W sieci opinii

Rafał Tomański: Kilka słów krytyki

Rafał Tomański
Fotorzepa
Niedawno Japonię odwiedziła niemiecka kanclerz. Przekonywała do poważnych rozliczeń z własną przeszłością, szczególnie w tak ważnym dla Japonii roku.

W sierpniu minie dla Japonii 70 lat od zakończenia wojny. Przez cały ten czas narody poszkodowane przez cesarskiego okupanta nie doczekały się oficjalnych przeprosin ze strony Tokio, takich, które ustanowiłyby jasną granicę tego, co stało się kiedyś i tego, że obecny kraj zdaje sobie sprawę z wagi swojej historii.

Nad nowym tekstem oświadczenia, które ma zawierać jakiś nowy, jeszcze nie zdefiniowany w konkretny sposób element zadośćuczynienia interesom Chin, Korei Południowej i pozostałych państw, które okupowała Japonia, pracują ludzie dobrani przez premiera Shinzo Abe. Przed kilkoma dniami szef japońskiego rządu miał okazję usłyszeć od swojej niemieckiej odpowiedniczki kilka wskazówek odnośnie kursu, który powinno się obrać by choć w części powetować innym zadawnione krzywdy.

Ważna wizyta

Angela Merkel zachęcała Abe do przeprosin bezkompromisowych utrzymanych w duchu niemieckiego odcięcia się od hitlerowskich czasów. Po tych radach MSZ w Tokio zaprotestował przyznając, że realia japońskie diametralnie różnią się od tych zza naszej zachodniej granicy i że geopolityka obu regionów nie może zostać w jakikolwiek sposób porównana. Koncepcja korzystania z doświadczeń Niemiec upadła równie szybko, jak i się pojawiła. Swój głos w dyskusji zabrał także japoński noblista, pisarz Kenzaburo Oe.

Nagrodę w dziedzinie literatury odebrał w 1994 roku jako drugi i ostatni na razie w historii Japończyk. 21 lat po tym największym dla pisarza wyróżnieniu celem Oe jest, jak sam mówi, budowanie świata pozbawionego energii nuklearnej. Osiemdziesięciolatek nie chce zostawiać kwestii elektrowni i radioaktywnego skażenia kolejnym pokoleniom. Nalega, by teraz, w dzisiejszych czasach wziąć za nie odpowiedzialność i w skuteczny sposób od atomu odejść.

Oe wielokrotnie wspierał ruchy krytykujące powrót do energii atomowej w Japonii. Po wizycie niemieckiej kanclerz pisarz wskazuje Niemcy jako wzór dla swojego kraju. Wydarzenia z Fukushimy sprawiły, że rząd Merkel zdecydował się na stopniowe wygaszanie elektrowni do całkowitego zrezygnowania z tego źródła energii w ciągu najbliższych 7 lat. Z kolei 2015 rok ma dla Japonii przynieść co najmniej dwa restarty dwóch ośrodków atomowych, a to według Oe jest kompletnie chybiona strategia.

Mocne słowa

Premier Abe nie dawał się przekonać pani kanclerz. Według niego Japonia cały czas potrzebuje atomu jako stabilnego źródła energii, a o kolejnych wypadkach nie może być mowy, ponieważ zadbają o to wypracowane na nowo oraz zaostrzone po Fukushimie standardy bezpieczeństwa. Według pisarza między obojgiem przywódców widać było na tym przykładzie ogromne różnice. Oe nazwał je symbolicznymi, podkreślał fakt, że Japończycy od zawsze mają tendencję do trwania przy własnych, skostniałych i nieprzystających do rzeczywistości zasadach. Nawet gdy wszystko się zmienia, a dotychczasowy porządek przynosi atomowy kryzys, nie zmienia się nic, ponieważ nikt nie ma do tego wystarczająco dużo odwagi.

Na tle tych wydarzeń i wizyty, do której doszło w Japonii, warto wspomnieć o innej wizycie, która ma wydarzyć się po drugiej stronie globu. Na Krym wybiera się właśnie jeden z byłych japońskich premierów (w ostatnich latach szefowie rządu zmieniali się prawie co roku), Yukio Hatoyama. Celem dość egzotycznych odwiedzin ma być chęć poznania przez Hatoyamę prawdziwego obrazu warunków życia mieszkańców przyłączonych blisko rok temu do Rosji.

Tokijski MSZ robi, co może i poprzez swojego ministra, Fumio Kishidę (tego samego, który krytykował wspominane rady kanclerz Merkel) stara się zapobiec całemu zajściu. Wizyta byłego ważnego polityka z Japonii na terenie zagarniętym wbrew prawu przez Rosję może bowiem dać prezydentowi Putinowi dowód na to, że nie wszyscy na świecie są przeciwko niemu. Być może w przyszłości podróż Hatoyamy zostałaby potraktowana jako ciche poparcie ze strony Japonii i ukłon szacunku wobec Kremla.

Problem na horyzoncie

O sprawie wiadomo od ubiegłego piątku, opinia publiczna czeka z zapartym tchem na rezultat działań dyplomatycznych, a były premier nic sobie nie robi z dosięgającej go krytyki. Jest bogatym człowiekiem, lubi podróże, nie stawia już dyplomacji na pierwszym miejscu, dlatego nie widzi powodu, dla którego miałby rezygnować z planu wyprawy na Krym. Jako szef japońskiego rządu doprowadził do historycznego sukcesu swoją opozycyjną partię DPJ, jednak jego kadencję cechował chaos i sporo nieporozumień. Oficjalnym powodem złożenia dymisji było niedotrzymanie obietnicy o usunięciu amerykańskiej bazy wojskowej z Okinawy, którą Hatoyama złożył wyborcom.

Może jednak tym razem były premier naprawdę chce zaspokoić swoją ciekawość zmieniającego się świata i być może także wspomnieć mieszkańcom Krymu, że gdyby mieli czas i możliwości, będą go mogli zobaczyć w przyszłości na scenie tokijskiego teatru. Hatoyama w styczniu debiutował w jednym z musicali w roli kobiety.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL