fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Jacek Saryusz-Wolski: Ukraińskie być albo nie być

Jacek Saryusz-Wolski
Fotorzepa/Robert Gardziński
W doktrynie Putina nie ma miejsca na dialog czy normalizację stosunków, jest za to miejsce na prowokację, inwazję, aneksję, wojnę i niespotykaną od czasów państwa sowieckiego propagandę – pisze europoseł PO.

Dziesięć lat po pomarańczowej rewolucji, która zawiodła tak wiele nadziei, ponad rok po porażce pierwszego podejścia do podpisania umowy stowarzyszeniowej w Wilnie i rok po rozpoczęciu heroicznego i zwycięskiego ruchu euromajdanu los naszego wschodniego sąsiada nadal nie jest przesądzony. Rosja konsekwentnie realizuje swoją strategię opartą na niebezpiecznej i agresywnej ideologii Władimira Putina. Jej ofiarą mogą się stać nie tylko nasi wschodni sąsiedzi, ale również my sami.

W doktrynie Putina nie ma miejsca na dialog, normalizację stosunków czy budowanie pozytywnej agendy w relacjach z Unią Europejską i krajami Partnerstwa Wschodniego, nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych. Jest za to miejsce na prowokację, inwazję, aneksję, wojnę i niespotykaną od czasów państwa sowieckiego propagandę.

Apetyt Kremla

Apetyt Putina sięga dalej niż na Kaukaz, Ukrainę czy Bałkany. Jego celem, oprócz zaspokojenia imperialistycznych ambicji, jest doprowadzenie do podziału między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, a także wewnątrz samej Unii.  Latające nad NATO-wską przestrzenią powietrzną rosyjskie samoloty, straszenie zasobami rosyjskiej broni atomowej, wywieranie presji energetycznej, nakładanie sankcji gospodarczych i blokad granicznych, finansowanie unijnych partii antyeuropejskich – to wszystko ma osłabić Unię od wewnątrz, podzielić i zastraszyć państwa członkowskie.

Putin postawił Zachód przed wyzwaniem, jakim jest decyzja o wspólnej walce o unijne sąsiedztwo w bezpośredniej konfrontacji z Rosją. Sytuacja ta wymaga, jak się wydaje, odpowiedniego dostosowania polityki państw Unii Europejskiej. Powinniśmy zatem wzmacniać instrumenty europejskiej polityki sąsiedztwa, nie pozwalając na dalszy rozwój putinowskiej „polityki sąsiedztwa".

Nietrudno jednak dostrzec, że niektórym państwom członkowskim Unii, mającym z Rosją poważne interesy i więzi gospodarcze, stanowcze opowiadanie się za Ukrainą, Mołdawią czy Gruzją wbrew Putinowi wydaje się coraz bardziej ryzykowne i kosztowne. W tym należy upatrywać dotychczasowy brak wystarczająco ambitnego i stanowczego stanowiska Unii w kwestii dostarczenia Ukrainie broni czy nałożenia jeszcze większych sankcji na Rosję. Decyzje i reakcje członków UE wyznaczane są przecież przez wspólny mianownik. Takie są realia unijnego procesu decyzyjnego.

Ukraina musi przezwyciężyć podziały wewnątrz kraju i nie pozwolić, by dorobek euromajdanu został zaprzepaszczony w sposób, w jaki zniweczone zostały owoce pomarańczowej rewolucji

Wprowadzenie progresywnie cięższych sankcji, obarczających Rosję kosztem na tyle wysokim, aby dalsza realizacja strategii Putina była nieopłacalna, byłoby jednym z bardziej skutecznych narzędzi, które mamy w swoim zasięgu. Ostatnie miesiące pokazały, jak dotkliwe dla Moskwy są dotychczasowe sankcje sektorowe. W ich wyniku gospodarka Rosji straciła już ponad 40 mld dolarów, a jeszcze więcej w wyniku procesów gospodarczych i finansowych będących pochodną tych sankcji.

Wojna nie do udźwignięcia

Innym elementem obronnym Zachodu powinna być energia. Uniezależnianie się energetyczne od Rosji przy spadających cenach ropy może być dla stanu gospodarki rosyjskiej bardzo ciężkie w skutkach. W tym obszarze, pomijając kwestie zobowiązań NATO-wskich, szczególnie współpraca transatlantycka powinna wykorzystać swój potencjał.

Instrumentem działającym przeciwko ekspansjonizmowi Rosji powinna być dalsza unijna pomoc finansowa dla Ukrainy. Ekonomiczne i polityczne wsparcie dla Kijowa, wyrażone głównie w podpisanej i ratyfikowanej umowie stowarzyszeniowej oraz umowie o wolnym handlu, to jednak tylko jedna strona opierania się imperializmowi Putina. Musi ono iść w parze z działaniami władz w Kijowie nakierowanymi na reformy oraz obronę własnego terytorium i własnej niepodległości.

Wojna na terenie wzmocnionej i broniącej się Ukrainy musi się okazać dla władz Rosji – przy dodatkowej presji sankcji i silnego oporu Zachodu – nie do udźwignięcia zarówno pod względem poniesionych kosztów ekonomicznych, jak i politycznych. Ukraina musi przezwyciężyć podziały wewnątrz kraju i nie pozwolić na to, by dorobek euromajdanu został zaprzepaszczony w sposób, w jaki zniweczone zostały owoce pomarańczowej rewolucji. Musi przejść przez polityczną i gospodarczą terapię szokową, tak jak Polska w latach 90., unikając przy tym naszych błędów, a kopiując sukcesy. Trzeciej szansy Kijów może bowiem nie dostać albo nie doczekać.

Autor od 2004 roku jest europosłem PO, był ministrem ds. europejskich RP w latach 1991–1996 i 2000–2001, negocjatorem stowarzyszenia i członkostwa Polski w UE, przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych PE; sprawuje funkcję wiceprzewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej i jej frakcji w PE, największej rodziny politycznej w Parlamencie Europejskim; jest odpowiedzialny za stosunki zewnętrzne UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA