fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Arkady Fiedler. Człowiek lasu i namiotu

W kraju szczerzy zęby Bierut, na Jukatanie – bogowie... Arkady Fiedler w Meksyku, rok 1948
Z archiwum Muzeum Arkadego Fiedlera
Był jednym z najbardziej znanych polskich podróżników. Porzucił spokojny żywot mieszczanina, by dotrzeć w najdalsze zakątki świata. Zakłócił sen przedwojennych elit o koloniach, by kilka lat później zbudować inny mit: nieustraszonych polskich lotników. W marcu minęła 30. rocznica śmierci Arkadego Fiedlera.

Rzeczpospolita:  W jaki sposób pakował się panów ojciec? Był uporządkowanym chaotyczny, sam pamiętał o wszystkim, a może potrzebował pomocy?

Arkady Radosław Fiedler
: Pakował się sam, ale to szczegół przecież. Znacznie ważniejsze były przygotowania merytoryczne. Trwały minimum rok. Ojciec mnóstwo czytał o krajach, do których się wybierał, i to czytał w kilku językach – znał niemiecki, angielski, hiszpański. Wypełniał notatkami kolejne zeszyty. To były naprawdę wnikliwe studia. Ojciec odbył przeszło 30 dużych podróży. Był pod tym względem bardzo doświadczony. Tymczasem przed każdą kolejną wyprawą bardzo się przejmował. Tak, jakby to był pierwszy i najważniejszy wyjazd w jego życiu.

Reisefieber?

Marek Fiedler:
Tak, właśnie reisefieber. Ojca trawiła gorączka podróży, a jednocześnie rozpierała go energia. Pamiętam taką sytuację, bardzo znamienną. Bodaj w 1957 roku ojciec wybierał się do Indochin. Klimat tam dla Europejczyka paskudny: duszn...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA