Historia

Waldemar Fydrych „Major" ma prawa autorskie do wrocławskiego krasnala

materiały prasowe
Koniec sądowego sporu pomiędzy wrocławskim urzędem a happenerem Majorem - pisze Barbara Chabior.

Ludzik w spiczastej czapeczce trzymający kwiatek w patykowatej rączce nie może już reklamować Wrocławia i ozdabiać promujących miasto pamiątek. Po tym, jak po wieloletnim procesie sąd uznał prawa autorskie do skrzata Waldemarowi Fydrychowi „Majorowi", miasto zdecydowało się na zawarcie z artystą ugody.

Krasnal jest symbolem Wrocławia od lat. Świetnie sprzedaje się na koszulkach, kubkach, notesikach, ale również wyłazi jak spod ziemi w najprzeróżniejszych miejscach w postaci niewielkich rzeźb. Miniaturowe skrzacie pomniki stawiane są z inicjatywy miasta oraz jako prywatne projekty. Wielu przedsiębiorców, przedstawicieli instytucji, placówek publicznych czy zakładów realizuje swoje ambicje dołączenia do krasnoludkowego pochodu poprzez fundowanie kolejnych postaci, ochrzczonych znaczącymi imionami: Życzliwek, Wrocek, Temidek, Weterynarz, 100matolog, Suwenirek, Soldarek, Skarbusz.

Teza, antyteza, synteza

Krasnoludkowe szaleństwo ma we Wrocławiu swoje historyczne uzasadnienie: w stanie wojennym, gdy na murach trwała wojna na napisy – nocą najodważniejsi działacze z „Solidarności" pisali farbą „Precz z komuną" lub „Wrona skona", w dzień zomowcy zamalowywali te inskrypcje barwnymi plamami lub, z oszczędności surowca, kratkami uniemożliwiającymi odczytanie nieprawomyślnych haseł. Wtedy wkraczali artyści z Pomarańczowej Alternatywy i ozdabiali szpecące mury liszaje wizerunkiem krasnoludka, który nie był ani za, ani przeciw. Był przedstawicielem dystansu, propozycją załagodzenia tej absurdalnej walki pomiędzy ludźmi żyjącymi w jednym kraju. Nieco później, w pierwszej połowie lat 80., krasnale zeszły z murów i ruszyły do natarcia.

Młodzi, zbuntowani antykomunistyczni wojownicy z Pomarańczowej Alternatywy z pomarańczowymi stożkowatymi czapeczkami na głowach śmiechem walczyli z systemem: manifestacje, podczas których wielotysięczne tłumy infantylnie odzianych sympatyków ruchu rzucających w zbrojne oddziały ZOMO cukierkami i kwiatami, wprawiały funkcjonariuszy w osłupienie. Przechodnie obserwujący masowe pakowanie krasnali do suk nie umieli powstrzymać wesołości.

Major, jak głosi historia, miał na posterunku policji tłumaczyć zasady swojego malarstwa dialektycznego „tezą jest napis, antytezą plama, syntezą – krasnoludek". Tak samo interpretować należało rolę karykaturalnych pochodów, manifestujących jedynie życzliwość i pokojowe zamiary wobec całego świata.

Porwany i uwięziony

Kiedy Urząd Miejski we Wrocławiu zdecydował się przed 10 laty oprzeć strategię promocyjną na skrzacie, narysowanym taką samą niemal kreską, jaką widywali wrocławianie na murach dwie dekady wcześniej, Major (w owym czasie znany już w Polsce z absurdalnych kampanii do wyborów samorządowych w Warszawie i do wyborów parlamentarnych) poczuł się okradziony z wartości, które należały się Pomarańczowej Alternatywie. W 2010 roku złożył do sądu pozew o naruszenie jego praw autorskich. Domagał się przeprosin, odszkodowania i zaprzestania używania przez miasto „jego" krasnala. Ten miejski wyszedł oczywiście spod ołówków artystów z agencji promocyjnej, ale wrocławski magistrat zaakceptował i kupił taką postać swojego znaku, wyposażonego na dodatek w identyczny kwiatek, tak jak niektóre z nielicznych, zachowanych jeszcze cudem na murach.

Krasnal krasnalowi nierówny

W kwietniu tego roku sąd uznał, że faktycznie doszło do naruszenia praw autorskich, przyznając również, że Majorowi należy się odszkodowanie z tytułu używania jego autorskiego tworu bez jego zgody, a nawet przy stanowczym sprzeciwie, bo ten poprzedził skierowanie krasnoludkowej sprawy do sądu. Gmina wprawdzie odwołała się początkowo od tego wyroku, jednak w tym tygodniu pełnomocnik Majora oświadczył sądowi, iż strony zdecydowały się na podjęcie negocjacji, które mają zmierzać do ugody i ustalenia wysokości odszkodowania.

Jednak, co warto podkreślić, nie będzie konieczne demontowanie specyficznych wrocławskich figurek. One, choć nawiązują do bohatera konfliktu, jednak mają odmienną od „majorowej" grafiki bajkową postać.

Barbara Chabior

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL