumów i plakatów Andrzeja. Widać, że autorzy na nowo przeżywali przeszłość. Przypominali sobie sytuacje – sympatyczne, przykre, upokarzające – które utkwiły im w pamięci z racji swej odmienności od tego, do czego przywykli w Anglii.

W 1973 roku, zaraz po ślubie, udali się pociągiem do Warszawy. Danusia wybrała podyplomowe studia scenograficzne u Józefa Szajny; Andrzej zapisał się na plakat do Henryka Tomaszewskiego, do którego ciągnęli adepci grafiki z całej Europy. Była epoka Gierka, mała stabilizacja, ale w sklepach słabo, za to w kulturze – bogato. Ten ostatni aspekt sprawił, że postanowili pomieszkać w Warszawie. Ich chlebem powszednim stały się często zmieniane mieszkania, kłopoty z zaopatrzeniem, drobni dewizowi naciągacze, ale jednocześnie – koleżeńskie spotkania z twórcami najwyższej miary, niezapomniane wydarzenia artystyczne oraz zwykłe imprezy z morzem wódki (bez zakąski).

Trwali w nieustannym zdziwieniu: że można żyć tak trudno, zarazem tak godnie, bez rywalizacji i gonitwy za pieniądzem. To ich ujęło, zatrzymało w Polsce na osiem lat. Ostatni raz on odwiedził PRL sam, w grudniu 1981 roku. Stan wojenny zastał go na prywatce u przyjaciół. Ostatni kadr „Za żelazną kurtyną" to samolot odlatujący w stronę Londynu. Na długo, do lat 90., ale to już inna historia.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL