Muzyka

Polak najlepiej wyznaje miłość po francusku

Piotr Beczała, "French Collection", CD, Deutsche Grammophon, 2015
Rzeczpospolita
Nowa płyta Piotra Beczały nie jest wbrew pozorom składanką efektownych numerów. To kolekcja rzadko pokazywanych klejnotów.

Z tuzina arii, jakie nagrał Piotr Beczała, przeciętny bywalec teatrów operowych w Polsce zna dwa, trzy klasyczne hity z „Carmen" czy „Fausta" i może jeszcze Verdiowskiego „Don Carlosa", choć ta opera zgodnie z tytułem płyty jest tu prezentowana w wersji francuskiej. Ta zaś nigdy w Polsce nie została wystawiona.

Przez lata na żadnej naszej scenie nie można było też obejrzeć „Manon" i „Cyda" Masseneta lub „Romea i Julii" Gounoda. Pozostałe tytuły, jak choćby „Biała dama" Boieldieu, są jeszcze bardziej egzotyczne.

Bardzo wielu Polaków – również tych niechodzących do opery – interesuje się jednak przebiegiem zagranicznej kariery Piotra Beczały. Tym bardziej więc powinni oni sięgnąć po tę płytę. Pokazuje ona bowiem polskiego tenora w muzycznych wcieleniach, które w niemałym stopniu przyniosły mu nieprawdopodobny sukces.

Faust, Romeo, des Grieux z „Manon" i Werther z innej opery Masseneta – to są jego role wizytówki. Dzięki nim zyskał opinię najwybitniejszego obecnie tenora lirycznego.

Jeśli ktoś chce się zatem dowiedzieć, kim jest on dziś w operowym świecie, niech słucha tych nagrań. Nie ma zaś szans, by ujrzeć go w którymś z wcieleń na polskiej scenie.

XIX-wieczna opera francuska była czymś odrębnym na tle tego, co tworzyli włoscy mistrzowie z Verdim na czele czy Niemcy. Utwory komponowane przez Berlioza, Masseneta lub Gounoda opierały się na długich frazach, subtelnych wyznaniach, choć tym dziełom nie brakuje dramatyzmu. Nie ma natomiast w nich tanich efektów i wokalnych popisów, w których tak lubują się Włosi.

Paryż stał się w połowie XIX w. operową stolicą Europy, a tej sztuce stosowną oprawę zapewnił cesarz Napoleon III, dzięki któremu powstał w sercu miasta monumentalny Palais Garnier. I choć dziś popularność opery francuskiej nieco przybladła, wciąż jest obecna w świecie. U nas, niestety, nie.

Piotr Beczała doskonale czuje się w takim repertuarze, potrafi wydobyć z niego niuanse, jakich nie wyczuwają inni śpiewacy. Przykładem jest choćby najpopularniejszy fragment umieszczony na tej płycie: słynna „Aria z kwiatkiem" z „Carmen". Kiedy efektowny górny dźwięk wieńczący wyznanie Don Josego tenorzy wyśpiewują siłowo lub wręcz przeciwnie – falsetem, on stosuje delikatne i nieprawdopodobnie długie piano, nadając arii charakter intymnego wyznania.

W recenzjach albumu francuscy krytycy piszą o interpretacjach Polaka, że są wzorcowe. A im chyba można wierzyć. Nam zaś pozostaje czekać na spotkanie z Piotrem Beczałą na żywo. Jest na to szansa w czerwcu – podczas specjalnego koncertu na dziedzińcu zamku na Wawelu.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL