Film

Barbara Hollender poleca nowości DVD

Barbara Hollender
Fotorzepa/W. Kompała
Z bardzo bogatej oferty wybrałam teraz trzy tytuły. „Bogów" nie muszę pewnie polecać.

Opowieść o trzech latach z życia profesora Religi to film artystyczny, a jednocześnie trafiający do widzów. Jeśli ktoś nie obejrzał go w kinie, musi to teraz zrobić. Jeśli widział - może zechce go sobie przypomnieć i zachować na własnej półce w domu. Poza tym Proponuję dwóch klasyków - bardzo różnych, ale tak samo interesujących. „Klub Jimmiego" Kena Loacha to jak zapowiada reżyser , jego ostatni film fabularny o tak dużym rozmachu. „Mapa gwiazd" Davida Cronenberga przynosi ostre spojrzenie na współczesny Hollywood.

Bogowie, reż. Łukasz Palkowski

Wyd. Agora SA

To najbardziej utytułowany polski film ubiegłego roku. Podczas ostatniego festiwalu w Gdyni zdobył Złote Lwy dla najlepszego filmu roku i sześć innych statuetek. Po gali wręczenia Polskich Nagród Filmowych wzbogacił się o kolejne trofea, m.in. te najważniejsze Orły - dla najlepszego filmu i od publiczności. Ta zresztą dopisała, „Bogowie" byli najchętniej oglądanym tytułem roku 2014. Zgromadzili 2,2 mln widzów.

Reżyser Łukasz Palkowski opowiedział o Zbigniewie Relidze, kardiochirurgu, który w latach 80. ub. wieku przeprowadził pierwsze w Polsce transplantacje serca. Dziś pamiętamy go głównie jako starszego pana, z włosami przyprószonymi siwizną. Polityka, senatora, ministra zdrowia w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. W „Bogach" Palkowski i scenarzysta Krzysztof Rak opowiedzieli o trzech latach z życia Religi, jeszcze czterdziestokilkuletniego lekarza, który chciał ratować życie ludzkie wtedy, gdy nadzieja już umierała. To portret człowieka, który rzucił wyzwanie Bogu, ale też nierychliwemu systemowi. W czasach stanu wojennego, antyszambrując w partyjnych i rządowych korytarzach budował klinikę w Zabrzu.

„Bogowie" są filmem o pasji, pokonywaniu inercji i cenie, jaką trzeba za to zapłacić. Ale i o spełnianiu marzeń i sukcesie, tak rzadko w naszych produkcjach spotykanym poza komediami romantycznymi.

Film jest perfekcyjnie zrealizowany, reżyser chwile napięcia rozładowuje humorem, a Tomasz Kot rolą Religi udowadnia, że należy do czołówki polskich aktorów.

Klub Jimmiego

Wyd. Best Film

Jeśli zbliżający się do osiemdziesiątki Loach nie kłamie, że to jego ostatni film o takim rozmachu, to dobrze wybrał temat. „Jimmy's Hall" jest opowieścią, która mogłaby być kontynuacją jego „Wiatru buszującego w jęczmieniu", o wojnie domowej, która toczyła się w Irlandii w latach dwudziestych XX wieku. To prawdziwa historia Jamesa Graltona — komunisty, Irlandczyka, który został deportowany z własnego kraju.

Na początku lat 30., w Effrinagh, w prowincji Leitrim, założył con oś, co przypominało dzisiejsze domy kultury. W klubie Jimmiego odbywały się spotkania poetyckie, zajęcia chóru i zabawy taneczne. Wkrótce też dyskusje polityczne. Gdy na prośbę aktywistów z IRA, Gralton wsparł rodzinę wyrzuconą z domu przez właściciela ziemskiego, po proteście kościoła i miejscowych notabli został aresztowany, a następnie wsadzony na statek płynący do Ameryki i pozbawiony prawa powrotu.

Loach, jak to ma w zwyczaju, pokazuje nierówności społeczne i ciemiężenie tych, którzy znajdują się na niższych szczeblach społecznej drabiny. Ale nie robi tego nachalnie. Z właściwą sobie szlachetnością przypomina, czym są godność, solidarność, wierność własnym przekonaniom. I nie moralizuje. Portretuje ludzi, którzy wiele w życiu stracili. Gralton po powrocie do wioski z pierwszego wyjazdu do Ameryki spotyka dawną miłość, ale kobieta jest już żoną innego mężczyzny. Nie przestała go kochać, jednak życie potoczyło się dalej. Gralton zna cenę, jaką trzeba zapłacić czasem za przekonania, a jednak znów podejmuje ryzyko. Staje po stronie słabych.

„Typowy Loach: ludzki, pełen pasji, empatii, energii i życia" — napisał krytyk „Guardiana". „Jimmy's Hall" jest godnym pożegnaniem mistrza z dużymi produkcjami.

„Mapy gwiazd", reż. David Cronneberg

Wyd. Monolith Video

David Cronenberg nie ma dla Hollywoodu litości. Pokazuje jego pustkę, głupotę, płytkość. Bohaterowie „Map gwiazd" żyją w nieustannej presji, gonieni przez własne ambicje i oczekiwania innych. W tej szarpaninie są postaciami tragicznymi. Agatha wraca do Los Angeles po długiej nieobecności, próbuje zbliżyć się do rodziny która kiedyś się jej wyrzekła. Pracuje dla starzejącej się aktorki, Havany, która marzy, by znów wejść na szczyty sławy, odzyskać utraconą pozycję, a przede wszystkim dorównać legendzie nieżyjącej już własnej matki.

Ojciec Agathy jest znanym hollywoodzkim psychoanalitykiem, matka poświęca się głównie promowaniu 13-letniego syna, z którego chce uczynić gwiazdora. Zresztą w tym mieście gwiazdami chcą zostać wszyscy, a każda metoda jest dobra. Młody kierowca limuzyny próbuje nawiązać romans z Havaną licząc, że to zbliży go do kariery.

W „Mapach gwiazd" Hollywood jest miejscem pełnym niepewności, nerwowych załamań, strachu, zakłamania, rozpaczy. I bezlitosnej, wykańczającej walki o byt. A właściwie o sukces, bo tylko on oznacza życie. Anonimowość w w Hollywood to powolne konanie. Ludzie walczą tu o zaistnienie, potem o chwile sławy, wreszcie o utrzymanie się na szczycie. Wszystko inne przestaje się liczyć. W tym świecie nawet rodzina przestała być azylem. Cronenberg mówi o rozpadzie relacji między najbliższymi, o bezwzględności i braku miłości, o zagubieniu ludzi zaprogramowanych wyłącznie na osiąganie sukcesu, bo luksusowe wnętrza i bajońskie honoraria nie zapewniają bezpieczeństwa i spokoju. Mocne, niepokojące kino.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL