Piłka nożna

Nieoczekiwani bohaterowie

Dusan Kuciak
Fotorzepa, Piotr Nowak
Puchar Polski: Legia pokonała po karnych Śląsk i już jest w półfinale

Dopiero rzuty karne zadecydowały o tym, że Legia wciąż ma szansę na dublet. Warszawianie jako pierwsza drużyna awansowali do półfinału Pucharu Polski, gdzie zmierzą się z lepszym z pary Piast – Podbeskidzie.

Bohaterem Legii został bramkarz Dusan Kuciak, który obronił dwie jedenastki – wykonywane przez braci Paixao: Marco oraz Flavio – i to dzięki jego paradom (a także temu, że Lacny swoją jedenastkę posłał wysoko nad poprzeczką przestrzelając w kompromitujący sposób) Legia pozostaje wciąż w grze o puchar.

Niewiele wskazywało na to, że akurat słowacki bramkarz zadecyduje o wyniku i awansie. Stracony gol obciąża wyłącznie konto Kuciaka. Lekko uderzoną piłkę, która w dodatku nie leciała nawet w bramkę, zamiast złapać, wybił wprost pod nogi Petera Grajciara, którego Śląsk sprowadził zimą, by zastąpił Sebastiana Milę. Kuciak był jakiś dziwnie rozkojarzony, źle wychodził do dośrodkowań, mijał się z piłką i jak zwykle pohukiwał przy każdej okazji na swoich partnerów (chociaż i tak mniej niż ma w zwyczaju) wprowadzając nerwową atmosferę w szeregi własnego zespołu. W drugiej połowie – po kilku niepewnych interwencjach Słowaka – dało się zauważyć, że i obrońcy Legii zorientowali się, że to nie jest jego dzień i starali się go wyręczyć przy każdej okazji.

To nie był jednak dobry mecz mistrza Polski, który powinien dziękować sędziemu Szymonowi Marciniakowi z Płocka, że kończył to spotkanie w komplecie. W drugiej połowie czerwoną kartką powinien zostać ukarany stoper Legii Dossa Junior, który zatrzymał napastnika gości wślizgiem obiema nogami od tyłu. Trudno o lepszy materiał szkoleniowy ilustrujący za jakie przewinienie zawodnik powinien opuścić boisko. Zamiast jednak podziękowań Marciniak musiał w dogrywce nasłuchać się trwających kilka minut wyzwisk pod swoim adresem ze strony stołecznych kibiców. Tak bardzo byli oburzeni faktem, że zakończył pierwszą część dogrywki nie dając Legionistom wykonać rzutu rożnego.

Legia w pierwszej połowie była gorsza od świetnie zorganizowanego Śląska i zasłużenie przegrywała do przerwy 0:1. Wrocławianie po golu mądrze się bronili, a Legia nie rzuciła się do jakiegoś szaleńczego odrabiania strat. A w tym elemencie piłkarze Henninga Berga niespecjalnie imponują w tym sezonie. Aż 16 razy przegrywali 0:1 we wszystkich rozgrywkach (liga, Puchar Polski, eliminacje Ligi Mistrzów i Liga Europejska) i aż dziewięć z tych meczów kończyli porażką.

W czwartkowy wieczór udało im się jednak po raz 4. doprowadzić do remisu. A to za sprawą innego nieoczekiwanego bohatera – Michała Żyry. Skrzydłowy mistrza Polski w zbiorowej opinii został uznany głównym winowajcom odpadnięcia Legii z Ligie Europejskiej. W pierwszym meczu z Ajaxem w Amsterdamie miał dwie doskonałe sytuacje, ale żadnej nie potrafił wykorzystać. Tak więc na nim skupiła się złość kibiców. Wejście Żyro, który zastąpił jednak po przerwie Orlando Sa mocno ożywiło (przynajmniej na 20 minut) poczynania Legionistów.

- W pierwszej połowie nie funkcjonowaliśmy dobrze. W drugiej wystawiłem Dudę i Masłowskiego w środku pola, bo tak chcemy zastąpić Radovica. System bez klasycznego napastnika jest tak naprawdę nam bliższy, wykorzystywaliśmy wejścia skrzydłowych do środka za linię obrony – tłumaczył na konferencji Berg.

W tym sezonie Legia wyjątkowo poważnie podchodzi do Pucharu Polski. Podczas gdy trener Berg z taką lubością rotował składem i niejednokrotnie w lidze występowali zawodnicy drugiego planu, tak w Pucharze zawsze wystawiał najmocniejszy skład. Wydaje się, że właścicieli klubu zadowoli wyłącznie dublet w tym sezonie.

Śląsk będzie miał okazję zrewanżować się już za trzy dni – w niedzielę bowiem podejmie Legię u siebie we Wrocławiu, tym razem w lidze. 120 minut gry na pewno odbije się na kondycji piłkarzy. I mimo iż to goście byli bardziej przekonującą drużyną w czwartkowy wieczór, wcale nie będą faworytem. Trener Tadeusz Pawłowski nie ma takiego dużego pola manewru jak Berg jeśli chodzi o personalia. W środku pola Legii na pewno zagra Ivica Vrdoljak, któremu w Pucharze Polski szkoleniowiec pozwolił odpocząć. Na środku obrony z całą pewnością zobaczymy Jakuba Rzeźniczaka, który dziś pauzował za kartki. Tylko 45 minut biegał Orlando Sa.

Po raz kolejny niestety skandalicznie zachowywał się spiker Legii Wojciech Hadaj. Podczas serii rzutów karnych ani na chwilę nie odłożył mikrofonu, wykrzykiwał nazwiska piłkarzy Legii, dopingował Kuciaka. Gdy Słowak obronił strzał Flavio Paixao spiker (teoretycznie człowiek od wyczytywania składów i informowania o zmianach oraz żółtych kartkach) zawył do mikrofonu – zajebiście! Rzuty karne są takim samym elementem gry, jak regulaminowe 90 minut czy dogrywka. Podczas nich Hadaj nie wydziera się – na szczęście – do mikrofonu i im szybciej ktoś z klubu mu to powie, tym lepiej dla Legii.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL