Biznes

Dla prestiżu i wygody nie żałują pieniędzy

Standardem w samochodach firmowych, i to niezależnie od wielkości auta, jest klimatyzacja. Dotyczy to nawet najmniejszych modeli, jak Fiat Panda czy Hyundai Getz.
– Dwa lata temu klimatyzacja była standardowo montowana w autach klasy wyższej średniej, a dla samochodów klasy C znajdowała się na liście wyposażenia dodatkowego. Obecnie jest montowana nawet w autach klasy B. Jeżeli nie starcza na nią pieniędzy, to klienci rezygnują z elektrycznie opuszczanych szyb lub, jeśli warunki ubezpieczenia pozwalają, z alarmu, byle tylko mieć klimatyzację – zauważa doradca kluczowych klientów Express Fleet Partner Piotr Kaim.
Podobne preferencje dostrzega Karol Niegocki z działu sprzedaży flotowej w Dixi Car prowadzącego salony Opla i Chevroleta w Warszawie. Firmy kupujące auta dla kadry kierowniczej wydają na dodatki nawet 20 tys. zł, czyli 10 proc. ceny samochodu. – Numer jeden na liście dodatkowego wyposażenia to klimatyzacja i radioodbiornik. Na drugim jest lakier metalizowany, na trzecim czujniki cofania. Średnio co dziesiąte auto firmowe wyjeżdża od nas z nawigacją satelitarną i zdecydowanie częściej jest to Vectra lub Astra 3 niż mała Corsa – zauważa Niegocki. Przeciętna cena kupowanego zestawu GPS to 1,5 tys. zł. – Za te pieniądze kupowane są urządzenia mocowane przyssawką do szyby – wyjaśnia Niegocki.
– Klienci decydują się najczęściej na uniwersalne zestawy do nawigacji, znacznie tańsze od fabrycznych. Jeżeli jednak fabryczny jest oferowany w atrakcyjnym pakiecie, to często wybierają właśnie pakiet. Tak jest w przypadku volkswagena passata, do którego za 8 tys. zł można otrzymać nawigację w pakiecie, m.in. z reflektorami ksenonowymi i wysokiej klasy radioodtwarzaczem – wylicza Piotr Kaim z PGD. Podobnie jest z tzw. zestawami elektrycznymi u Opla, gdzie za 1,5 tys. zł oferowane są elektryczne szyby przednie wraz z elektrycznie sterowanymi lusterkami. Mimo znacznego spadku cen czujników cofania, które można kupić już za kilkaset złotych, nie wzrasta zainteresowanie nimi. Można to uznać za dowód wiary menedżerów flot w wysokie umiejętności użytkowników aut lub, do czego skłania się specjalista z Dixi Car, chęć zmniejszenia kosztów. – Firmy czasem tylko dopłacają do lakieru metalik, żeby podnieść cenę auta przy odsprzedaży – mówi. Podobną opinię ma kierownik zespołu w PGD Flota Andrzej Joszczuk. – W ostatnim czasie dwie firmy zdecydowały się na interesujący zabieg motywacyjny i dały użytkownikom samochodów możliwość wyboru opcji wyposażenia za 2 i 2,5 tys. zł. Prawie każdy z nich decydował się przede wszystkim na lakier metalik, być może myśląc o późniejszym odkupieniu użytkowanego auta. Popularnością cieszyły się też użytkowe drobiazgi, jak chłodzone schowki, rolety w oknach i czujniki cofania. Tylko kobiety decydowały się na dachowe boksy bagażowe – opowiada. Gwałtownie rośnie zainteresowanie firm modułami GPS śledzącymi ruch pojazdów. Koordynator w dziale sprzedaży flotowej Japan Motors Piotr Stacewicz szacuje, że aż 40 proc. aut flotowych sprzedanych w Japan Motors w ubiegłym roku było wyposażonych w ten system. Najczęściej na GPS decydują się firmy korzystające z kart paliwowych. Ponieważ system podaje zużycie paliwa na dystansie ostatnich 100 km, liczbę kilometrów przejechanych od ostatniego tankowania i na bieżąco śledzi ruch pojazdu, menedżer floty staje się jednocześnie menedżerem pracownika. Taki moduł z oprogramowaniem kosztuje 1800 zł bez podatku.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL