fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Motoryzacja

Genewa w lepszym nastroju

Bloomberg
Prezesi zrelaksowani i uśmiechnięci. Piękne hostessy coraz rzadziej na gigantycznych szpilach, padająca co chwilę sieć, która nie wytrzymuje przeciążenia. I generalnie optymistyczna atmosfera. To pierwsze wrażenia z tegorocznego Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Genewie, który trwa do 15 marca.

W tym roku, po raz pierwszy podczas dni prasowych, które od lat były praktycznie zamknięte dla wszystkich spoza mediów, można było kupić bilet wstępu. Barierą pozostaje już tylko cena - 100 franków, wobec 16 euro od 5 marca, kiedy wystawa jest już dostępna dla wszystkich.

Wyraźnie jednak cena nie została wyśrubowana, bo widać było wyraźnie bogate, dojrzałe pary, często w towarzystwie prezesów wielkich marek zwiedzających najciekawsze stoiska. Wiele z nich właśnie podczas tych ekskluzywnych dni, kiedy w halach wystawowych nie ma jeszcze tłumów, robi zakupy. Pół miliona franków za auto? To nie jest cena wygórowana za wyjątkowy egzemplarz „szyty na miarę". Tak samo, jak zresztą i futra pań pokazujących palcem: to chcę. Nie zmieniła się i moda na futra. Jak zwykle norki, najczęściej strzyżone, bo nie pogrubiają, uszyte z klosza. Z pewnością za niektóre z nich można kupić mniejsze auto, niekoniecznie low-costowej marki.

Ale moda salonowa jednak się zmienia. Wprawdzie topowe włoskie marki motoryzacyjne nadal chcą mieć na swoich stoiskach wydekoltowane panie w powiewających sukniach, bo to one właśnie przyciągną fotoreporterów i zwiedzających. - Zobacz mam świetne zdjęcie Ferrari, ale dziewczyna jest z profilu. Na drugim jej dekolt wyszedł rewelacyjnie, ale auto jest zamazane. Nie wiem które wysłać? zastanawiał się kolega z brytyjskiej gazety. No pewnie, że to z dekoltem - radził mu kolega.

Ale firmy samochodowe chętnie ubierają je teraz bardziej na luzie, w spodnie i trampki, koniecznie conversy. Najpiękniej wyglądają hostessy na stoisku Mitsubishi w korporacyjnych czerwono-czarnych kolorach delikatnie nawiązujących do japońskiej stylistyki. Nie wiedzieć tylko czemu lifestylowy Jeep, który wprawdzie ubrał hostessy w eleganckie safari, kazał im założyć buty na wysokim obcasie, skoro sam prezes marki, Mike Manley nosi krótkie botki. jak zwykle natomiast najbrzydsze stroje mają dziewczyny na stoisku Skody i mimo że same modelki są bardzo ładne, to w sukienkach wyglądają jak pracownice recepcji kiepskiej firmy.

W dobrym humorze był Sergio Marchionne, dyrektor generalny Fiat Chrysler Automobiles, chociaż wyraźnie posiwiał. Wyraźnie nie może się doczekać premiery Alfy Giulii w czerwcu kiedy wyraźnie udowodni, że ma pomysły na swoje europejskie fabryki. Optymizmem tryska szef Opla, Karl-Thomas Neumann, który zapewnia, że zysk w przyszłym roku, czyli wcześniej, niż planowano nie będzie żadnym cudem.

Marki luksusowe szukają młodych zamożnych klientów i pod nich przygotowały premiery. Tylko gdzieś na boku można słyszeć, że tan naprawdę to kilkuprocentowe odbicie europejskiego rynku, to może nie przysłowiowe już na giełdach odbicie „zdechłego kota" (bo rzucony z dużej wysokości nawet zdechły kot odbija) tak naprawdę nie jest sukcesem, bo mniej więcej jedna trzecia statystycznej sprzedaży odnotowywanej przez europejskie stowarzyszenie producentów aut ACEA nie jest prawdziwą sprzedażą i trzeba ją zapisać na konto autorejestracji przez dilerów oraz przekazywaniem aut pracownikom i rejestrowania pojazdów na ich nazwiska. - Ale my rośniemy bez tych sztuczek - słychać zaraz potem. I, że obniżki cen powoli zaczynają się zmniejszać. Z naciskiem na „powoli".

Wielkie firmy wyraźnie jednak zaczynają oszczędzać. Jeszcze rok temu śniadania przechodziły łagodnie w lunche, które płynnie zmieniały się w podwieczorki. Zawsze można było wpaść tam między spotkaniami, posilić się i pędzić dalej. Teraz salonowe kantyny raczej przypominały stołówki ze ścisłym „od" - „do". Zresztą i media były chyba bardziej zajęte, bo i zmienił się system rejestracji. W tym roku trzeba było dać dowód, że rzeczywiście pracuje się w branży - wysłać kilka tekstów/audycji, albo list od szefa i skan legitymacji. Niestety w ślad za tymi obostrzeniami nie idą inwestycje w IT.W tym roku sieć wyraźnie nie była w stanie sprostać obciążeniom, w łączność w centrum prasowym padała na godzinę i dłużej.

Odlot z Genewy, po dwóch dniach prasowych, to wielka loteria. Jeśli nie przyjdzie się na lotnisko z dużym wyprzedzeniem, ryzyko spóźnienia na samolot jest bardzo realne. Półtorej godziny oczekiwania, to pod wieczór reguła. Za to dwie wiadomości dla tych, którzy w sklepach wolnocłowych chcą zrobić ostatnie zakupy. Dobra, to ta, że jest w nich praktycznie pusto, więc zakupy można zrobić błyskawicznie. Zła, że dla Szwajcarów w lotniskowych sklepach, tak samo, jak i w salonowych restauracjach euro jest warte tyle, co frank, a podobno może się jeszcze osłabić.

Danuta Walewska z Genewy

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA