Unia Europejska

Rodzi się eurożołnierz

Francuscy i polscy żołnierze ćwiczyli razem na manewrach NATO w 2013 r. w Polsce i państwach bałtyckich. Na zdjęciu pułkownik Marc Caudrillier i generał Andrzej Tuz
SFJZ13
Do tej pory Londyn skutecznie blokował próby budowy europejskiej armii. Ale teraz może mu się to nie udać.

Reakcja Wielkiej Brytanii na pomysł przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera budowy unijnych sił zbrojnych była natychmiastowa i twarda.

– Nasze stanowisko jest jasne: obrona należy do narodowych, a nie europejskich, kompetencji. Nie ma możliwości, aby to się zmieniło, aby powstała europejska armia – oświadczył rzecznik premiera Davida Camerona.

– Juncker żyje w jakimś bajkowym świecie. Jeśli nasze kraje staną przed poważnym zagrożeniem, na kim będą polegać: na NATO czy Unii? Odpowiedź jest oczywista – dodał eurodeputowany torysów Geoffrey Van Orden.

Cameronowi pomysł Junckera nie podoba się z dwóch powodów. Obawia się powstania konkurencyjnej wobec NATO organizacji bezpieczeństwa w Europie, co osłabi zaangażowanie USA. Nie chce też dostarczać amunicji eurosceptycznej Niepodległościowej Partii Zjednoczonego Królestwa (UKIP) przed majowymi wyborami do Izby Gmin, a także przed referendum w sprawie pozostania kraju w Unii Europejskiej, który ma być rozpisany w 2017 r.

Dawniej Londyn miałby możliwość zawetować pomysł Junckera. Jednak traktat lizboński to zmienił.

– Artykuły 42 i 46 przewidują, że dowolna liczba krajów Unii może podjąć inicjatywę o integracji we własnym gronie sił zbrojnych – mówi „Rz" Mina Andreeva, jedna z rzeczniczek Junckera. – W takim przypadku Rada UE decyduje kwalifikowaną większością głosów, a nie jednomyślnie – dodaje.

Wielka Brytania nie jest jedynym krajem Unii, który się sceptycznie odnosi do idei budowy europejskiej armii. Szwecja, Irlandia i Austria nie chcą porzucić tradycyjnej neutralności.

Jednak rosyjska agresja na Ukrainę zmieniła podejście wielu innych państw Unii. Oprócz Zjednoczonego Królestwa pozostałe pięć dużych krajów Wspólnoty, w tym Polska, raczej przychylnie odnosi się do tej idei.

– Oprócz NATO europejska polityka obronna to drugi filar naszego bezpieczeństwa. Już uczestniczymy w europejskich grupach bojowych, nawet jako kraj ramowy – przyznaje „Rz" proszący o zachowanie anonimowości wysoki rangą polski dyplomata.

Dlatego jest całkiem realne, że idea integracji sił zbrojnych kilku krajów Unii zdobyłaby kwalifikowaną większość w Radzie UE. A to mógłby być znaczący krok na drodze do budowy armii europejskiej lansowanej przez Junckera.

Już teraz, bez formalnej decyzji Rady UE, poszczególne państwa zaczęły łączyć siły zbrojne. Kraje Beneluksu powołały niedawno wspólne dowództwo lotnictwa, podobnie uczyniły Słowacja i Czechy. Z kolei Belgia i Holandia połączyły marynarkę wojenną. To sposób na ograniczenie wydatków w czasach słabej gospodarczej koniunktury.

Nawet w samej Wielkiej Brytanii opór przeciwko integracji sił zbrojnych krajów Unii słabnie. W poniedziałek prestiżowy londyński Royal United Services Institute (RUSI) ostrzegł, że jeśli polityka oszczędności Camerona będzie prowadzona nadal, liczba brytyjskich żołnierzy spadnie do 50 tys., najmniej od 250 lat. To jedna z przyczyn, dla których do tej pory Londyn mało angażował się w kryzys ukraiński. W tej sytuacji Brytyjczycy mogą wkrótce stanąć przed poważnym dylematem: zwiększyć wydatki na zbrojenia czy pogłębić współpracę z innymi krajami Unii.

Pomysł budowy europejskiej armii Juncker sygnalizował już w ubiegłym roku przed wyborem na szefa Komisji Europejskiej przez przywódców Unii. Był zawarty w 9. punkcie jego programu. W znacznym stopniu z tego powodu Cameron próbował wówczas zablokować nominację Luksemburczyka. Jednak bez powodzenia.

– Także tym razem strategia blokowania integracji europejskich sił zbrojnych może się okazać dla Londynu mniej korzystna niż przyłączenie się do tej inicjatywy i wpływanie na jej bieg – mówi „Rz" dyplomata Rady UE. Jego zdaniem chodzi w szczególności o ustalenie przyszłych relacji między głównodowodzącym siłami NATO w Europie a jego ewentualnym odpowiednikiem w Unii.

– Naszym celem nie jest stworzenie struktury, która konkuruje z sojuszem atlantyckim, ale go uzupełnia – zapewnia Mina Andreeva. Przyznaje jednak, że wartości Europy i Ameryki mogą się różnić.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL